vfvdvs

1. Sposoby niwelowania barier między młodymi a teatrem

Projektując skuteczne sposoby niwelowania barier między młodymi a teatrem trzeba brać pod uwagę ogromne zróżnicowanie samej kategorii młodzieży.

Na temat młodzieży krąży wiele stereotypów i generalizacji. Badania pokazują jednak, że młodzież jest kategorią szalenie zróżnicowaną wewnętrznie. W związku z tym – dotarcie do młodzieży wymaga bardzo różnych, czasem bardzo prozaicznych, a czasem złożonych, działań edukacyjnych i wspierających.

Jednym z podstawowych założeń naszych badań było dotarcie do szerokiego spektrum młodych ludzi z różnych wielkopolskich ośrodków. Dlatego oglądaliśmy wspólnie spektakle i rozmawialiśmy z nastolatkami z bardzo różnych miejscowości – od tych najmniejszych, poprzez miasta średnie (np. Kalisz), aż po Poznań, stolicę regionu. Staraliśmy się także uwzględniać to, że rozmówcy mają częstszy lub rzadszy kontakt z teatrem. Różnice, na które napotkaliśmy, przerosły jednak nasze oczekiwania. Ich rozpiętość była tak duża, że porównywanie poszczególnych grup młodych ludzi było czasem bardzo trudne. Niektórzy licealiści, zwykle ci z mniejszych miast, sprawiali wrażenie osób młodszych niż wskazywałaby na to ich metryka, podczas gdy inni, najczęściej z większych miejscowości – przypominali dojrzałych studentów. Nie były to zwykle różnice indywidualne, lecz różnice między całymi grupami wywodzącymi się z poszczególnych ośrodków – tych mniej i bardziej peryferyjnych.

Jedną z takich różnic było znaczenie, jakie dla młodych ludzi miał sam udział w badaniu. W przypadku mniejszych ośrodków, badanie okazało się pełnić bardzo ważną rolę, a badacze stali się w pewnym sensie animatorami kultury. Część młodzieży, mieszkająca na obszarach wiejskich lub w bardzo niewielkich miejscowościach, miała pierwszy raz kontakt z teatrem. W przypadku mniejszych miast, młodzi ludzie często po raz pierwszy uczestniczyli w spektaklu niebędącym adaptacją lektury lub mieszczańską komedią. W przypadku peryferyjnych miejscowości, teatr okazywał się też często jedną z niewielu jakichkolwiek form rozrywki, witaną z entuzjazmem jako sposób na zabicie nudy "bo zwykle to tu się nic nie dzieje”. Jak opowiada jedna z licealistek z małego miasta, która wzięła udział w spektaklach i badaniu:

Gdyby nie to, że tutaj byliśmy na tych przedstawieniach to bym czegoś takiego nie szukała w internecie, a tak to coś innego [uśmiech] szukam teraz... tak bezczynnie. Zabijam nudę tym. [FGI Koźmin 2]

Potrzeba nowych bodźców (a więc innych niż te dobrze znane ze swojej miejscowości) sprawiała, że niektóre z osób, które przy naszym wsparciu wybrały się z mniejszych miast do Poznania na Malta Festival, za równie atrakcyjne uważały udział w wydarzeniach teatralnych i możliwość wizyty w Mc Donald's. Wyjazd był przez tych licealistów oceniany bardzo dobrze, ponieważ spełnił podstawowy wymóg: stał się jedną z okazji do przełamania codziennej monotonii. Charakter samego spektaklu wydawał się dla wielu z tych osób drugorzędny. Analogiczna sytuacja ma miejsce także w przypadku osób mieszkających w Poznaniu, które do tej pory nie uczestniczyły w spektaklach teatralnych, mających miejsce poza murami instytucji kulturalnych. Potwierdza to analiza dzienników wizualnych, prowadzonych w ramach Poznań Malta Festival w 2013r.

W mniejszych miejscowościach każda wizyta teatru z innego miasta lub wyjazd do teatru do Poznania mogą okazać się dla wielu młodych ludzi bardzo pociągające, zwłaszcza że udział w takich wydarzeniach nie jest często zapewniany przez szkołę. W niejednej grupie spotkaliśmy się wręcz z zarzutami pod adresem nauczycieli dotyczącymi niespełnionych obietnic dotyczących wyprawy do teatru. Tego typu problemy mogą wynikać z kilku różnych przyczyn zakorzenionych w sposobie funkcjonowania szkoły oraz słabej współpracy między szkołą a instytucjami kultury (zob. wniosek 5).

Nie znaczy to oczywiście, że samo pojawienie się teatru w mniejszej miejscowości przekłada się na wysokie zainteresowanie młodzieży. Przeciwnie, bez dodatkowych działań jest to mało prawdopodobne.

R3: Mimo, że na mieście są często jakieś plakaty, jak teraz właśnie "Ferdydurke" było, [to] wszędzie było wywieszane. R1: I tego się nie dało nie zauważyć. Nawet w domu miałam ten plakat. [FGI Koźmin 2]

Niekoniecznie jest to wynik świadomego odrzucenia teatru, ale raczej tego, że teatr "nie przychodzi do głowy" jako możliwość spędzania wolnego czasu - nie jest wystarczająco zakorzeniony w przekonaniach i działaniach.

Należy także zwrócić uwagę na funkcję wielu czynników zewnętrznych. Każdy spektakl spotyka się z inną recepcją z uwagi na kontekst, w jakim funkcjonuje i którym zostaje obudowany przez lokalne instytucje. Dla przykładu – każda inscenizacja „Ferdydurke” bywa zwykle traktowana jako spektakl wartościowy dla młodzieży, ponieważ przybliża treść szkolnej lektury (niezależnie od walorów artystycznych spektaklu). Z kolei wytyczanie granic wiekowych (np. „spektakl od lat 18”), które towarzyszyło spektaklowi „Amatorki” – mające być w zamierzeniu twórców sugestią, a nie nakazem – jest traktowane dość restrykcyjnie. Tym sposobem, istnieją tematy, z którymi młody widz zapoznawany będzie regularnie oraz takie, do których dostęp będzie mu uniemożliwiany. Dodatkowo, inne działania instytucji (np. promocyjne) również kształtują tendencje do dzielenia tematów spektakli na „dopuszczane” oraz „niewygodne”. Według licealistek z Koźmina Wielkopolskiego, „Ferdydurke” było promowane przez liczne plakaty rozwieszane w całym mieście, natomiast „Zbrodnia” – wręcz przeciwnie (identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku „Amatorek” i „Ferdydurke” w Koninie).

R1: Czasami w podstawówce się gdzieś tam było, na jakimś malutkim spektaklu. Ale generalnie nie ma takiego zainteresowania żeby nas zachęcić do chodzenia do teatru. Na przykład dzisiaj przyjechał teatr z Bydgoszczy. Gdyby zapytać młodych ludzi kto wiedział że dziś przyjechał teatr z Bydgoszczy, no zrobić taką sondę, przejść się po ulicy. Podejrzewam, że 95% osób by się zdziwiło. (...) R2: Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni no bo rzadko.. Z reguły tylko w szkole jak są jakieś wyjścia to się idzie, nie czarujmy się, przede wszystkim żeby ominąć jakieś lekcje. (...) R1: No niby tak… Ale normalnie się nie wchodzi na stronę RCK [Regionalnego Centrum Kultury]. R3: (...) chodzimy do podstawówki, wracamy ze szkoły, odbiera nas powiedzmy babcia, wracamy do domu, jemy obiad, wracają rodzice, nawet jeśli jest jakiś teatr to my zwykle o tym nie wiemy. A nawet jeśli wiemy, wyciągamy rodzinę, a rodzina nie ma siły po pracy. Nie wychodzimy. (...) i ostatecznie zostaje [się] przed komputerem. [FGI Piła 1]

Także zróżnicowanie młodzieży w zakresie oczekiwań wobec teatru i sposobu doświadczaniu spektaklu okazało się bardzo duże. Wielu licealistów którzy trafili na spektakl – dzięki projektowi badawczemu „Młodzi i teatr” lub wcześniej, przy innej okazji – miało bardzo pozytywne wrażenia. Niejednokrotnie poszukiwali też na własną rękę dalszych informacji o obejrzanym teatrze albo pytali o kolejne spektakle. Zupełnie inne były natomiast reakcje części tych licealistów, którzy dysponują większym dostępem do informacji, większymi kapitałami i możliwościami uczestniczenia w kulturze, nawet jeśli nie mają wielu doświadczeń z teatrem. Dla takich osób sytuacja badawcza bywała nawet okazją do zademonstrowania bycia „ponad to”, podważenia sensu spotkania i zademonstrowania dystansu wobec roli.

Zróżnicowania, o których tutaj mowa, wypływają z różnych czynników, takich jak wielkość miejscowości zamieszkania, dostępność oferty kulturalnej czy posiadane kompetencje, a także determinanty osobowościowe i indywidualne zainteresowania, uznawane wartości, odczuwane potrzeby i aspiracje, pozycja w grupie rówieśniczej. Nie ma zatem jednego uniwersalnego sposobu, za pomocą którego można by dotrzeć do całej omawianej kategorii wiekowej. Nieco jednak upraszczając, można powiedzieć, iż wśród młodzieży rysują się cztery główne typy nastawień wobec teatru.

Pierwszy z nich można określić jako „MŁODZI BYWALCY” – to osoby, które mimo młodego wieku miały do tej pory stosunkowo częsty i dość zróżnicowany kontakt z teatrem oraz deklarują żywe nim zainteresowanie. Nasi respondenci należący do tej grupy zwykle byli członkami amatorskich zespołów teatralnych (szkolnych lub przy domach kultury) i/lub pochodzili z rodzin, w których interesowano się i dyskutowano o oglądanych spektaklach. Co charakterystyczne i dające do myślenia, z tego typu młodzieżą spotykaliśmy się niemal wyłącznie w dużych miastach. Choć trudno na podstawie badań jakościowych precyzyjnie określić jak liczne jest grono „młodych bywalców”, to wydaje się ono stosunkowo nieduże. „Młodzi bywalcy” zazwyczaj wykazują sporą aktywność w poszukiwaniu informacji o wydarzeniach kulturalnych, warsztatów czy okazji do kontaktu z teatrem w różnych jego formach. Wśród „młodych bywalców” istnieje zarówno grupa zainteresowana przede wszystkim teatrem, jak i pozostała część, dla której teatr jest tylko jedną z poszukiwanych ofert kulturalnych (obok kina, koncertów, flashmobów, tańca itd.). Stosunkowo bogate doświadczenia kulturalne (w tym te pochodzące z udziału w amatorskim zespole), znajomość pewnych konwencji teatralnych i obycie kulturalne powoduje, iż zwykle podchodzą oni do teatru bez lęku, nie obawiają się przyznać, iż czegoś nie zrozumieli; nie winią automatycznie siebie i swoich niskich kompetencji, jeśli spektakl jest dla nich niejasny. Znaki zapytania starają się wyjaśnić w rozmowie z innymi czy szukając dodatkowych kontekstów i materiałów dotyczących danego spektaklu. Bez żadnego skrępowania wyrażają także swoje rozczarowanie konkretnym spektaklem. Swobodniej podchodzą do wielości interpretacji, nie zakładają zwykle, iż wyłącznie szkolne, „prawidłowe” odczytanie tego „co autor miał na myśli” jest warunkiem koniecznym odbioru sztuki .

R1: Ja w 90% przypadków mam wątpliwości czy dobrze zrozumiałam, ale zawsze... no nawet jeżeli spektakl wszystko super rozumiem, to tak sobie myślę, że no, to mi się podobało bardzo, kurczę, no to może tam jednak o coś innego chodziło jak wszyscy tacy zmieszani wyszli? (…) Ale... jeżeli ja coś w tym dostrzegam i jakby nie mam poczucia zmarnowanego czasu, tylko jakby gdzieś tam czuję, że się rozwinęłam czy tam otworzyłam kolejną klapkę w mózgu, to wtedy to jakby i tak... nawet jeśli nie do końca zrozumiałam, to to i tak ma sens. [FGI Poznań 1]

Bardziej doświadczeni widzowie w znacznie większym stopniu (choć czasem warunkowo) dopuszczają też trudne, nieprzyjemne emocje, czasem jednak potrzebne, takie jak np. szok, obrzydzenie, zawstydzenie, irytacja czy przytłoczenie. Najmniej pożądane odczucia w kontakcie ze sztuką to dla nich obojętność i nuda. Takie podejście wynika zapewne z faktu, iż widzowie ci już kilkukrotne mieli okazję zetknąć się z kontrowersyjnymi elementami przedstawienia i zazwyczaj (choć nie zawsze) znacznie spokojniej na nie reagowali.

R3: Obojętność to byłaby taka negatywna. Jakby się czuło jakieś inne, negatywne odczucia to jest zawsze lepiej niż przejść obojętnie. [FGI Kalisz 1] R5: [W kategorii emocji, których nie lubię w teatrze] ja mam tylko to: nuda i obojętność. To jest najgorsze co może być. I nic więcej. To jest najgorsze co może być – w ogóle w teatrze? R5: W teatrze, tak. Nawet gorsze niż to zażenowanie, obrzydzenie….? R5: Czasem trzeba obrzydzić człowieka w teatrze. [FGI Poznań 4] Aha, warto poczuć obrzydzenie, żeby potem...? R1: Tak, żeby móc to krytykować. [FGI Poznań 3]

Wreszcie, ostatnim elementem dość charakterystycznym dla „młodych bywalców” jest empatia w stosunku do aktorów. Tak silne wczuwanie się w ich sytuację wynika zazwyczaj z faktu, iż nasi respondenci sami grają w amatorskich teatrach, dlatego potrafią sobie wyobrazić jak trudne czy uciążliwe mogą być niektóre reakcje publiczności czy zadania do zrealizowania stawiane przez reżysera.

