vfvdvs

NAUCZYCIELE I PRZEDSTAWICIELE INSTYTUCJI KULTURY O SZANSACH I BARIERACH W NAWIĄZYWANIU RELACJI MIĘDZY MŁODYMI A TEATREM

Bogumiła Mateja-Jaworska, Joanna Pańczak

z: Raport "Młodzi i teatr. Szanse i bariery na przykładzie Wielkopolski"

Jednym z kroków w procesie badawczym było przeprowadzenie indywidualnych wywiadów pogłębionych z reprezentantami instytucji kultury związanych z teatrem (takich jak domy kultury, teatry lokalne, miejscowe grupy teatralne etc.) oraz z nauczycielami, którzy prowadzą zajęcia z języka polskiego lub wiedzy o kulturze. Nasi respondenci pochodzili z sześciu większych i mniejszych miast Wielkopolski . Celami wywiadów były: (1) analiza wyobrażeń i doświadczeń reprezentantów ośrodków kultury i nauczycieli dotyczących relacji między uczestnikami (głównie młodymi) a wydarzeniami teatralnymi lub instytucją; (2) zdiagnozowanie barier oraz szans w relacji młodzieży z teatrem z perspektywy przedstawicieli instytucji kultury i nauczycieli. W celu poszerzenia perspektywy badawczej w wywiadach wykorzystywaliśmy m.in. wypowiedzi młodzieży dotyczące teatru, które zgromadziliśmy w rozmowach z nimi. Wywiady z przedstawicielami instytucji kultury posłużyły zatem artykulacji dwojakiej oceny – własnego środowiska oraz środowiska młodych widzów.

W pierwszej części artykułu analizujemy, co myślą o młodych reprezentanci instytucji kultury i nauczyciele oraz jakie ich zdaniem formy i środki teatralne najbardziej przyciągają młodzież do teatru. Dalej przyglądamy się jak przedstawiciele ośrodków kultury tworzą program, czym się kierują i na jakie napotykają problemy przy wyborze spektakli. Ostatnia i zarazem najobszerniejsza część przedstawia bariery w kontaktach młodzieży z teatrem, dostrzegane przez badaną grupę respondentów, a także rekomendacje i dobre praktyki, które mamy nadzieję, posłużą do poprawy relacji młodych z teatrem.

vfvdvs

„Ta dzisiejsza młodzież…”? Młodzi oczyma nauczycieli i przedstawicieli instytucji kultury

Wśród nauczycieli, animatorów i przedstawicieli instytucji kultury funkcjonują bardzo różne wyobrażenia na temat młodzieży. Można odnieść wrażenie, że jedną z wpływających na nie kwestii jest zakres codziennych kontaktów z młodymi. W wypowiedziach nauczycieli oraz animatorów kultury, zatem tych, którzy pracują z młodzieżą bezpośrednio i mają z nią częsty kontakt wielokrotnie słychać optymistyczne nastawienie wobec młodych. Wprawdzie rzadko dokonują oni jednoznacznie pozytywnych ocen, ale wierzą w ich możliwości, energię i ciekawość. Ich zdaniem młodzi mają większą odwagę by stawiać pytania. Generalnie lubią z nimi pracować.

Zdecydowanie to są fajni ludzie często. Ja nie mam powodu narzekać, że młodzież jest do niczego w tej chwili, to nieprawda. [N-małe miasto]

Dla niektórych powodem pochwały młodych i tym, na co sami zwracają dużą uwagę jest raczej powierzchowność i umiejętność odnalezienia się w rytuale:

(…) to jest szkoła średnia i nie sadzę, że tylko nasza młodzież, ale przede wszystkim młodzież na tym etapie edukacji zachowuje się godnie. Zainteresowana jest, skupiona, tam nie ma rzucania papierkami, gumą do żucia… No ale widać zainteresowanie, jest spokój, atmosfera taka jaka powinna być. [N-średnie miasto]

Przedstawiciele instytucji kultury, szczególnie ci spoza Poznania, są bardziej sceptyczni wobec młodzieży. Większość z nich wspomina swoją przeszłość jako czasy, w których młodzi ludzie aktywniej uczestniczyli w życiu kulturalnym. W ich opinii „teraz im się nie chce” albo robią to interesownie (np. dla zdobycia lepszej oceny z zachowania).

Kiedyś widziałem więcej młodych ludzi tworzących teatr, tworzących zespoły, to się jakoś tak strasznie zatarło. Wydaje mi się, że młodym ludziom się coraz mniej chce. [DK-średnie miasto]

Sceptycyzm dyrektorów domów kultury wypływa m.in. z niepowodzeń, jakich doświadczają w organizowaniu wydarzeń dla młodzieży. W ich relacjach powtarza się dyskurs, zgodnie z którym wkładają w nie dużo pracy, angażują się, przyglądają się temu, czym aktualnie młodzi się interesują, natomiast frekwencja nie jest zadowalająca. Trudno im znaleźć klucz, który rozwiąże ten problem.

L.U.C. wystąpił tutaj, no to wydawało mi się, że taki artysta, który jest artystą niezwykle wszechstronnym i kierującym swoje propozycje do młodych ludzi zachęci ich do spotkania się z różnymi dziedzinami sztuki, bo i multimedialnie i śpiew i no to wszystko. To też nie było entuzjazmu. Wie Pan, myślę, tak sobie, że w tej naszej pracy jest tam ta wielka tajemnica, której my animatorzy ciągle szukamy i ciągle próbujemy sobie na to odpowiedzieć. Czasami nam się udaje z wielką radością, czasami nie. Traktujemy to w jakimś tam sensie jako porażkę.. ale wiemy, że będziemy próbowali dalej, czyli zaproponujemy coś innego, zaproponujemy jakąś inną propozycję byleby młodzi ludzie uczestniczyli. [DK-średnie miasto]

Wydaje się, ze przedstawiciele domów kultury rzadko mają bezpośredni kontakt z młodymi i nieraz tworzą ofertę, która nie jest oparta na diagnozie sposobów myślenia młodych lub która polegałaby na pracy animacyjnej biorącej za punkt wyjścia różne twórcze potencjały drzemiące w młodych.

Znaczące różnice między doświadczeniami z pracą z młodzieżą przedstawianymi przez osoby z różnych ośrodków i instytucji, widoczne powyżej, bywają też przedmiotem refleksji nauczycieli czy animatorów. Jedna z nauczycielek tak komentuje fakt, że miejscowy MDK narzeka na brak możliwości znalezienia młodzieży chętnej do pracy teatralnej:

Ja nie wiem, ja mam inne doświadczenia, bo ja wręcz przeciwnie. (…).miałam taki moment, że ja musiałam mieć trzy grupy. Nie mogłam sobie zupełnie poradzić, bo przecież zawodowo pracuję jako nauczyciel języka polskiego, a nie teatralnie. To jest moje hobby raczej. I trzy grupy musiałam utworzyć, no bo nie da się zajęć prowadzić w grupie, która liczy czterdzieści osób. (…) Ja nie umiałam sobie tego wytłumaczyć, dlaczego tam jest kłopot, a dlaczego tutaj chcą być, gdzie właściwie no co? Gramy, jest klasa, na dobrą sprawę, bo owszem, jest aula, ale aula nie jest kameralna. To jest wielka sala, jest tam pogłos, jest tam zimno, (śmiech) wszystko jakby nie sprzyja [N – duże miasto].

Przeprowadzone przez nas obserwacje sugerują, że kluczem do sukcesu tej nauczycielki jest jej sposób pracy z młodzieżą i bardzo dobre relacje, które z nimi zbudowała. Są to czynniki często niedostrzegane z perspektywy instytucji, a sukces edukacyjny takich nauczycieli pasjonatów nie przekładaj się często na nagradzanie i wspieranie tego typu ludzi i ich umiejętności. Ponieważ za sukcesem pracy z młodzieżą stoi indywidualna pasja i miękkie, często nierozpoznane nawet przez samego siebie, umiejętności nauczyciela-pasjonata, zdarza się, że wokół niego dzieje się więcej niż na istniejących równolegle zajęciach teatralnych w domu kultury:

(…) może właśnie za mało się działo, no bo jedno przedstawienie na rok, jedno na dwa lata… to wydaje mi się, że to tak trochę skąpo, że tak powiem, jeżeli to ma być działalność kulturalna w jakiś sposób. Jeszcze nie mówię, o tym że tylko wystawianie sztuk, ale zawsze można jeszcze jakieś inne formy wymyślić, coś w rodzaju happeningu, wyjść na miasto. Tym bardziej, że to jest ich jakby nadrzędna profesja, a nie dodatek do działalności [N – duże miasto].