R2: Trzeba mieć po prostu szacunek do tych, którzy tam występują, no bo to wszystko słychać tam na tej scenie. My grając po prostu na scenie, my to wiemy. R3: Mieć szacunek do innych, nie, właśnie w takich miejscach. I do siebie, bo ludzie mogli by na nas popatrzeć… R1: Nas na przykład na naszym własnym przedstawieniu rozpraszało… R3: Bo byśmy z dobrych intencji, jakbyśmy filmowały czy robiły zdjęcia, my mówimy sobie, że zrobimy, żeby pokazać, gdzie byłyśmy, ale ludziom to mogłoby się nie podobać. [FGI Poznań 2] [fragment dyskusji dotyczącej nagości w teatrze] R2: (...) I ten reżyser, który stoi po drugiej stronie, on się nie liczy z tym, że ten aktor nie czułby się w tym, że on nie chciałby tego zagrać, że on się.. że po prostu wydaje mu się to nieprzyzwoite. On się z tym nie liczy! Bo przecież ja mogę wziąć innego! [FGI Poznań 4]

“ASPIRUJĄCY POSZUKUJĄCY” – drugi wyróżniony przez nas typ nastawienia wobec teatru – to, jak się wydaje, dość liczne grono młodych widzów, którzy choć rzadko mają kontakt z teatrem, to jednak nie jest trudno namówić ich do wyjścia na spektakl. Sami z siebie zwykle nie wykazują jednak takiej aktywności – nie mają nawyku śledzenia wydarzeń teatralnych w swoim mieście, nie zdają sobie sprawy jak wiele rzeczy mogliby znaleźć w internecie. Paradoksalnie zatem, ich „poszukiwanie” ma bardziej charakter metaforyczny (dążenia do tego, co rozwija i wzbogaca duchowo), niekoniecznie zaś dosłowny (wynajdywanie informacji o teatrze). Badania pokazały, że respondenci z tej kategorii często jako przyczyny rzadkiego chodzenia na spektakle wskazują czynniki leżące poza swoją sprawczością: np. zbyt wysoką cenę biletów, słabą promocję informacji o przedstawieniach, brak czasu czy problemy transportowo-organizacyjne. Choć każdy z wymienionych czynników jest oczywiście istotną przeszkodą, wydaje się jednak, iż w wielu przypadkach są one wyolbrzymione, służą bardziej jako wymówki (chodzenie do teatru jest bowiem przez nich uznawane za coś, co „należałoby robić”) niż bariery nie do pokonania.

R1: To jest też kwestia tego, że już teatr wysokiego poziomu to jest naprawdę wysoki koszt. Ten kosztował 20 zł. R1: No tak, ale jedzie się powiedzmy do opery czy teatru do Bydgoszczy – 30 zł cztery razy w miesiącu powiedzmy – póki się nie pracuje to jest sporo. R3: To już jest naprawdę duży wydatek. No, ale przecież nikt wam nie każe jeździć co tydzień! R1: Też racja (uśmiech). R3: No, ale jakby się chciało naprawdę ukulturalnić to wydatek jednak jest. [FGI Piła 2] R2: W sumie to jest często tak: w pobliżu teatru nie mamy, w sumie tylko jak przyjedzie więc nie jesteśmy nauczeni żeby chodzić do teatru. Czasami w podstawówce się gdzieś tam było, na jakimś malutkim spektaklu. Ale generalnie nie ma takiego zainteresowania żeby nas zachęcić do chodzenia do teatru. Na przykład dzisiaj przyjechał teatr z Bydgoszczy. Gdyby zapytać młodych ludzi kto wiedział że dziś przyjechał teatr z Bydgoszczy, no zrobić taką sondę, przejść się po ulicy. Podejrzewam, że 95% osób by się zdziwiło. [FGI Piła 2]

Wspólną cechą „aspirujących poszukujących” jest nastawienie na rozumienie spektaklu oraz oczekiwanie, że jego rolą jest przede wszystkim wzbudzanie refleksji. Co ważne z punktu widzenia edukacji teatralnej, grono „aspirujących poszukujących” – przy odpowiednich i systematycznych działaniach, o których mowa w wielu z prezentowanych w naszym raporcie rekomendacjach – może stopniowo przekształcić się w grupę „młodych bywalców”. Bliższa analiza pokazuje, iż można wyróżnić kilka głównych motywacji „aspirujących poszukujących”, przyciągających ich do teatru. Choć dla niektórych respondentów jedne z nich były silniejsze od innych, to jednak warto podkreślić, iż nie dzielą one sztywno „aspirujących poszukujących” na trzy rozłączne podgrupy.

(1)”ZDRADŹ MI TAJEMNICĘ”. Czynnikiem, którym w tym przypadku najsilniej przyciąga „aspirujących poszukujących” do teatru jest jego refleksyjność, zdolność nakłaniania do przemyśleń nad sprawami trudnymi, zwykle nieporuszanymi lub podejmowanymi w bardziej przewidywalny czy banalny sposób przez inne formy kultury. Taka rola przypisywana teatrowi nader często wpisuje się w ogólniej rozumianą filozofię życiową wielu młodych ludzi i dążenie do samorealizacji, poszerzania swoich horyzontów i ciągłego rozwoju. Tego typu oczekiwania sprawiają, iż nastolatki te mają skłonność do przypisywania sztuce niebywałej mocy wyjaśniania świata, pragną, by teatr w pewnym sensie wzbogacił ich duchowo.

R1: Ale no takie… no, że na przykład coś, nie wiem, coś takiego ukrytego, mówiącego mi sens mojego istnienia. [śmiech] R1: Ja nie wiem jak to powiedzieć no… no coś takiego jak być albo nie być. Nie wiem. Nie potrafię tego określić. [FGI Konin 1] R1: Jaką powinien pełnić funkcję? Pokazywać życie od innej strony. Pokazywać codzienne sprawy z czymś więcej. Z czymś co jest zabawne albo z czymś co jest straszne. Nie wiem, pokazywać różne sprawy w innym świetle niż te które widzimy na co dzień. Nie wiem jak to ubrać … (…) R2: R1 powiedział, że jakby z innej strony pokazać, rzeczy dziejące się w realiach tej gry dzieją się też w naszym życiu i my tego doświadczamy. Żeby spojrzeć z innej strony, czyjeś strony. Byśmy dobrali, jak komuś się to przytrafiło. Żeby wybrać sytuację i rozwiązanie. [FGI Piła 2] R1: Można się doedukować po części, może tak filozoficznie to zabrzmi – wypełnić jakby siebie taką energią niewpajaną na co dzień. [FGI Piła 1] R2: Żeby to jakoś … zaakcentować i zostawić, żeby ta sztuka lub film lub cokolwiek… zostawiło trwały ślad w mojej duszy. [FGI Poznań 4] R1: Właśnie ja bym wolała coś zrozumieć i przemyśleć. Żeby to coś dało, taki spektakl. [FGI Wągrowiec]

Tak wysokie wymagania sprawiają, iż widzowie ci czują się rozczarowani, gdy spektakl okazuje się „za prosty”, zbyt banalny, oczywisty, nie daje materiału do dłuższych przemyśleń. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę stosunkowo słabe obycie z konwencjami teatralnymi, brak nawyku do poszukiwania dalszych informacji oraz często nieumiejętność artykułowania własnych odczuć, spektakl nie może się również okazać zbyt trudny. Wypowiedzi badanych z tej grupy pokazują, iż w ich przypadku kluczowy jest odpowiedni dobór przedstawienia - mają bowiem oni tendencję do traktowania spektaklu niczym szarady, która wymaga myślenia i zaangażowania, ale z drugiej strony, jeśli brak jej rozwiązania, to może to zniechęcić do podejmowania dalszych wysiłków.

(2)”MŁODZI KULTURALNI”. Inną odczuwaną przez niektórych „aspirujących poszukujących” motywacją pójścia do teatru jest pewnego rodzaju „obowiązek kulturowy” uczestniczenia w instytucjonalnie rozumianej kulturze. Wydaje się, że to grono dość silnie zinternalizowało tradycyjne wyobrażenie człowieka kulturalnego, który od czasu do czasu „powinien” bywać w teatrze i innych przybytkach tzw. kultury wyższej. Szczególnie często stosowany przez nich podział na sztukę wyższą i jej przeciwieństwo - kulturę masową - tyleż motywował do wyjścia do teatru (co nazywano „ukulturalnianiem się”), co zniechęcał do bardziej regularnych z nim kontaktów.

Znaczy kino dlatego, że chyba najczęściej i najłatwiejszy dostęp i wymaga tak naprawdę no... chwili wolnej i ochoty, ale... jest najprościej. Teatr? No generalnie staram się, żeby kilka razy w roku jednak z teatrem mieć jakiś kontakt. No ale to też wiadomo, że wymaga większego czasu i wcześniej rezerwacji biletów, tak, że... dlatego. [w dalszej części dyskusji (...)] wiadomo, że teatr jest jakąś rozrywką, gdzie no trzeba iść, nie wiem, jakoś ubrać, trzeba się zachować, trzeba się umieć zachować, bo to... No też niekiedy mi się zdarzało, że byłam w teatrze i były takie osoby, że w ogóle, no nie wiem, aż w wstyd było, bo telefony włączone albo coś… No to wiadomo, że tak nie przystoi, tak? (uśmiech) Albo... no... po prostu wydaje mi sie, że to jest taka rozrywka, gdzie trzeba jakoś umieć się zachować i jak się już idzie, no to trzeba wiedzieć właśnie, nie? Żeby jakoś wyglądać, jakoś... bardziej tu mi chodzi o taki właśnie savoire-vivre (...) [FGI Poznań 1] Tak naprawdę, takie chodzenie do teatru i tego wszystkiego to mi się kojarzy ze starością. Z takim czasem jak jest się takim wykształconym, fajnym człowiekiem. [FGI Konin 1]

(3)”MAGIA TEATRU”. W tym przypadku, tym co najsilniej przyciąga do teatru młodych widzów, jest wyjątkowość sytuacji uczestniczenia w spektaklu, jej odmienność wobec form takich jak oglądanie filmu w kinie lub w domu, korzystanie z internetu itd. Wśród zalet „niecodzienności” tego rodzaju sytuacji wymienia się bezpośredni, żywy kontakt z aktorami, pewien rytuał towarzyszący wyjściu, czy atmosferę skupienia. Ten ostatni czynnik jest szczególnie ciekawy, gdyż pośrednio podkreśla w jak dystrakcyjny sposób młodzi doświadczają kultury na co dzień. Powoduje on, iż nie zawsze pozytywnie traktuje się wystawianie przedstawień w przestrzeni miejskiej - podkreśla się, iż ruch uliczny czy gwar przeszkadzają w skoncentrowaniu uwagi na aktorach, a co za tym idzie - utrudniają zrozumienie sztuki.

Teatr to jest coś takiego, bardzo wyjątkowego, coś, co…, na co dzień nie masz takiej sztuki w telewizorze, takiej, że na żywo grają ludzie… mają z tobą jakiś kontakt. Tak… to jest interesujące. [FGI Konin 1] R1: Źle, bo jak ktoś szeleści albo coś, to nie można się skupić. (w innej części dyskusji) R1: No na rynku był duży chaos. Ciężko było się w ogóle skupić na tym spektaklu. (w innej części dyskusji) R2: Gdy jest jeden wątek – łatwiej się skupić, zrozumieć. R1: Ja też tak uważam. R3: [szeptem] Ja też. A chcecie się skupiać w teatrze, tak? [chórem wszystkie]: Tak. [FGI Wągrowiec]

Z podobną kategorią widzów spotyka się w swojej pracy jedna z animatorek prowadzących warsztaty teatralne z młodzieżą: to odbiorcy, których fascynuje właśnie „niecodzienność”, a wręcz „staroświeckość” teatru - to, że używa się tam poprawnej polszczyzny (bez przekleństw i wulgaryzmów) i tradycyjnych form komunikowania.

Natomiast przychodzi grupa młodych ludzi i mówi: totalnie nam się nie podoba, że ktoś przeklina w teatrze i wszyscy nasi koledzy w szkole przeklinają i wszyscy w ogóle przeklinają, jak ja idę do teatru, to po to, żeby tego nie słyszeć i nie mogę, jakby, nie podoba mi się to, że w teatrze teraz też muszę tego słuchać. Więc naprawdę... właśnie... też mam... dla mnie to było bardzo dużym zaskoczeniem, jak ja w ogóle zaczęłam prowadzić te działania tutaj, że... że powiedziałabym, że istnieje coś takiego tutaj, powiedziałabym, nie wiem, konserwatywny nurt młodej publiczności, która szuka takiego bardzo tradycyjnego teatru. [T1 Poznań]

Warto jednak podkreślić rysujący się tutaj paradoks: pojmowanie teatru jako czegoś niecodziennego, swoistej „świątyni sztuki” - nie zachęca bowiem do częstego jego odwiedzania. Choć według artystów, z którymi rozmawialiśmy, teatr powinien być czymś „normalnym”, a więc codziennym, to jednak dla tego grona widzów ważne wydaje się dbanie o to, by zachował on pewną odrębność w stosunku do innych form sztuki, a także w stosunku do tego, co stanowi element ich potocznego doświadczenia. Nadmierne upodabnianie środków wyrazu (np. użycie multimediów), jak i sposobu uczestniczenia (publiczność ma zachowywać się cicho), raczej zniechęci, niż zachęci tę grupę widzów do częstszego oglądania spektakli.