Słaba komunikacja między instytucjami edukacyjnymi i kulturalnymi oraz trudności z rozpoznaniem osób mających dobry wgląd w świat młodych powodują, że oferta dla młodzieży jest nieraz kształtowana raczej na bazie stereotypów i przypuszczeń. Ważnym elementem sposobu myślenia wielu lokalnych instytucji kulturalnych o teatrze jest też podział na odbiorców „świadomych” i „nieświadomych” – a w konkluzji stwierdzanie, że większość młodzieży mówi jednak o teatrze bardzo prosto, zwykle na poziomie wrażeń, nie analizy treści czy formy spektaklu. Odpowiedzialnością za brak wiedzy lub małe zainteresowanie teatrem większość obarcza nie młodych, a system edukacji, politykę kulturalną kraju lub regionu czy rodziców. Wszyscy widzą jednak problem nie po swojej stronie.

Nie mają takich potrzeb wykształconych. Także nikt im nie pokazał, że można przyjść do teatru czy pojechać. Że nie ma odpowiedniej edukacji, że to jest ten podstawowy poziom, że nie ma konsekwencji w działaniu. Zarówno ze strony szkół, rodziców, jak i instytucji kultury. Że też może nie ma tego repertuaru, który właśnie jest adresowany do młodzieży czy zainteresuje takiego młodego człowieka. [DK- średnie miasto]

Relacje osób mających bliższy kontakt z młodymi na co dzień ponownie pokazują, że kategoria ta jest znacznie bardziej zróżnicowana niż sugerują to nieraz przylepiane jej etykietki. Jedna z animatorek kultury, która prowadzi spotkania nie tylko z młodzieżą, ale też z nauczycielami uważa wręcz, że nie ma dużej różnicy w odbiorze spektakli między młodymi a dorosłymi. Nie ma wśród nich „statystycznych widzów” – „może to bardziej zależy od doświadczenia niż wieku.”

vfvdvs

„Oni by musieli parę spektakli różnego typu zobaczyć.” Formy i środki teatralne, które zdaniem nauczycieli i przedstawicieli instytucji kultury w Wielkopolsce są atrakcyjne dla młodzieży.

Pytanie dotyczące najatrakcyjniejszych dla młodzieży form i treści w teatrze sprawiło przedstawicielom instytucji kultury i nauczycielom kłopot. Generalnie można było odnieść wrażenie, że niewielu radzi sobie z definiowaniem poszczególnych form, że ich doświadczenia teatralne nie dają im szerokiej perspektywy. Wypowiadali się raczej ogólnie, rzadko podając przykłady konkretnych spektakli. Ponownie odczuwalna była też różnica między nauczycielami i animatorami, którzy mają z młodzieżą stały kontakt a dyrektorami instytucji, którzy swoją opinię kształtują głównie na podstawie obserwacji, intuicji czy zasłyszanych głosów. W przypadku nauczycieli i animatorów, im częstszy mieli kontakt z bardziej zróżnicowanymi grupami młodych i więcej obejrzeli z nimi spektakli, tym trudniej było im uogólnić ich preferencje. Niektórzy przychodzą do teatru na formę, inni na treść. Jedni szukają w teatrze zwierciadła rzeczywistości, współczesnego języka, inni teatralnej konwencji, oderwania od codzienności. Wskazane byłoby zatem elastyczne dopasowywanie działań do odbiorców, a nie prowadzenie ich według uniwersalnej, jednakowej dla wszystkich i z góry zaplanowanej formuły.