"ZNUDZENI RUTYNĄ CODZIENNOŚCI” – to trzeci wyróżnionych przez nas typ nastawienia wobec teatru. Podobnie jak „aspirujący poszukujący”, osoby bliskie temu profilowi nie mają nawyku wyszukiwania informacji o wydarzeniach kulturalnych w swoim mieście, są – często mylnie – przekonani, że „nic się tu nie dzieje”. Ich kontakt z teatrem jest bardzo rzadki (niektórzy spośród badanych byli w teatrze po raz pierwszy w życiu). Wydaje się, że nieco większą rolę niż w przypadku „aspirujących poszukujących” odgrywają tu twarde czynniki, w szczególności miejsce zamieszkania i środowisko społeczne, w którym przeważają osoby uważające się za „antyteatralne”. W porównaniu do „aspirujących poszukujących”, „znudzeni rutyną codzienności” mniejszy akcent kładą na rozumienie, za to większy na kolekcjonowanie emocjonalnych doświadczeń. Wśród tej grupy widzów przeważa nastawienie, iż teatr ma ich przede wszystkim oderwać od szarej rzeczywistości, której doświadczają każdego dnia. Spektakl traktuje się tu jako nowy bodziec, który pozwala zwalczyć monotonię codzienności. Jako elementy mające największy potencjał do tego, by zostać uznane za coś niezwykłego, niecodziennego, wskazywano: (1) zastosowanie nowatorskich form i środków wyrazu teatru współczesnego (takich jak interaktywność, zastosowanie muzyki, tańca itd.), nieznanych odbiorcom, którzy do tej pory mieli głównie okazję widzieć tylko adaptacje lektur (2) możliwość kontaktu ze znanymi aktorami i celebrytami - szansa, by zobaczyć „na żywo” postaci znane do tej pory tylko ze szklanego ekranu czy z gazet. Podkreśla się również, że tego rodzaju bezpośrednie spotkanie ze sławnymi aktorami może stanowić coś nobilitującego, czym warto się pochwalić przed znajomymi.

“IM BARDZIEJ NIEZWYKŁE, RZADZIEJ SPOTYKANE - TYM LEPIEJ”: “Ale fajnie. Takie coś innego” - wielokrotnie powtarzały nasze respondentki z Gniezna, które obserwowaliśmy podczas Malta Festival Poznań.” „Coś innego” było dla nich synonimem czegoś wartościowego, na co warto poświęcić swój czas, co daje dostęp do nowych wrażeń. Również komentując doświadczenia z performansu „Feed” Kurta Hentschlägera podkreślały one innowacyjność tego typu doświadczenia i stawiały ją wyżej niż – również nowe dla nich – doświadczenia z teatru tańca oraz spektaklu „Alphard” Mikiko Kawamury. Zapytane, który spektakl by wybrały, gdyby przeczytały tylko ich opisy, odpowiedziały: „Jakby napisali, że jakieś przeżycia takie… dymy coś… to pewnie na drugi”, „Bo taniec to jeszcze sobie można zobaczyć gdzieś indziej, a takie coś to rzadko kiedy można”. Tłumacząc swoje podejście i tak duży nacisk kładziony na nowe doznania, podkreślały: „Za mało się dzieje w Gnieźnie (śmiech)”, „Szukamy nowości! (śmiech)” [Obserwacja, Gniezno 2].

R1: Jeżeli chodzi… znaczy ja tak… no ten teatr nie jest jednak tak dostępny… I to jest taki jednak przywilej właśnie, jeżeli są jacyś aktorzy znani i można ich obejrzeć. W teatrze to już jest takie WOW! A jeżeli obejrzeć ich tak w filmie, no to tam – co mnie obchodzi, że widziałam, nie wiem, Sandrę Bullock w filmie. Jeżeli byś ją zobaczyła na żywo, to już jest takie WOW! R3: No!!! (w innej części dyskusji) M: A wyobrażacie sobie, że zamieszczacie jakiś komentarz [na Facebooku] o przedstawieniu teatralnym, na którym byłyście? Czy to jest dziwne? R1: Tak, jeżeli byłbym na jakimś takim przedstawieniu, w którym byłyby właśnie takie gwiazdy, widziane z telewizji. R2: O, to tak. [FGI Konin 2

(3) komizm, śmiech - umożliwia oderwanie się od rzeczywistości na zasadzie relaksu i odprężenia. Dla „znudzonych rutyną codzienności” element komizmu był znacznie bardziej istotny niż dla innych typów odbiorców. Szczególnie wyraźnie widać to podczas jedne z dyskusji grupowych, gdzie dwie osoby - R1 i R2 - reprezentowały raczej grono „aspirujących poszukujących”, a pozostałe - opisywane tu grono „znudzonych rutyną codzienności”.

R4: Ja też nie. Ja bym zobaczyła sobie właśnie taki spektakl, taki właśnie zabawny, śmieszny, mogłabym się pośmiać. R5: Ja również. R4: Tak tak wesoło. R5: Taki spektakl, który poruszałby problemy, moim zdaniem to jest takie… R1: …Ale jak je rozwiązywać. R5: Aha, coś takiego. Ale nie, jednak nie chciałabym się zastanawiać. Bo moim zdaniem, pójście do teatru ma być takie odprężające, a nie później zastanawiać się nad tym… co było, coś… R2: Ale takie przemyślenia są piękne! R4: To zależy jakie kogo. R5: Zależy jak kto na to patrzy. R2: Ale można je przełożyć na swoje życie, iść dalej i tego się tak nie zapomni po jednym razie. Ale.. no po prostu można to zastosować. R5: No może to czegoś nauczyć, oczywiście, ale …. Nie wiem, nie wiem. R3: (szeptem) Nie, dziękuję. M: R3 mówi „nie, dziękuję”, tak? [uśmiech] R4: Nie wiem, czy by jednak jakoś to do mnie dotarło. Czy jednak bym powiedziała, że to był tylko spektakl i że tylko jakieś przemyślenie podczas tego i raczej wychodząc z tego spektaklu nie zostałoby we mnie to. [FGI Wągrowiec]

(4) zaangażowanie w fabułę - odpowiednio skonstruowana fabuła, dynamiczna i poruszająca problemy bliskie nastolatkom również pozwalała na „oderwanie od świata”. Wobec sztuki oczekuje się tu by wywołała emocje, jednak nie te uznawane za zbyt nieprzyjemne (np. obrzydzenie, zażenowanie, przytłoczenie). Odrzucano też te spektakle, gdzie akcja była zbyt skomplikowana lub nie było jej w ogóle (np. w przypadku współczesnego teatru tańca).

[rozmowa dotyczy spektaklu „Diffraction” Cindy van Acker] R2: Ten pierwszy. To było takie nudne. M: Nuda była? R2: My z R1 najchętniej przeszłybyśmy się po Poznaniu w tym czasie. R1: Do Maca. [McDonald’s] R2: No, do Maca. M: Taki był nużący ten dźwięk? R1: No, ta melodia. R2: Ten dźwięk to był w ogóle. R1 Jakby się zmienił chociaż co jakiś czas. Jak by był bardziej żywy. A on był taki monotonny strasznie. I jeszcze było ciemno i tak… [FGI Gniezno] R1: Smutek według mnie tak trochę łączy się ze wzruszeniem. Lubię sobie czasami popłakać czy coś, bo wtedy znaczy, że naprawdę się wczułam w te osoby i tak to co one przekazują. I że to było takie autentyczne. Takie prawdziwe. I zapomnienie, odcięcie od świata dlatego, że no… lubię tak po prostu. Jestem wtedy w takim innym świecie i czasami potem jak już się skończy film, o niczym podczas niego nie myślałam i tak potem się zastanawiam co ja bym zrobiła, gdyby mnie to spotkało. Czy ja też bym tak postąpiła, czy miałabym osoby, które by mi pomogły w takiej sytuacji. No i podekscytowanie to… Fajnie było tak wynieść ze sztuki. Zwłaszcza że ja to tak mam przy serialach. [FGI Konin 2]

Kontakt ze współczesnymi spektaklami podczas prowadzonych przez nas badań wywierał na tej grupie odbiorców różne wrażenie. Niektórzy respondenci upewniali się w swoim, nieco konsumpcyjnym, podejściu, oczekując, iż teatr ich zabawi lub dostarczy określonych, niezbyt trudnych do samodzielnego przepracowania emocji. Spora jednak część młodych respondentów, w wyniku (zazwyczaj pierwszego) kontaktu z teatrem współczesnym była nim wyraźnie zafascynowana. Grupa młodzieży będąca po raz pierwszy w teatrze, po spektaklu „Zbrodnia” odszukała profil teatru na Facebooku, znalazła wywiady z aktorami i reżyserką, a nawet na przerwach w szkole cytowała sobie fragmenty spektaklu. Pokazuje to, iż podziały między wyróżnionymi tutaj podejściami młodzieży do teatru nie są dane raz na zawsze, a zachęcenie i zapewnianie im okazji do udziału w spektaklach, a także inne formy edukacji teatralnej, mogą dawać efekty w postaci coraz większego zaangażowania nastolatków w tę formę sztuki.

ANTYTEATRALNI. W przeprowadzonych przez nas badaniach, nie znalazł się nikt o postawie „antyteatralnej”. Jednak pedagodzy i osoby związane z instytucjami kulturalnymi zwracały uwagę, że dość rozpowszechnione wśród części młodzieży jest przekonanie, że teatr jest nudny, archaiczny, zbyt elitarny, nie dla nich, bezsensowny, a wręcz „obciachowy”. Co więcej, ten stereotyp bywa przekazywany z pokolenia na pokolenie. Przypuszczenia te potwierdzali nasi młodzi respondenci, którzy przyznawali, iż nie zawsze łatwo znaleźć im kogoś, z kim mogliby się wybrać na spektakl.

R3: Teatr... no do teatru trochę rzadziej, ale... ale też lubię się przejść. Za bardzo nie mam z kim chodzić. Oprócz – z R2 i A. głównie, a z klasy to.. trudno kogoś znaleźć, kto chodzi do teatru. [FGI Poznań 1] R2: Dużo młodych osób nie lubi teatru. M: Tak? R2: To znaczy dużo moich przyjaciół na przykład nie lubi (śmiech). M: A co ich zniechęca, bo to mnie bardzo interesuje… R4: Cena niektórych. R3: Też, też. R1: Zwłaszcza jak ma się określone kieszonkowe. R3: Albo też niektórzy mają określone niektóre godziny czasowe. R4: O właśnie! R3: No bo jak np. teatr jest o 19, to się kończy np. o 21. Dojdzie się przypuśćmy do tego domu i coś w tym stylu. M: Czyli to są te formalne, powiedzmy te. A coś jeszcze waszych rówieśników zniechęca do teatru? R3: Ogólnie może, że tak się im teatr kojarzy, że teatr to taka wyższa sztuka… R2: No właśnie! R4: Raczej dla starszych. R1: Właśnie, i że to tak dawniej było, a teraz się chodzi na filmy z efektami. R3: …specjalnymi, 3D. R2: 5D! (śmiech) R4: Wybuchy i tak dalej! M: Że takie za mało są widowiskowe? R4 i R3: Tak, tak. [FGI Konin 2]

“Antyteatralni” rujnują czasem atmosferę podczas organizowanych przez szkołę wyjść do teatru czy protestują już wówczas, gdy tylko pojawia się taka inicjatywa. Z drugiej strony jednak, nie brakowało przykładów, gdy presja rówieśników i urok wycieczki do innego miasta sprawiają, że „antyteatralnych” udaje się namówić na obejrzenia spektaklu.

R2: Nie, właśnie na balet bym chciała iść, na to „Jezioro Łabędzie”. I tak właściwie mieliśmy klasą jechać do jakiegoś teatru, i wydrukowałam pani specjalnie repertuar z tym „Jeziorem Łabędzim” i pani pokazuje, ale pani powiedziała, że nie. No i że... R1: Ale możemy coś jeszcze pokombinować, żeby jechać. (...) M: A reszta klasy też się zgodziła…. Żeby jechać na balet? Tak? Wszyscy byli chętni? R2: To znaczy… żeby jechać. (wszystkie mówią jednocześnie coś w stylu: „żeby tylko gdzieś jechać”) R3: Do teatru pierwsze było. Bo ogólnie można coś zwiedzić, troszeczkę pochodzić po mieście i potem do teatru. Żeby nie tylko zwiedzać, i w ogóle, ale też żeby jeszcze coś zobaczyć. Tak po drodze ten teatr jakby. M: Nie, bo jestem ciekawa właśnie jak chłopacy na to? Bo to… może tak stereotypowo myślę, ale chłopacy często… R1: Nasi chłopacy…. R4: Mamy tylko ośmiu. R3: Dziewczyny dominują (uśmiech). R1: No właśnie! Oni tam nie mają nic do gadania. R2: Oni i tak się na wszystko zgadzają (uśmiech) – powiedzieliśmy do teatru? Pasuje im tam. R1: Może być. (śmiech) [FGI Konin 2]

Co więcej, pod wpływem udziału w spektaklu „antyteatralni” zmieniają czasem swoje wyobrażenie na temat teatru.

Jeden chłopiec to w ogóle jak usłyszał ode mnie, bo akurat uczyłam jedną klasę, że on nie chce iść do teatru i dlaczego go się zmusza, bo on ma złe doświadczenia. Ja mówię: a na czym byłeś i kiedy? Yyyyy - próbuje sobie przypomnieć - potem z trudem uświadamia sobie, że to nie było w teatrze, tylko w Centrum. Coś tam przyjechało, że to były chyba jakieś legendy. No to ja mówię: „Wiesz, no na podstawie takiego jednego doświadczenia, żeby od razu zanegować, że wszystko jest nieciekawe, no to podziwiam”. Później właśnie też tam się to spodobało, że po przekonał się jednak, że ten przybytek też warto odwiedzać. [N1 - duże miasto]

Prezentowany tutaj podział młodzieży na poszczególne segmenty ma za zadanie ułatwić docieranie z różnorodnymi formami edukacji teatralnej do nastolatków, którzy różnią się między sobą sposobami patrzenia i oczekiwaniami w stosunku do współczesnego teatru. Co ważne, przeprowadzone przez nas badania pokazują, że pod wpływem doświadczeń teatralnych młodzi ludzie mogą zmienić swoje nastawienie wobec teatru. Warto więc adresować działania teatralne nie tylko do tych najbardziej zaangażowanych, których nazywamy tutaj „młodymi bywalcami”, ale podejmować edukację teatralną także wśród osób, które określają się jako „antyteatralne”.

vfvdvs

2. Młodzi ludzie chcą wiedzieć

Nastawienie na rozumienie: młodzi ludzie chcą wiedzieć „o co w tym wszystkim chodzi”.

Młodzi odczuwają silną potrzebę określenia sensu i tematu przedstawienia oraz jego przesłania, tymczasem często trudno jest im znaleźć dla niego jakąś ramę interpretacyjną lub też odwrotnie – czują, że jest ono banalne i niewarte uwagi. Brak możliwości odniesienia spektaklu do jakichkolwiek znanych sobie doświadczeń, a także lęk przed tym, czy „wszystko dobrze zrozumiałam/em” zmniejszają szanse na nawiązanie trwałych relacji między młodymi a teatrem.

Jaki powinien być spektakl zwiększający szanse na pozytywny odbiór ze strony młodych? Ogromne zróżnicowanie tej kategorii ludzi, o którym była mowa wcześniej, oznacza, że bardzo trudno podać gotową i uniwersalną receptę. Istnieją jednak pewne ogólne tendencje, które zauważamy u odbiorców o różnym zakresie doświadczeń z teatrem. Najważniejszą z nich jest dążenie do interpretacji spektaklu. Znaczenie płaszczyzny interpretacyjnej wydaje się wynikać z silnego przyzwyczajenia do analizowania treści kulturowych pod kątem szkolnego zadania polegającego na ich dekodowaniu. Jak wyjaśnia na przykład jeden z licealistów z Piły: Starałem się każdą scenę jakoś połączyć, żeby to wyszło w jakąś jedną sensowną całość, co autor miał na myśli. Aby stworzyć sobie szansę teatr powinien budować pomosty wybiegające w kierunku doświadczeń młodych ludzi. Dobry spektakl to dla większości młodzieży taki, który młodzi ludzie są w stanie powiązać ze znanymi sobie kategoriami lub doświadczeniami, a jednocześnie zostawia widzów z określonym przesłaniem, nad którym mogą się pozastanawiać (taki wynik potwierdziły również badania ilościowe).

Takich kryteriów nie spełniają przede wszystkim dwa rodzaje spektakli: po pierwsze, spektakle niekoniecznie trudne interpretacyjnie, ale dotyczące doświadczeń zupełnie obcych młodym ludziom. Symbolem takiej sytuacji są dla wielu z nich inscenizacje szkolnych lektur z innych epok, posługujące się niewspółczesnym językiem, takie jak „Nie-boska komedia” czy „Damy i huzary”. Podobne problemy pojawiły się też jednak np. w odniesieniu do sztuk „Iluzje”, w której problemy wieloletnich relacji intymnych starszych ludzi okazały się zbyt abstrakcyjne dla licealistów, nie powiązane z ich życiem (to problemy innego pokolenia, „ludzi po przejściach”), a także sztuki „Teraz jest czas”.

Tylko tak, jak mówię – ten „Mikołajczyk” był trochę za prosty, poza tym spektakl przeznaczony dla takiej wyższej grupy wiekowej niż dla nas… M: Ale też dla szerszego grona, nie? R2: No bo starsze osoby mają trochę inny pogląd na świat niż my, bo mają więcej tych doświadczeń niż my. R1: My te doświadczenia dopiero zbieramy. [FGI Poznań 2]

Po drugie, zniechęcające są spektakle, dla których trudno młodym znaleźć jakąkolwiek ramę interpretacyjną – które nie tyle wydają się obce, co pozbawione sensu. Zarówno obserwacje poczynione w trakcie naszych wspólnych wypraw teatralnych z młodymi, jak i dzienniki wizualne sporządzane przez licealistów samodzielnie uczestniczących w festiwalu pokazują, że często rezygnują oni z partycypowania w tych widowiskach/wystawach/wydarzeniach, które wywołują u nich strach, że nie dadzą się zrozumieć i opowiedzieć innym. Jeśli podejmują wysiłek interpretacyjny, a nie jest on w żaden sposób podchwytywany, niekiedy rezygnują. „Ja chyba nie rozumiem sztuki współczesnej” – to najbardziej transparentna wypowiedź, w której ulokowana zostaje niepewność własnych kryteriów poznawczych, których używa się do dekodowania treści. Młodzi, których można obserwować na nagraniach z festiwalowych dzienników najczęściej bawią się świetnie, są zaintrygowani, ale wielokrotnie męczy ich niepewność czy „wszystko dobrze zrozumieli”. W trakcie wywiadów niektórzy dawali natomiast wprost wyraz swojej frustracji.

R1: W ogóle te spektakle były trochę trudne... (…) W tym pierwszym to w ogóle nie wiedziałem. Była jakaś kosa, to mi się ze śmiercią kojarzyło. Tam... było niezrozumiałe dla mnie w ogóle. Jakoś.. nie było tam sensu dla mnie. M: (...) R1 już mówił, że dla niego to było nudne, zbyt długie. A R2, a dla ciebie? Czy ono było jakoś bliżej tego twojego ideału spektaklu teatralnego czy dalej? Czy równie daleko jak tamte? R2: Równie daleko jak one wszystkie, tak naprawdę. Ja nie wiem, czy teatr ma zrobić ze mnie idiotę, że zobacz, jesteś taka tępa, że… Przynajmniej ja to tak odebrałam czasami może. Że zobacz widzu, jesteś taki tępy, że nawet nie wiesz co my tutaj sobie wyobrażamy. [FGI Poznań 3]

KLASYCZNE, ALE ZROZUMIAŁE, ZABAWNE i „Z PRZESŁANIEM” Trafną ilustracją dobrej, według młodzieży, inscenizacji lektury, była „Nora” Henrika Ibsena w wykonaniu belgijskiej grupy TG Stan. Spektakl był dość tradycyjny i z klarownym podziałem na scenę i widownię oraz linearną akcją. Pomimo, że była to inscenizacja dramatu, spektakl nie był utożsamiony z nudnym wyjściem do teatru „na lekturę”: R1: Znaczy w ogóle ona miała takie śmieszne fragmenty. R2: Ona w ogóle była śmieszna na początku… (…) W przypadku „Nory” to były takie wspomnienia, takie zabawne, tak? R1: No nie tylko, ale głównie, nie, że był taki spektakl, taki bardziej lekki, nie. R2: Bardzie można było go zrozumieć, niż ten wczorajszy. R3: Był taki do przemyślenia.

Wydaje się więc, że lepiej odebrane zostały przez naszych badanych spektakle dotyczące związków uczuciowych, relacji z rodziną, trudnych decyzji dotyczących przyszłości. Na najogólniejszym poziomie, młodzież preferowała spektakle posiadające fabułę w porównaniu do form abstrakcyjnych i eksperymentalnych. Okazało się więc przykładowo, że bardzo spodobały się uczestnikom spektakle stanowiące nowe odsłony klasycznych dramatów, które zostały przełożone na współczesny język (np.”Dom lalki”, „Nora”). Poczucie bliskości tworzyła już sama warstwa estetyczna (muzyka, strój, język), z drugiej zaś strony to, że klasyczny dramat oferuje „przesłanie”, a dla wielu naszych rozmówców ważne było wyjść z teatru z poczuciem, że pozostała po nim refleksja, że spektakl coś poruszył. Dobre wrażenie na młodych tworzyły też problemy „codzienne” przedstawione niecodziennie albo w granicznej postaci, jak miłość w „Przełamując Fale” albo relacje rodzinne w „Zbrodni”. Przedstawienia te wywoływały zaskoczenie, wzruszenie, silne emocje, a jednocześnie poruszana tematyka była możliwa do zrozumienia oraz nasuwała odniesienia do różnych własnych skojarzeń. Spektaklem, który oferował odpowiednie punkty zaczepienia umożliwiające odniesienie się do własnego życia był też „Testament psa” w Teatrze Nowym. Licealistki z Poznania wskazywały go jako wzór dobrego spektaklu. W przeciwieństwie do całkowicie tanecznego spektaklu „The Pyre” Gisele Vienne była to „konkretna sztuka”, spektakl pokazujący „takie codzienne problemy, jak się ludzie zachowują”. Z kolei w przeciwieństwie do Teraz jest czas Mikołajczyka poruszał problem, który młodzi potrafili łatwiej nazwać i odnieść do swoich własnych doświadczeń

R1: (...) Bo to było tam przedstawione w formie żartu, a tu te problemy religijności, ale tak naprawdę to jest codzienność. R2: No, to były takie, no, przemyślenia. R1: No, to były takie przemyślenia, że potem musiałam się tym z kimś podzielić. I rozmawiałam ze znajomymi, z rodzicami, ze starszą siostrą, z młodszą siostrą nie, bo ona by nie zrozumiała… R2: Ale to ogólnie ten spektakl to był taki bardzo realny, i były pokazane takie codzienne problemy, jak ludzie się zachowują… [FGI Poznań 2]

Znacznie słabiej oceniano zwykle spektakle o ograniczonych środkach wyrazu np. pozbawione scenografii lub dialogów. Okazjonalni odbiorcy często tracili na nich koncentrację, nie znajdowali „oderwania się od świata”, byli łatwiej podatni na narzucany przez część grupy styl okazywania dystansu wobec roli (żarty i rozmowy w trakcie spektaklu).

R4 (...) potem już tak jakby czułem się trochę swobodniej też. Jak przyszedłem w ogóle, to myślałem, że ten język teatru jest taki okropnie trudny. Ale taki naprawdę! Megatrudny. I w tym pierwszym nie był taki trudny, bo jakby te wszystkie symbole, które były... one były dość wyraziste. Nie było takiego chaosu, jak np. w tym trzecim spektaklu. Bo tam był chaos… dla mnie był chaos. Ja nie zdążyłem tego wszystkiego rejestrować. Mnie się wszystko zamazywało. R5: Może dlatego, że nie było słów, to był teatr tańca. [FGI Poznań 4]

Obejrzenie spektaklu w trakcie Malta Festival albo programu „Teatr Polska” było zatem dla młodych pozytywnym doświadczeniem zwłaszcza wówczas, jeśli doświadczenia z teatru udawało się odnieść do swojego codziennego życia i podzielić z innymi. Bez przełamania bariery między teatrem a życiem, teatr pozostaje pustym „ukulturalnieniem”, zewnętrzną sytuacją, w której jest się biernym i którą trudno podzielić z innymi ludźmi.

vfvdvs

3. Emocje i refleksje

Emocje i refleksje, jakie budzi teatr, przyciągają młodych, a jednocześnie są często trudne do samodzielnego oswojenia

Wielkim atutem i szansą teatru jest to, że daje mu się prawo do wzbudzania głębokiej refleksji i silnych emocji. Umiejętność wzbudzenia takich doświadczeń i poczucie autentyczności zapewniane przez kontakt z żywym aktorem są przez młodych wysoko waloryzowane. Jednocześnie trzeba jednak pamiętać o silnej potrzebie szukania dla teatru ram interpretacyjnych oraz dużej wrażliwości wielu młodych widzów. Młodzi nieraz nie potrafią oswoić negatywnych emocji wywoływanych przez spektakl ani zinterpretować ich sensu i wówczas mogą zrażać się do teatru.

We wniosku nr 2 wskazaliśmy na silne dążenie młodych do poszukiwania klucza interpretacyjnego do spektakli, a w związku z tym – na wielkie znaczenie tworzenia pomostów wychodzących ku doświadczeniom młodych ludzi i pozwalających im umieścić doświadczenia ze spektaklu w różnych kontekstach poznawczych. Nie oznacza to jednak, że teatr ma być łatwy poznawczo albo też posługiwać się środkami wyrazu dobrze znanymi z innych kontekstów, np. filmowego. Przeciwnie, szansą teatru jest to, że młodzi widzowie przyznają mu prawo do poruszania tematów trudnych i wymagających refleksji, a jego potencjał przyciągający – na tworzeniu poczucia „oderwania się od świata” i autentyczności tego, w czym się uczestniczy.

Młodych zniechęca teatr który jest zbyt przewidywalny i jednocześnie zbyt mało angażujący widza. Na najbardziej podstawowym poziomie, obecnym zwłaszcza u widzów okazjonalnych, chodzi o potrzebę bycia zaskakiwanym i wciągniętym w dynamicznie rozwijającą się fabułę.

R1: (...) mógłby być nagle zwrot akcji i mogłoby się zdarzyć coś innego. R2: Szokiem mogłoby być na przykład to, że pielęgniarka miałaby dziecko z tym mężczyzną w sweterku. To byłby szok. (...) R1: Tu akurat nam się udało, bo teatr był fajny, ale też nie wszystkie. Niektóre są nudne, nieciekawe, na niektórych się zasypia. Tutaj były różne ciekawe akcje. [FGI Piła 1] R2: By miał taki przekaz, żeby nas to fascynowało, żebyśmy chcieli na niego przyjść. Żeby były jakieś takie sceny, że nie wiem, co się stanie, co się wydarzy i w tym momencie może się wszystko zdarzyć. R3: Żeby to było ciekawe, a nie że jest takie przewidywalne. Że wiadomo, co się stanie i jak to się skończy R2: A nie że: pewnie on zaraz ożeni się tą, a ta tamtego zdradzi. R1: Ale większość tak jest właśnie. Jak na tych „Damach i huzarach”: i tak było wiadomo, jak to się skończy. [FGI Gniezno 2] R1: Ja na przykład nie lubię jak tekst jest taki konkretny, że znam sztukę „Romeo i Julia”, przeczytałam ją, idę na „Romeo i Julia” i słyszę… R3: Słowo w słowo! R2: … słowo w słowo, tak, jak było w książce. M: Tysięczna inscenizacja i wsadza w usta aktorów te same słowa. R2: Ja na przykład wolę jak spektakl jest pokazany tak… R3: Nowocześnie. R1: … współcześnie. R3: Na przykład właśnie „Dom lalki”, bo przecież Ibsen napisał to troszeczkę inaczej niż przedstawiają to inni. I dla mnie na przykład teraz, jak byliśmy na „Domu lalki” to myśmy tam ryczeli ze śmiechu, płakaliśmy na samym końcu z aktorką, baliśmy się, bo wczuliśmy się po prostu w te emocje, dlatego że nie dość, że używali młodzieżowego języka – i tutaj nie mówię o przeklinaniu… M: No, określeń jakichś specyficznych, no. R3: Nie, nie określenia, tylko język był taki nam bliższy, tak jak teraz ze sobą rozmawiamy. M: Albo bardziej swobodny jak gdyby, tak? R3: Tak, chociaż są sztuki, które jak mają ten język taki jak z książę, kiedyś, czy ze sztuk starych, to też jest bardzo fajnie, bo można się w to wczuć. Ale lepiej jest nam teraz, że są nowoczesne te sztuki, że jest ten przekład nowoczesny.

Co bardzo istotne, nasi rozmówcy oczekują jednak od teatru czegoś więcej niż tego, by obfitował w niespodziewane wydarzenia oraz stronił od inscenizacji trącących myszką. W odczuciu młodych teatr ma mianowicie oferować powód do refleksji, zostawiać z przemyśleniami.

R1: Myślę, że teatr jest jakby poważniejszym medium i nie powinno być takich spektakli (...) Musi mnie to zmusić bardziej do myślenia, refleksji bardziej. [FGI Kalisz 1] R1: I też bardzo ważna jest zastanowienie/refleksja, pod każdym względem. W sumie jeśli by do tego nie doszło, to uznałabym, że dana sztuka była płytka i pusta, skoro nie mam nad czym pomyśleć, nie mam żadnych przemyśleń po tym. [FGI Poznań 4] R1: Może nie za dużo, ale po prostu tego czegoś brakowało. R3: Że nie było czegoś takiego, że musiałam pomyśleć nad tym.. R1: Bo to wszystko było takie jakby, nie było takie ciężkie do zrozumienia. R2: Takie było bardziej jasne. R3: Zrozumiałe. M: Myślicie, że powinno być w każdej sztuce coś takiego, żeby... Co nie jest takie proste, oczywiste…? R1: Tak, żeby można było pomyśleć, samemu dojść do tego. R2: No nie wiem tak się pozastanawiać trochę. R1: Żeby nie było wszystko podane na tacy, tylko, żeby można było samemu jakoś dojść do tego o co tak naprawdę chodziło. Albo po swojemu zinterpretować, bo jak jest tak wszystko nakreślone jasno no to, później ciężko inaczej to zrozumieć [uśmiech]. M: Widzę też [na wypełnionych kartach pomocniczych do wywiadu, dotyczących emocji - przyp. autorzy], że wszystkim wam [w dzisiejszej sztuce] wzruszenia brakowało.. R3: To znaczy nie zawsze, bo jeżeli jest coś zabawnego to tego wzruszenia... no nie, ale jeżeli... R2: Ja bym się przeszła na przykład na taką, no cos takiego, no ok filmy wzruszają... R3: Jeszcze zależy od nastroju, humorów... R2: Ale przeszłabym się właśnie na taką, takie przedstawienie, gdzie... R3: ...żebym się popłakała na końcu [uśmiech] R2: Żebym miała taką... taką... R3: Mętlik w głowie. R2: O właśnie! [FGI KOŹMIN 2]

Na podobnej zasadzie licealistki z Poznania wyżej oceniały „Testament psa” obejrzany w Teatrze Nowym niż Teraz jest czas Mikołajczyka. Wprawdzie w obu spektaklach znalazły wyraźne punkty zaczepienia do interpretacji (“konkretna sztuka, tutaj nie ma takich niedomówień”), jednak ten pierwszy zaoferował szersze pole do refleksji, zastanowienia, zadania pytań i miłe uczucie wejścia na dłużej w przestrzeń inną, niż życie codzienne - taką, w której zadaje się „poważne pytania”. Spektakl Mikołajczyka został przez nasze rozmówczynie odczytany jako „miłe przedstawienie” ,”w którym nie było dużo do myślenia”. Tymczasem od teatru oczekuje się, że zapewni przeżycia o niespotykanej na co dzień intensywności oraz nie pozwoli przejść obojętnie wobec poruszanych w nim problemów.

R1: (...) w zabawny sposób jest przedstawiony naprawdę poważny problem. (...) I testament psa był właśnie taką sztuką, która wbiła mnie tak w fotel, bo na początku to było tak, że śmiałam się przez całą sztukę, bo to jest zabawna sztuka, ale potem jak siedziałam w domu i było takie „kurcze, to rzeczywiście jest poważne”. (...) R2: No, to były takie, no, przemyślenia. R1: No, to były takie przemyślenia, że potem musiałam się tym z kimś podzielić. I rozmawiałam ze znajomymi, z rodzicami, ze starszą siostrą, z młodszą siostrą nie, bo ona by nie zrozumiała… a nie takie codzienne problemy, jak ludzie się zachowują… R1: Mi na przykład najbardziej właśnie się podobał „Testament psa” dlatego, że ja zawsze się inaczej czuję chodząc do teatru i to jest konkretna sztuka, tutaj nie ma takich niedomówień, albo… No trzymamy się konkretnej koncepcji. A na przykład sztuka z tymi seniorami była ciekawa, owszem, było takie „zatrzymaj się na chwilę, pomyśl nad swoim życiem”, ale nie wracałam do niej później. M: Nie zostałyście do końca. Oni później jeszcze wyszli w ten tłum i wciągali ludzi na scenę, żeby z nimi tańczyli ogólnie, nie. Tam właśnie dokooptowało się ileś osób poza tymi, które występowały, też w tej grupie wiekowej i po prostu ruszyły szturmem przez Plac Wolności i wciągały ludzi na scenę jak gdyby. R1: No ale to było właśnie takie pokazanie, że nie warto marnować życia, bo potem może być za późno… R2: To było takie łatwe do odebrania. R1: To było miłe przedstawienie… R2: Ale nie było dużo do myślenia. R1: Znaczy teoretycznie temat jest do przemyślenia. R2: Jest, ale… M: Jakby sposób pokazania był bardziej oczywisty, tak? R1: Tak, właśnie, bardzo oczywisty był to sposób do przekazania. R2: Nie dawał aż tak do myślenia, jak właśnie „Testament psa”. R1: Bo właśnie, bo to były poważne problemy przedstawione w formie żartu, bo to były przecież kłamstwo, obłuda.

Potencjał przyciągający teatru polega na tym, aby stworzyć aurę wyjątkowości i przenieść widza w zupełnie inny świat. Licealiści i licealistki wielokrotnie z fascynacją mówili o wywoływanym w nich przez teatr poczuciu „oderwania się” lub „odcięcia” od świata. Tworzenie takiego poczucia i silnego zaangażowania widza w przeżywanie jest tym, co wielu młodym podoba się w teatrze i czego oczekują od niego zarówno ci, którzy na co dzień nie mają okazji do kontaktu z tą formą sztuki, jak i ci regularnie bywający w teatrze.

R1: Żeby zapomnieć... R3: Od tej matematyki i tego co nas jutro czeka... R1: Tak jakby się było... R3: W zupełnie innym świecie. Tak jak się czyta książki i się wczuwam i... Takie poczucie dobrej książki jest podobne, jak się siedzi…? R1: Tak. R3: Lubię właśnie te momenty, tak. (...) R1: W pewnych momentach to całkowicie jakbym tam była... R3: Za szybko się skończyło moim zdaniem, ale to by mogło trwać i trwać. [FGI KOŹMIN 2]

Atrakcyjność teatru dla wielu młodych ludzi polega właśnie na jego wymagającym charakterze, zmuszaniu do refleksji oraz pewnego rodzaju elitarności. Jeśli jednocześnie nie będzie to elitarność, która rodzi niezrozumienie i lęk (zob. wnioski 2 i 3), przeżywanie teatru nie kończy się po zakończeniu spektaklu.

R1: Później [po obejrzeniu „Zbrodni” - przyp. aut.] myślałam o tym... czemu to tak wszystko wyglądało. R3: Czemu była taka właśnie... a nie inna? R1: No ogólnie cały ten temat ostatni już nie był taki, że trzeba było o tym pomyśleć, bo... tak trudne moim zdaniem to było. Po filmach masz takie samo uczucie jak miałaś? Czy czymś się różni? R1: Nie po wszystkich filmach. Zależy od filmu? R1: To zależy... od całokształtu, ale... tutaj tak całkiem inaczej. R2: Tak mi się wydaje, że to się przeżywa razem z nimi, bo tutaj oddają to nam po prostu. R1: I ta atmosfera w ogóle. (...) tutaj to trzeba było pomyśleć tak intensywnie... To się bierze z tego, że ma się ten kontakt taki? [wszystkie razem]: Tak. R1: Tak mi się wydaje. R3: Bo oni grają tak... dla nas. (…) A jest coś takiego na przykład w imprezach czy koncertach… albo filmach fajniejszego niż w teatrze? Takiego, czego brakuje w teatrze, że... nie przeżywa się tego tak dobrze? R1: To w tych innych rzeczach brakuje właśnie tego, co w teatrze. Takiego… R2: Takiego przeżycia, że normalnie, ogólnie, nie, że siedzę sobie patrzę przed telewizorem... R1: W kinie jest inaczej, w teatrze to tak się przeżywa to… R2: Właśnie. Razem z nimi. R1: Takie są większe emocje. To znaczy, że byłyście bardziej wciągnięte niż na filmie? R1: Tak, na pewno. R2: Tak. R3: Yhm. R1: To na pewno. R2: No, na filmie to ja czasem potrafię... R1: Zasnąć [śmiech] [FGI KOŹMIN 2]

Mając prawo do wywoływania silnych emocji i zielone światło dla stawiania trudnych pytań teatr musi jednak jednocześnie zmierzyć się z ryzykiem, że może łatwo przekroczyć granicę, za którą młodzi nie będą w stanie niektórych emocji oswoić ani nadać im sensu. W najlepszym razie uznają wywołujące je elementy widowiska za sztuczne i niepotrzebne, w najgorszym – jako agresywne i łamiące niepisaną umowę między artystą i widzem.

Wśród emocji, które raczej odpychają młodych od teatru są te elementy, które robią wrażenie pochodzenia z innego porządku niż reszta sztuki, sztuczne, czasem określane też jako niepotrzebne, przytłaczające lub odpychające. Do takiej kategorii zostają czasem zaliczone „przerywniki”, takie jak żarty opowiadane między historiami przez jedną z osób w „Iluzjach”. Kilkukrotnie młodzi wskazywali też na użycie wideo oraz na nagość na scenie, przez wiele młodych osób uważane za coś, co nie potęguje autentyczności wówczas, gdy sprawiały one wrażenie elementu doklejonego na siłę, niepotrzebnego. Dla niektórych młodych uzasadnieniem słuszności odczuwanego przez siebie zniesmaczenia i zdegustowania była sytuacja, w której nie potrafili powiązać wzbudzanych w nich przez spektakl silnych emocji z żadnym uzasadnieniem na płaszczyźnie interpretacyjnej i w żaden sposób nadać tym emocjom sensu.

M: Kiedy czułyście się przytłoczone? R2: Ja jak mi [aktor] pokazał tyłek [śmiech] R1: Obrzydliwy, przytłaczający tyłek [śmiech] (...) Jak to jest z tymi uczuciami? To jest ta różnica między tym wzruszeniem i smutkiem takim fajnym, a takim przytłaczającym zawstydzeniem? R1: To jest moim zdaniem czasami niekonieczne, takie... R2: No... zbędne... R3: Można się było źle poczuć. R2: To może wywołać trochę bardziej negatywną opinię, przynajmniej u mnie... Że jednak mogłoby się obyć bez tego. Mogłabym nie oglądać na przykład tego tyłka, nie? [FGI Koźmin 2] R1: Miałam obrzydzenie. Jak się rozbierali to było to takie dziwne. M: Ale, że dziady się rozbierały a nie fajne laski i przystojni mężczyźni? R1: Może nie, ale w teatrze tak dziwnie jak się ludzie rozbierają. W filmie to jakoś inaczej jak się rozbierają, bardziej normalnie. A tobie też się nie podobało, że te dziady się rozbierały? R2: Po teatrze spodziewam się wszystkie, naprawdę (śmiech). Ale uważacie że to jest nie na miejscu, że ktoś się rozbiera w teatrze? R1: No dla mnie to jest dziwne. R2: Może inaczej, to byłoby ok gdyby miało widoczny sens, a go nie widać. R1: Noo. Tomek: On się bez sensu rozebrał. R2: No dokładnie, to było bez sensu bo postawił ten krzyż na stole, a później zaczął się rozbierać no to dziwne było. Takie nie powiązane ze sobą. Tu stawia krzyż a tu się rozbiera. M: Czyli to było dziwne bo było bez sensu a nie dlatego że po prostu się rozebrał? R1: Dokładnie. Gdyby się nie rozebrał to też nic by nie było. [FGI PIła 1] R2: Nie ma być miło! Ale nie ma być przeginki! Mówię, nie ma być tak, że mi to zryje czachę, że ja będę musiała... [FGi Poznań 3]

Autentyczność tworzona przez fakt oglądania spektaklu „na żywo” - bliski kontakt z aktorem, możliwość obserwowania z bliska każdego gestu i ruchu ciała, fascynację brakiem możliwości „puszczenia tego z playbacku” jest dla teatru zarówno szansą, jak i potencjalną pułapką. Ta bliskość i silniejsze przeżywanie emocji na scenie spowodowały przykładowo, iż dwie grupki uczestniczących w spektaklu licealistów, wyszły ze spektaklu „Marketplace 76”, gdy za pośrednictwem ekranu telewizora pokazywano scenę gwałtu, być może „dziejącą się“ na drugim planie. Jedna z respondentek, choć mocno zaangażowana teatralnie i znająca różne konwencje teatralne, mimo to odebrała to i komentowała niezwykle emocjonalnie:

R1: Osoby, które są mocniejsze emocjonalnie, bo inaczej jak coś widzimy na filmie, bo na filmie niektóre rzeczy są zamaskowane. Nie ma takiej załóżmy tej nagości, nie widzimy tutaj tej sceny tego tematu tabu. Powiedzmy sobie, wprost, że gwałt to temat tabu cały czas. W teatrze to jest w całej swojej okazałości wyeksponowane. To widzimy własnymi oczach. Jak byśmy byli osobą, świadkiem takiej sytuacji i nie możemy nic zrobić. Kino to jest takie zobrazowanie i nie czujemy się świadkiem tych wydarzeń. Tylko oglądamy sytuacje, które już się stały. [FGI Kalisz 2]

Mówiąc jeszcze inaczej, silne emocje, choć powszechnie traktowane jako to, czego oczekuje się od teatru, tracą swoją prawomocność wtedy, gdy nie potrafi się ich umieścić w szerszej ramie interpretacyjnej, gdy nie są „po coś” lub gdy ocenia się je jako cel sam w sobie (np. jako „prowokację”).

R2: Nie chcę czuć irytacji i złości. Nie chcę tego czuć, ponieważ to nie jest fajne. Chyba że to jest potrzebne, do rozumienia spektaklu – to jest już wtedy inaczej. M: Mhm, czyli zależy od kontekstu, tak? R2: Od kontekstu, tak. To w takim razie to też zależy od kontekstu. M: Aha, czyli te tak warunkowo dopuszczasz: smutek, przygnębienie, irytacja, złość? R2: Kontekst. M: Mhm, jeżeli to prowadzi do tego katharsis, tak? R2: Tak. [FGI Poznań 3]

Innym delikatnym problemem jest kwestia interakcji między artystą a widzem, burzenia podziału na scenę i widownię. Większości młodych podobało się przekraczanie „niewidzialnej ściany” dzielącej scenę i widownię - przynajmniej tak długo, jak długo bezpośrednia interakcja dotyczyła innych i była stosunkowo nieinwazyjna. Pozytywnie oceniane było więc np. wchodzenie aktorów wśród publiczność, częstowanie ich ciastkami itd., ale już nie zapraszanie poszczególnych widzów na scenę. Ta ostatnia sytuacja była dla niektórych interesująca i ciekawa, dla wielu jednak przerażająca, co uwidaczniało się też w problemach z wspólnym uczestniczeniem z licealistami w interaktywnych instalacjach prezentowanych na Malta Festival w Starej Rzeźni, w szczególności tej, w której samotna małą dziewczynka stojąca na środku pomieszczenia zwracała się do wchodzących do niego widzów (Anne Lee). Ambiwalentny okazuje się bowiem moment bycia zauważonym, który może oczywiście wywołać tremę, a nawet na tyle silną obawę przed byciem ocenionym/wyśmianym (zob. wniosek 4 [dawniej 3]), by wzbudzić niechęć wobec spektakli przełamujących barierę aktor-widz. Niektórzy opowiadając o swoich obawach związanych z wyjściem na scenę pokrywali zakłopotanie śmiechem, co uwidaczniało jeszcze napięcie rodzące się wokół tego tematu. Lęk przed „wyciągnięciem na scenę” podzielały nawet osoby występujące w kole teatralnym, a więc mające za sobą występy przed publicznością. Sytuacja nagłego nawiązania przez aktora interakcji z widzem w trakcie spektaklu lub performansu różni się bowiem znacząco od przygotowywanego długo występu – jest niespodziewana, nie można jej wcześniej przećwiczyć, daje poczucie nieprzewidywalności i braku kontroli nad sytuacją.

Jednocześnie warto zauważyć, że w innej grupie, choć wspomniany powyżej performans Anne Lee także sprawiał widzom wiele kłopotów i budził lęk, niektórym z nich udało się go oswoić kiedy dali sobie szansę na dłuższy kontakt z tą niecodzienną sytuacją oraz podzielenie swoich uczuć z innymi oraz przedyskutowanie ich na warsztatach.

R1: Im coraz dłużej tam byłam, tym coraz lepiej się czułam. R2: Tak, zgadzam się, pomału zaczynałem to wszystko rozumieć. [fragment warsztatów]

Ponownie pokazuje to istotność kontekstu, w jakim będzie miał miejsce kontakt z teatrem (zob. wniosek 4).

vfvdvs

4. Bezpieczna przestrzeń rozmowy

Trudności z doświadczaniem teatru wymagają przepracowania, a do tego potrzebna jest bezpieczna przestrzeń rozmowy.

Badania pokazują konieczność ujmowania uczestnictwa w kulturze jako aktywności daleko wykraczającej poza sam moment kontaktu z „produktem kulturowym”. Bardzo ważne dla zawiązywania trwałych relacji między teatrem a młodymi jest tworzenie dookoła spektaklu kontekstów pozwalających na stworzenie jakiejś ramy poznawczej dla tego, czegoś się doświadczyło oraz bezpiecznej przestrzeni umożliwiającej podzielenie swoich doświadczeń z innymi bez lęku przed oceną.

Bez względu na to, czy spektakl został napisany z myślą o młodych czy nie, kluczową kwestią określającą to, czy wywoła on interpretacyjny dysonans i zniechęcenie czy też nie jest czas po spektaklu – istotne jest to, czy zaistnieją warunki, które pozwolą na podzielenie się doświadczeniami z innymi, umieszczenie ich w różnych nowych kontekstach i, dzięki temu, nadanie im sensu oraz odniesienie ich do własnego życia. Czasami spotykaliśmy się z indywidualnymi próbami znalezienia takich kontekstów czy sugestiami, że potrzebna jest możliwość wspólnego sproblematyzowania spektaklu, między innymi razem z twórcami teatru.

R1: [po spektaklu] szukałam recenzji, starałam się spojrzeć na Youtube’ie, bo oni też czasami tam mają takie filmowe spoty reklamowe i szukałam czy nie ma „Testamentu psa” i niestety nie było, ale tak recenzje czytałam sobie i na stronie Teatru Nowego czytałam sobie. No staram się szukać, staram się dociec dlaczego tak, a nie inaczej. R3: [Ja] Właśnie przed jakimkolwiek spektaklem dowiadywałam się dużo o tym spektaklu, czytałam co to może być… R2: Czy był fajny. R1: Ja się wolę sama przekonać. Wolę iść i mieć niespodziankę. R2: A ja właśnie nie. Lubię poczytać i wiedzieć co tam się będzie działo. [FGI Poznań 2] R3: A ja bym chciała po spektaklu porozmawiać o tym z aktorami. W Teatrze Polskim było np. coś takiego. Tak, chodziłam przez trzy lata gimnazjum. Teatr Polski miał ofertę dla szkół, gdzie się chodziło na premiery teatralne i wszyscy tam wychodzili razem z reżyserem i rozmawialiśmy po tej sztuce godzinę jeszcze z aktorami. Oczywiście nie trzeba było, ale kto chciał to mógł i każdy miał oczywiście pytania. M: Jak ktoś chciał, to jak najbardziej. R3: To było na przykład bardzo fajne i każdy miał oczywiście pytania i aktorzy byli oczywiście zdziwieni, że niektórzy są tak bardzo obeznani w teatrze. I się konkretnie pytali czy ktoś konkretnie wiąże swoją przyszłość z teatrem, że się tak dopytuje czy coś… Ludzie są ciekawi. I chcą wiedzieć. (…) M: rozmowa z aktorami… ale nie tak od razu. Bo tak na świeżo, to nie wiem. Dać 15 minut przerwy jeszcze ludziom… R2: Na takie przemyślenie. R3: … i dopiero później, 15-20 minut… R2: Żeby porównać swoje opinie. Samemu. R3: Z innymi. [FGI Poznań 2]

Na wielkie znaczenie takich dodatkowych przestrzeni dzielenia się doświadczeniami wskazują liczne zaobserwowane przez nas sytuacje, w których zniechęcenie wywołane niezrozumieniem spektaklu lub nieumiejętnością znalezienia języka dla swoich odczuć skutkowało dystansowaniem się od doświadczenia teatralnego i, tym samym, zmarnowaniem jego potencjału.

R2: Nie, ja nie po spektaklu szukałam w ogóle o tym [informacji], znaczy się nie odebrałam tej sztuki w ogóle, nie zrozumiałam tego i nie ciekawiło mnie to w ogóle. [FGI Koźmin 1] R3: No, tak trochę między sobą i rodzicom wspomniałam, że mi się bardzo podobała, ale nie.. nie zdradzałam im treści, bo wydaje mi się, że nie byłabym w stanie tego tak opowiedzieć jak to było przedstawione. To jest niemożliwe, nierealne. [FGI Koźmin 1]

Kiedy pojawi się sposób umożliwiający nadanie swoim doświadczeniom sensu, frustracja wynikająca z niezrozumienia potrafi szybko zamienić się w radość. Taka sytuacja miała przykładowo miejsce w Pile. Licealistki pytane po spektaklu o swoje wrażenia próbowały opowiedzieć o jego treści, odtworzyć fabułę, zamykając jednak wypowiedź w kilku zdaniach. Kiedy natomiast nauczycielka towarzysząca nam w spektaklu zaczęła w przyjazny sposób zadawać pytania, wskazując różne wątki, sceny, środki formalne użyte w spektaklu, dziewczyny zdały się doznać nagłego olśnienia. Ich doświadczenie nagle nabrało sensu, a spektakl zaczął być dla nich ciekawy i frapujący. Z kolei licealistki z jednej grup w Poznaniu nadały swoim doświadczeniom sens same poszukując dodatkowych informacji o teatrze lub partnera do rozmowy.

M: Byłyście (...) na tym wydarzeniu teatralnym i co później dla was z tym się stało. W sensie czy jeszcze jakoś się zajmowałyście tym co widziałyście, czy rozbiłyście z tym coś więcej? R2: No tak, ja na przykład wracając do domu miałam na przykład takiej presji też oczekiwań dorosłych - nauczycieli, dyskursu sztuki, ideologii człowieka kulturalnego (że powinien umieć interpretować, że emocje są mniej ważne od wiedzy technicznej etc.) przemyślenia, że dlaczego w ogóle tak, a nie inaczej były różne sceny pokazane, po prostu niektóre rzeczy były dla mnie nie do końca jasne i chciałam to z kimś przedyskutować, więc jak wracałam do domu, to opowiadałam np. mamie, co mniej więcej mnie zainteresowało i dlaczego tak, a nie inaczej i rozmawiałyśmy chwilę jeszcze na ten temat. R3: Wydaje mi się, że jakbym nie przeczytała książki o Gisele Vienne, to nie wiedziałabym w ogóle o co chodzi. Nie myślałabym o tym dalej. M: Ale mówimy o jej biogramie czy o tym stosie, który był dołączony. R3: Nie – o biogramie. I właśnie jak przeczytałam, to właśnie poczułam takie „o jeju”. Bo nie spodziewałam się, że może właśnie o to chodzić. R2: No! Dokładnie. [FGI Poznań 2]

Dla młodych frustrujący może być zarówno sam brak umiejętności poznawczego oswojenia doświadczenia teatralnego, jak i lęk przed tym, że ta nieumiejętność zostanie odkryta przez innych lub że własna interpretacja nie jest tą „właściwą”. Wynika to z różnego rodzaju presji i oczekiwań, przede wszystkim zaś: szkolnego wymogu interpretowania i „przerabiania” sytuacji teatralnej, oraz nacisku rówieśników.

Nawiązując do pierwszego wątku, warto zauważyć, że nauczyciel może zarówno budować kontekst potrzebny do zagłębienia się w doświadczenie teatralne, jak i wskazywać na jedyną słuszną interpretację spektaklu, zniechęcając tym samym do kontynuowania kontaktu z teatrem. Przykładowo, rozmówczynie z jednej z grup obawiały się, że nasze wspólne wyjście do teatru pociągnie za sobą nieprzyjemne konsekwencje w postaci konieczności wykazania się właściwą interpretacją sztuki (Właśnie teraz się boimy, że teraz będziemy musieli siedzieć i napisać analizę i interpretację naszej wycieczki wczorajszej). Z kolei w innym małym mieście, „Ferdydurke”, które obejrzeliśmy, choć nie wzbudziło entuzjazmu i zostało uznane za niezrozumiałe, zwróciło uwagę uczniów tym, że wyśmiewana w spektaklu szkolna opresja w postaci „jednej poprawnej interpretacji” przypominała ich własną szkolną codzienność.

M: Jakie były reakcje na lekcji? Podobało się ludziom? R1: Takie dziwne... M: Dziwne? R3: W ogóle nikt tego nie rozumiał prawie wcale... R1: Teraz tak inaczej jak po obejrzeniu tego... To było inaczej przestawione niż sobie to wyobrażałam. Tak bardziej zrozumiale dla mnie na przykład.. nie wiem jak dla was [uśmiech] M: Szkoła wam się podobała? Była jakaś taka…, coś podobnego? R1: No było, że... nauczycielka... R2: No no. R1: …nie brała pod uwagę tego, że tam.. R2: że komuś się może coś nie podobać tylko po prostu ktoś jest najlepszy i najwspanialszy… R1: I ma tak mówić i napisać jeszcze o tym wypracowanie, chociaż się jak tak nie uważa R2: I swojego zdania nie można mieć. R1: Tylko trzeba robić tak jak każą. Nauczyciele R3: "Szkołę lubię, bo..." R1: A może nie lubię?, Mieliśmy takie zadanie kiedyś na angielskim, że... . I nie było opcji, że”nie lubię tej szkoły”. [FGI KOŹMIN 2]

Drugi z zasygnalizowanych problemów dotyczy tego, że obok szkolnego schematu „interpretowania utworu” źródłem obaw utrudniającym otwarcie się na doświadczanie teatru jest często lęk wynikający z presji rówieśników. Relacje na ten temat pojawiają się w wywiadach, ale mogliśmy też wyraźnie zaobserwować te mechanizmy na żywo w trakcie licznych wypraw do teatru z licealistami oraz w materiałach nagrywanych przez nich samych w postaci dzienników wizualnych. Część z naszych rozmówców żywo dyskutowała ze sobą po obejrzeniu spektaklu, a nawet szukała dalszych informacji na jego temat oraz nawiązywała w szkole do scen ze spektakli jeszcze wiele dni po ich obejrzeniu. Dla wielu brak umiejętności powiedzenia „co autor miał na myśli” lub lęk przed przedstawieniem swoich interpretacji był jednak krępujący i wywoływał albo próbę zdystansowania się do teatru i żartów, u innych raczej zamknięcie w sobie, albo chęć przeżywania teatru samemu.

R1: Ale to tak głupio w otoczeniu tych innych ludzi. Albo ja tak, jak byłam właśnie na tych „Amatorkach” to czułam, że wszyscy tak rozumieją wokół mnie, tylko ja taka zostałam, że tego nie rozumiem, niektórych tych momentów z tymi… R2: Ja tak samo! R1: Że to się według mnie nie skończyło. Nie zrozumiałam tego zakończenia akcji. [FGI Konin 2] R1: (...) na tym pierwszym spektaklu, to tak miałem swoje skojarzenia, ale tak sobie pomyślałem: „Nie, nie. Przecież ja nic nie umiem. No to pewnie wszyscy inni tam mają zupełnie co innego”… R2: No, ja też tak. [kilka osób mówi jednocześnie] R3: Nie! No przestań. Nie myślałeś tak. R4: Potem… W czymś takim. W takich kategoriach, w takich kategoriach. Potem się okazało, że jakby moje skojarzenia się ze skojarzeniami innych nakładają i tak jakoś… to akurat przeżywałem z innymi bardziej. A pewnie…. To nie można tak. Ja się nie znam, więc… musiałbym jeszcze na parę pójść, żeby cokolwiek na ten temat powiedzieć. R1: są takie spektakle, nawet ten jeden, który obejrzałyśmy w ciągu tych teraz trzech dni, że ja np. oglądam i tak „O jeny, o co w w tym chodzi? Ja wyjdę i wszyscy będą się ze mnie śmiali, bo ja chyba nic z tego nie zrozumiałam!” (śmiech) I to jest w takiej formie, no ale potem wiadomo, wyszłyśmy, rozmawiałyśmy potem po spektaklu i okazało się, że nie jestem sama, więc się ucieszyłam (śmiech). [FGI Poznań 1]

Sama możliwość przekonania się w trakcie wywiadu, że własne obawy są podzielane przez innych pozwalała więc niektórym na otwarcie się na doświadczenie teatralne. Wymiana zdań po spektaklu pomagała upewnić się, że inni zrozumieli go podobnie . Znakomicie było to widać także podczas obserwacji dokonywanej podczas festiwalu Malta, gdy respondentki „na gorąco” wymieniały się uwagami i interpretacjami dotyczącymi właśnie obejrzanego spektaklu. W codziennych sytuacjach częstą reakcją na słabe oswojenie teatru jest jednak dążenie do pokazania dystansu do kultury i dystansu do roli widza, a licealiści o różnych potrzebach, różnej wrażliwości i różnej pozycji w grupie przeszkadzają sobie nawzajem.

R3: Samemu się chyba bardziej przeżywa niż w tłumie. Te emocje są bardziej takie indywidualne a nie takie.. podporządkowane temu co narzuca nie wiem klasa czy: „e tam, to jest nieładne” to mi się też nie będzie podobało. Po prostu jak mi się coś podoba to ja to wiem, czuję a nie podporządkowuję się nikomu. R1: Myślę, że jeśli się idzie z klasa to... do kina to może mniej ale właśnie do teatru czy opery to są osoby, które się na to wyjście cieszą i są takie, które no idą, bo muszą. I dla mnie to jest bez sensu z tej racji, że te osoby, które są tam z przymusu po prostu rozwalają cały nastrój i mogą się zachowywać nieodpowiednio.. Na przykład spotkałam się z sytuacją, że ktoś potrafił w teatrze otwierać paczkę chipsów, którą jakoś wnieśli także to po prostu jest strasznie denerwujące, bo... im nie zależy na tym spektaklu i nie szanują po prostu tego. [FGI Koźmin 1]

Tego typu problemy, rodzące często w efekcie zniechęcenie do teatru, wynikają nie tylko z dynamiki grupowej, oczywiście trudnej do opanowania, ale także różnic w kapitale kulturowym między uczniami tej samej klasy, które rodzą radykalnie inne potrzeby dalszej pracy ze spektaklem. Przykłady takich problemów były widoczne w trakcie obserwacji uczestniczących, ale i w trakcie wywiadów, takich jak np. ten z Koźmina, w którym jedna z dziewczyn krytykowała taki sposób odczytania sztuki, który okazuje się reprezentować jedna z jej koleżanek czy w jednym z wywiadów poznańskich:

M: (...) jak zapamiętałaś, o czym dla Ciebie ten spektakl był? R1: Znaczy... dla mnie był po prostu przedstawieniem książki. Jakby nie patrzyć lektury. (...) w sposób taki mi się wydaje gdzieś... no przystępny, w sensie takim, że nawet jeśli ktoś tego nie czytał no to coś jednak, jakąś drobinkę z tego mógł wynieść. (...). No i tak jakoś momentami mi się przynajmniej tak zdawało, że ludzie tam w moim wieku.. czy tam ogólnie ci młodsi, którzy nie czytali „Ferdydurke”, to śmiali się z rzeczy, które.. ja wiem, na przykład, że po prostu u Gombrowicza to było w tym „Ferdydurke” i to jest takie typowe dla niego a to ma być śmieszne jakby nie patrzeć, ale na przykład mnie nie bawiło, bo wiem, że na przykład ta jego „pupa” to jest po prostu symbol „Ferdydurke” a wszystkich dookoła to bardzo bawiło z racji powodu... z racji samego użycia tego słowa. [FGI Koźmin 1] W klasie teatralnej niektórzy się interesują, ale … to jest też taki… Że nie za wiele mają na ten temat do powiedzenia. Rozumiem, że może jakbym nie miał np. takiej znajomości jakiejś z rodziny, tego teatru, to może też nie miałbym za dużo do powiedzenia. Także trochę to rozumiem…. A niekiedy… No i to toleruję. Chociaż tak (śmiech) z trudem. (...) Nie wiem, np. Michał Kaleta gra Hamleta, albo… coś takiego. Albo…. Jakub Papuga – ale ładnie zagrał. Albo… nie wiem, albo jak się rozbierze w Teatrze Polskim, o mój Boże, to : „Ale miał fajną bieliznę!” I o tym potrafią rozmawiać, tak. No. Też np. byliśmy tutaj na tym spektaklu „Built to last”, wyszła ta taka dziewczyna (...) Ja coś tam zacząłem rozmawiać z M., a ona mówi (śmiech), że przez cały spektakl liczyła ile osób wyszło z sali. Więc ja się pytam jak tu ma być jakaś refleksja, jak ona po prostu liczyła kto wychodził z sali! [FGI Poznań, 4] R1: Ja jak chodzę do teatru to, mimo że jestem ze znajomymi, to jakby nie ma między nami żadnej interakcji. To jest jakby interakcja między aktorami a jednym widzem. To jak widz odbiera całą sztukę, nie patrzę się na boki. Skupiam się na sztuce. Potem można ewentualnie podyskutować. W kinie to jest inaczej. Rozmawiać, szepnąć i tak dalej. Teatr bardziej ten odbiór. [FGI Kalisz 2] R1: Z teatrem jak to jest? Ja lubię przyjść do teatru i jeśli już to przychodzę już sam, to już na pewno nie siadam. koło kogoś kogo znam, z kim mogę porozmawiać, tylko po prostu siadam. obojętnie, nawet w jakimś rogu, żeby posiedzieć sobie samemu w spokoju i oglądam. Słucham. Staram się jak najbardziej skupić i wywnioskować coś z tego, co oni chcą nam przekazać przez swoją sztukę. [FGI Piła 2]

Powyższe wypowiedzi wskazują na bardzo istotny problem dostosowywania działań mających miejsce dookoła spektaklu do specyfiki odbiorców i wielkiego zróżnicowania młodzieży.

vfvdvs

5. Lokalne „wyspy” kultury teatralnej

Systematyczna praca z teatrem w szkołach i domach kultury jest słabo rozwinięta, istnieją raczej lokalne „wyspy” kultury teatralnej oparte zwykle na indywidualnym wysiłku i pasji.

Nauczyciele, instruktorzy teatralni i przedstawiciele teatrów oraz domów kultury wskazują na szereg problemów, które utrudniają (zwłaszcza w mniejszych miejscowościach) edukację teatralną młodzieży. Szczególnie krytycznie ocenia się kierunek reform współczesnej szkoły (większy nacisk na rozliczanie godzin i dobre wyniki uzyskiwane w testach niż na rozwój osobowości uczniów, również poprzez sztukę). Z kolei problemem dla wielu domów kultury jest funkcjonowanie w warunkach rynkowych i konieczność wyboru spektakli, które przyciągną publiczność, niekoniecznie tych uznawanych za prezentujące wysoki poziom artystyczny.

Choć zapoznanie młodzieży z teatrem jest wpisane do programów nauczania szkół średnich, badani przez nas pedagodzy przyznają, iż jest to zaledwie namiastka rzeczywistej edukacji teatralnej i że kwestia ta jest w gruncie rzeczy zależna od indywidualnej inwencji nauczyciela. Podkreśla się przy tym, iż teatr telewizji nie jest w stanie w pełni zastąpić wyjścia do teatru.

(...) jak tam jest punkt, że młodzież ma obejrzeć raz w roku spektakl, to przepraszam, co to za nauka, no… (...) Tam obejrzeć raz w teatrze telewizji. (...) No fajnie, że w ogóle istnieje, no może fajnie, że jest coś takiego, ale to nie jest to. To w ten sposób się nikogo nie nauczy. To my musimy iść razem, grupą pójść, zobaczyć, wszyscy w tym samym czasie, to samo. To jest, cała ta otoczka według mnie jest istotna. Tak inaczej to się nie da. [N - małe miasto]

Jeszcze bardziej krytycznie wypowiadano się o komercyjnych grupach teatralnych, które jeżdżą po kraju i wystawiają swoje przedstawienia w kolejnych szkołach. Tego rodzaju wystąpienia zarówno dyrektorzy domów kultury, jak i nauczyciele nazywają „chałturami”, „chałą”, „towarem drugiej kategorii”, „podróbkami” lub „taśmową produkcją”.

(…) towar drugiej kategorii. Nie ma powodu marnować czasu i pieniędzy tych dzieciaków, no. Podróbki takie… jeździ trupa po Polsce i szkołom się narzuca z jakimś tam pseudoartystycznym wydarzeniem. [N - małe miasto]

Także lekcje z wiedzy o kulturze często nie są w stanie należycie pełnić roli edukacji kulturalnej. Przyczyną tego stanu rzeczy jest szereg problemów, o których wspominają zarówno nauczyciele, jak i przedstawiciele instytucji kultury:

(1) zajęcia obejmują niezwykle szeroki zakres materiału (od architektury po film, w ujęciu historycznym), przy czym trwają tylko rok w wymiarze 1 godziny tygodniowo; (2) edukacja sprowadza się nader często wyłącznie do teorii - uczniów zaznajamia się z elementami historii teatru, nie bacząc na fakt, iż wielu z nich nigdy w nim nie było; (3) edukacja nie zawsze prowadzona jest przez wykwalifikowanych specjalistów w tej dziedzinie - czasem przedmiotu uczą pedagodzy, którzy zdobyli odpowiednie uprawnienia, ale wykładają w szkole przede wszystkim inne przedmioty (np. biologię, fizykę itd.). Choć nie sposób oczywiście orzekać, iż nauczyciele ci nie posiadają odpowiednich kompetencji, wydaje się, iż w wielu przypadkach ich praca wynika z konieczności uzupełnienia brakujących godzin do pensum, a nie indywidualnych zainteresowań i wyborów; (4) wielu nauczycieli przejawia brak zainteresowania, rozeznania w repertuarze i nawyku chodzenia do teatru.

Nauczyciele też nie są sami wyedukowani, sami nie jeżdżą, nie interesują się tym. [DK - średnie miasto] Natomiast, jeżeli chodzi o stan wiedzy grup, z którymi się tutaj spotykam, zarówno jeżeli chodzi o młodzież, jak i grupy dorosłych, z którymi pracujemy, czyli nauczycieli, najczęściej stan ich wiedzy jest absolutnie zerowy. [T1 - POZNAŃ]

W konsekwencji celem niektórych wycieczek szkolnych staje się centrum handlowe i McDonald’s, nie zaś instytucje kultury. W przypadku wyjść do teatru, problematyczna jest z kolei kwestia wyborów repertuarowych podejmowanych przez niektórych nauczycieli - są to często adaptacje lektur lub farsy.

M: A potem mieliście chociaż trochę wpływ jakie to przedstawienie jest wybrane? Jaki tytuł? R1: My nie, ale u nas zawsze pani brała komedię, żeby wszyscy się dobrze bawili. (...) R2: My byliśmy dwa razy w Manufakturze, na paintballu (śmiech). Raz byliśmy w Warszawie w Złotych Tarasach…(śmiech). [FGI Konin 2]

Prawdziwą bolączką współczesnej szkoły, na którą narzekali zarówno nauczyciele, jak i uczniowie - jest także „przeładowany” program szkolny (co tłumaczono skróceniem liceum do 3 lat) oraz nadmierne nastawienie na ilościowe wskaźniki jego realizacji. W tej sytuacji, najistotniejsze okazuje się precyzyjne rozliczenie z wyznaczonej liczby godzin (nawet jeśli są one fikcyjne), a nie rozwój osobowości, zainteresowań i potrzeb kulturalnych młodych osób. Podawano przykłady, gdy wyjście na wystawę, spektakl lub film zabierało więcej czasu niż ten wyznaczony programem, co ostatecznie zniechęcało wielu nauczycieli do dalszych wizyt. O podobnych sytuacjach opowiadali uczniowie, z którymi rozmawialiśmy.

R2: No wychowawczyni tych z humana nie puściła ostatnio na festiwal uliczny – mieli jechać na spektakl – ale nie puściła ich bo musi wyrabiać godziny. R1: Z tymi godzinami to u nas w szkole… M: Wy też tak macie? R2: No, z fizyką ostatnio tak mieliśmy, że mieliśmy cztery fizyki pod rząd bo fizyki były niewyrobione. R3: Były w plan wpisane, ale nic nie robiliśmy – byle tylko było te 30 godzin. [FGI Gniezno] [opowiada o wyjścia na wydarzenia kulturalne w czasie lekcji] My i tak staramy się robić bardzo dużo, nie licząc się z głosami sprzeciwu nauczycieli czasami określonych przedmiotów, że im przepadają lekcje i później nie mogą zrealizować programu. No później dostają gdzieś zastępstwa, my te zastępstwa staramy się tak robić, żeby fizyk dostał ich więcej, żeby tego wszystkiego nauczyć. [N - średnie miasto]

Nauczyciele języka polskiego i przedmiotów artystycznych, z którymi rozmawialiśmy mówią wprost, iż obecna szkoła kształci raczej „rozwiązywaczy testów” i „trybiki w maszynie”. Szkoła staje się zatem „fabryką wiedzy” - ma przede wszystkim przygotować do egzaminów maturalnych. Rozbudzanie potrzeb kulturalnych schodzi w tej sytuacji na dalszy plan.

Powoli szkoła zaczyna być miejscem, które niewiele ma wspólnego z kulturą. Mamy przygotować do egzaminu. [N - małe miasto] (…) po prostu jesteśmy w takim momencie edukacyjnym gdzie wszystko mierzymy. Nie liczy się rozwój osobowości w sumie, a liczą się wyniki testów. [N - średnie miasto]

Przyjmowano różne strategie wobec opisywanych wyżej wymogów – niektórzy w pełni się im podporządkowują i zaniechali prób zapoznawania młodzieży z teatrem lub traktują to wyłącznie fasadowo (np. przymusowo włączali to do programu wycieczki szkolnej do Poznania, by miała ona status „wycieczki edukacyjnej”).

R3: Już takie dwie wycieczki miały być, które miały wypalić a na końcu się okazywało, że jednak nie. I nasza jedyna to była jednodniowa wycieczka do Poznania. Załatwiłyśmy sobie wszystko same żeby potem... Sprawdzałyśmy ile bilety kosztują, ile pociąg żeby tylko ona miała postawione wszystko na łapę no i wszystko. (...) R1: I [jak] była ta wycieczka edukacyjna [do Poznania], to [pojechaliśmy] do kina, ale musieliśmy jeszcze iść do muzeum, bo ona nie może okłamać [samo kino nie kwalifikowałoby się do statusu wycieczki edukacyjnej - przyp, autorzy]. No i musieliśmy jeszcze Muzeum zwiedzić Narodowe [śmiech]. [FGI Gniezno]

Inni z pasją i oddaniem poświęcają swój prywatny czas po lekcjach na to, by zachęcić uczniów do tej formy sztuki. Nieliczni w ogóle sprzeciwiają się formalnym wymaganiom i realizują zajęcia w ten sposób, który - ich zdaniem - najlepiej przyczyni się do rozwoju młodych ludzi, traktując program nauczania, jako niepotrzebne „klapy” (jak to określa jeden z respondentów), poza które trzeba wychodzić.

Z rozmów z nauczycielami wynika również, iż zorganizowanie wyjazdu na spektakl w innym mieście wymaga od nich sporego wysiłku organizacyjnego. Pedagodzy wskazują, iż napotykają trudności z rezerwacją biletów dla większej grupy czy zapewnieniem transportu (niektórzy korzystają w tym celu z pomocy biur podróży). Zorganizowanie wyjazdu do teatru często oznacza dla nauczycieli także konieczność wcześniejszego umieszczenia go w programie wychowawczym i uzyskania zgody od rodziców nieletnich (zwłaszcza, gdy był to spektakl dla widzów dorosłych i zawierał np. sceny nagości) oraz wzięcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo i zachowanie uczniów w teatrze. Wszystkie te czynniki zniechęcają wielu nauczycieli nawet bardziej niż koszt takiego przedsięwzięcia.

No, albo są tacy, którzy mówią, że no oni niekoniecznie z młodzieżą, bo się nie chcą szarpać. Oni jak mają na teatr ochotę, to pojadą z mężem, narzeczonym… Ale niekoniecznie z młodzieżą, bo to ich w ogóle nie bawi. No, mają się jeszcze szarpać z nimi, tłumaczyć „abc” jak się zachować. [N – małe miasto]

Powyższe czynniki sprawiają, iż systematyczna edukacja teatralna prowadzona jest tylko w niektórych szkołach, tam gdzie znaleźli się nauczyciele z pasją i energią, często gotowi poświęcać swój prywatny czas na to, by organizować wspólne wyjścia do teatru czy prowadzić amatorski zespół młodzieżowy.

Pewną alternatywą są domy kultury – w większości z nich działają teatry młodzieżowe prowadzone przez wykwalifikowanego instruktora. Problemem jest jednak zapewnienie kontaktu ze spektaklami młodzieży, która nie ma ochoty czy talentu, by realizować się aktorsko. W miejscowościach, w których brak stałego teatru profesjonalnego, to właśnie lokalne centra kultury użyczają swojej sceny na gościnne występy teatrów z innych miast. Niestety, z powodu zbyt małych budżetów, skromnych warunków infrastrukturalnych (małe sceny), konieczności uzyskiwania wysokiej frekwencji na organizowanych wydarzeniach - dyrektorzy tego typu ośrodków czasem (nieco wbrew sobie) wybierają głównie te spektakle, które raczej wpisują się w gust publiczności niż go kształtują (np. zapraszają farsy z udziałem aktorów znanych z telewizji). W tej sytuacji kontakt z teatrem współczesnym w danej miejscowości możliwy jest przede wszystkim wówczas, gdy dane przedstawienie pokazuje się przy współpracy z innymi instytucjami kultury (np. w ramach programu Teatr Polska, umowy z teatrem w innym mieście, współpracy z Urzędem Marszałkowskim itp.). Co więcej, nie zawsze domom kultury udaje się dotrzeć z informacją o tych przedstawieniach do młodzieży - nastolatki przegapiają zatem często nawet takie nieliczne okazje do kontaktu z teatrem w swojej miejscowości.

Wśród innych barier regularnego kontaktu z teatrem znajdują się, niestety, cały czas możliwości finansowo-organizacyjne. Nastolatki z małych miejscowości, które brały udział w badaniach znacznie rzadziej od swoich rówieśników z dużych miast, w których siedzibę swoją mają teatry repertuarowe, chodzą na przedstawienia (dla niektórych z nich wyjście na spektakl podczas badania było pierwszą wizytą w teatrze w życiu). Zazwyczaj też zamiłowania do teatru czy nawyku uczestniczenia w kulturze instytucjonalnej nie wyniosły one z domu. Z kolei nie zapoznawszy się dobrze z teatrem, młodzi ludzie nie kwapią się do samodzielnego poszukiwania informacji i okazji do uczestniczenia w przedstawieniach. Niemal wszyscy nauczyciele i przedstawiciele domów kultury, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni, iż zasadnicze znaczenie ma zatem dobry „przewodnik” do teatralnego świata – osoba, która w umiejętny sposób zaciekawi, zainspiruje, wskaże interesujące propozycje, ale też kompetentnie odpowie na pojawiające się pytania i wątpliwości. Będzie otwarta na wrażenia i interpretacje młodych odbiorców, ale równocześnie – w razie potrzeby – podpowie możliwe tropy analizy. Choć tę bardzo trudną rolę mogą pełnić różne osoby (np. bliżsi i dalsi członkowie rodziny), to jednak zwykle przypisuje się ją instruktorom teatralnym oraz charyzmatycznym nauczycielom, którzy do edukacji kulturalnej podchodzą z pasją.

Natomiast uważam, że można byłoby fajniej zainteresować tym teatrem właśnie wtedy, gdyby nauczyciel był takim pasjonatem. Sami mogliby tworzyć. Trzeba po prostu zaszczepić takiego bakcyla, ale nie tak na hop, teoretycznie, tylko zobaczcie, wyjedziemy tu, wyjedziemy tam i teraz sami. [N – średnie miasto]

Choć zdarza się, że owi „przewodnicy” uzyskują odpowiednie wsparcie (również finansowe) ze strony domu kultury czy dyrektora szkoły, wielu z nich funkcjonuje jako kulturowe „siłaczki” i „siłacze”, w warunkach które określają jako „kulturalna partyzantka”. Podczas badania mieliśmy okazję obserwować ogromne różnice w zakresie doświadczeń teatralnych, kompetencji odbiorczych i swobody, z jaką rozmawiano o teatrze między uczniami ze szkół i z miejscowości, w których znaleźli się odpowiednio zaangażowani „przewodnicy” teatralni i z takich, gdzie nikt nie podjął się pełnienia tej trudnej i wymagającej roli.

vfvdvs

6. Wartości i cele twórców i widzów

Relacja scena-widownia, inaczej mówiąc, spotkanie widza z materią teatru, zależy nie tylko od struktury spektaklu lub właściwości estetycznych, ale też od wartości i celów, które artyści, dyrektorzy instytucji kultury, urzędnicy politycy, ale również sami widzowie, chcą wspierać.

Każda instytucja kultury, każdy teatr podejmując decyzje jakiego artystę zaprosić, w jaką formę kultury i sztuki chce się zaangażować i jakich widzów, poprzez dobór repertuaru, zapraszać - opowiada się w ten sposób za określonymi wartościami. Warto podkreślić, iż na sposób uczestniczenia w teatrze mają wpływ czynniki bezpośrednio niezwiązane z konkretnym zdarzeniem teatralnym takie jak walory estetyczne, gatunek albo założona przez artystę relacja z widzem.

W dyskusji nad uczestnictwem w kulturze i polityką kulturalną duży nacisk kładziony jest często na badanie i zwiększanie „kompetencji uczestników”. Wieloletnie badania, które prowadziliśmy wskazują, że należy położyć większy akcent na budowanie zaangażowania, czyli zdolności młodych ludzi (choć nie tylko ich) do obdarzenia uwagą zdarzenia teatralnego. Zaangażowanie zależy, z jednej strony od samych widzów, o czym pisaliśmy w poprzednich wnioskach, ale także, co chcemy podkreślić w tym miejscu, od specyfiki formy teatralnej, ale także polityki prowadzonej przez daną instytucję kulturalną oraz jej szerszego otoczenia - badaczy kultury, środowiska opiniotwórczego, krytyków czy teoretyków teatru. Zaangażowanie młodych ludzi w teatr nie może być zatem działalnością jednorazową albo ograniczoną tylko do jednego typu instytucji (np. szkoły) lub grupy (np. rodziców). Po drugie, nie możemy zapomnieć, że ważni są nie tylko widzowie, ich preferencje, wrażliwość, oczekiwania, ale także artyści i ich prawo do wierności samemu sobie, co często oznacza - naruszenie wrażliwości i preferencji widza.

Badania pokazały, że teatr współczesny – a nie odwołujemy się tu do poszczególnych spektakli, lecz wypowiedzi widzów i artystów – to interakcja dwóch osobnych światów o własnej dynamice: widowni i sceny. Nie jest to jednak tradycyjny podział na scenę z tzw. „czwartą ścianą” i widownią siedzącą „obok” i podglądającą świat wykreowany na scenie, lecz sytuacja społeczna tworząca określoną formę doświadczenia. Nie jest to też „pętla”, gdyż nie chodzi o wzajemne i ciągłe oddziaływanie sceny i widowni na siebie w danym miejscu i czasie.

Scena to przestrzeń wyreżyserowana, poddana kontroli. Większość artystów, z którymi rozmawialiśmy, gdy tworzą nie myślą o grupie docelowej, ponieważ tworzą dla każdego. Tworząc nie myślę o widzu, zastanawiam się, co mam do zrobienia, jakie pytania mam do zadania i wtedy dzielę się moimi myślami i pytaniami z ludźmi” (Rabih Mroué). Przykładowo, dla Rabiha Mroué widzowie nie są masą, lecz pojedynczymi ludźmi, którym chce zadać konkretne pytanie. Pytanie to trzeba wyreżyserować, a więc stworzyć architektonikę spektaklu, gesty, słowa, które nie tylko będą przekazywały treść, co tworzyły przestrzeń doświadczenia. Dobitnie wyraził to Wojtek Ziemilski, który oglądając taśmę wideo ze spektaklu Jerzego Grotowskiego zauważył, że „co minutę jest jakaś sztuczka teatralna (...) żeby doświadczenie było dopieszczone”. Widownia to z kolei przestrzeń, której nie sposób kontrolować, tak jak można wyreżyserować scenę. Sztucznie wykreowana sytuacja – fikcja – umożliwia widzom autentyczne przeżycie. Widownia składa się z wielu osób z bardzo różnymi doświadczeniami, oczekiwaniami, motywacjami. Halina w dyskusji o spektaklu Pippo Delbono przywołała sytuację ze swojego życia. Właśnie przez pryzmat codziennego życia uświadomiła sobie wagę przekazu moralnego, który odnalazła w spektaklu Delbono. Halina powiązała nie tyle elementy struktury utworu scenicznego ze sobą, lecz zaangażowała się w doświadczenie oglądania: jeden z bohaterów – niepełnosprawny Bobo, który ciągle był przebierany w różne stroje i odgrywał różne postacie, był dla Haliny, w ostatniej scenie spektaklu, człowiekiem stojącym przed nią, a trzymający go za rękę Delbono był jego przyjacielem. Halina powiązała ten obraz z sytuacją ze swojego życia: rozmową ze znajomą o głodujących dzieciach w Etiopii pokazanych w telewizji i dzieciach w potrzebie za ścianą jej mieszkania. Scena jest zatem przestrzenią kontroli artystycznej, widownia natomiast to przestrzeń wolności i nieprzewidywalności.

Jeśli dąży się do prawdy skonstruowanej na scenie i bezpośredni kontakt aktora - jako człowieka - z widzem (również jako człowiekiem), musimy starać się, by przypomnieć słowa klasyka Jana Kotta, o „pełną pasji i osobistego przeżycia, gorący i szczery stosunek do sztuki u naszych działaczy kulturalnych, ministrów, publicystów i krytyków”. Ponieważ, jak pokazuje analiza wywiadów z widzami, artystami i reprezentantami kultury, tego, co bezpośrednio na scenie, nie da się oddzielić od tego, co poza nią: oczekiwań widzów, kontekstu instytucjonalnego, sposobu traktowania kultury przez państwo oraz wartości, które wspieramy.