Nie ma jednego kodu, według którego można to rozpatrywać. Z młodzieżą czy z dziećmi jest dokładnie tak samo jak z dorosłymi. To znaczy, część z nich woli bardziej tradycyjne ujęcie, część z nich woli bardziej nowatorskie. Część z nich będzie się bardzo dobrze odnajdywać na spektaklu, w którym jest głośno i dużo się błyska, w takim spektaklu, który jest bardzo gęsty i ma bardzo szybkie zmiany i wydawałoby się, że jest takim spektaklem, powiedzmy, działającym trochę w tempie popkultury, a część młodzieży zupełnie takie przedstawienie odrzuci i właśnie będzie wolało o wiele bardziej tradycyjną realizację. [T2-Poznań]

Dyrektorzy domów kultury odpowiadali na pytanie o formy teatru bardziej intuicyjnie – rzadko dyskutują z młodzieżą, więc nie dysponują wiedzą na ten temat. Używali określeń: „nie wiem”, „wydaje mi się”, „chyba”. Mimo, że to oni ustalają repertuar danej instytucji, a zatem współdecydują o tym, co oglądają w teatrze młodzi.

Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Trzeba zapytać o to młodych, co im się w teatrze podoba. [T3-Poznań]

Wszyscy respondenci byli jednak zgodni co do jednego – na umiejętność czytania zabiegów teatralnych istotny wpływ ma doświadczenie młodzieży. Nagość czy wulgaryzmy w teatrze wprawiają w zakłopotanie, bulwersują lub wywołują śmiech wśród niedoświadczonych widzów. Ci, którzy spotkali się z tym przynajmniej kilka razy potrafią odróżnić czy to „tani chwyt” czy zabieg uzasadniony i jak go interpretować w kontekście konkretnego spektaklu.

To świadomi widzowie, nie jest ich łatwo oszukać. [T2-Poznań]

Dlatego zdaniem większości najważniejsze jest, by zapoznać młodzież z szerokim przekrojem estetyk i form teatralnych, by mogła wyrobić sobie własne zdanie i w przyszłości świadomie dokonywać wyboru oglądanych spektakli. To bardzo trudne zadanie, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach kultury.

Oni by musieli parę spektakli różnego typu zobaczyć… żeby, mówię… Raz pojechać na Maltę np., raz zobaczyć coś bardzo tradycyjnego… Innym razem zobaczyć coś, nie wiem, no nie wiem, nobliwe, jakiś Teatr Wielki z operą, nie wiem, wielka dekoracja i tak dalej, czasem coś skromnego. No, różne by musieli rzeczy zobaczyć. A to nie jest naprawdę łatwe, to nawet podejrzewam, że dla mieszkańców Poznania nie zawsze jest łatwe. [N-małe miasto] Już się nauczyli ode mnie, że nawet jeżeli idziemy na spektakl albo nie wiem… słyszeliśmy, że to nie będzie ciekawe widowisko to nie zakładamy, że jest nieciekawe tylko idziemy, żeby mieć świadomość co ewentualnie mogłoby się spodobać, a co nie. I tego są nauczeni, żeby, no przyjmować wszystko co im się oferuje i żeby nie być wobec tego obojętnym, bo to jest chyba najgorsze. [N1-duże miasto]

Respondentów dopytywaliśmy o stosunek młodzieży do poszczególnych elementów spektaklu teatralnego. Większość wypowiedziała się tylko na temat kilku z nich.

Szczególni Multimedia. Jedną z tendencji obecnych we współczesnym teatrze jest korzystanie ze środków multimedialnych, w tym zapośredniczanie lub zwielokrotnianie sceny przy pomocy kamery. Przedstawiciele instytucji kultury, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać, często wnioskują, że multimedia w teatrze powinny być tym, co spodoba się młodzieży, gdyż to jest ich język komunikacji ze światem, ważny element „popkultury, w której się wychowują”. To może być, zdaniem tej grupy respondentów, klucz do teatru, który młodym często kojarzy się z XVIII-wiecznymi kostiumami, jest „passe”.

Żyjemy w kulturze wizualnej, wysyłamy sobie zdjęcia, wysyłamy sobie demoty, wysyłamy sobie emotikony i różne inne rzeczy... często zamiast słów, zamiast tekstów. [T2-Poznań] Nie możemy odcinać się od tego jak wygląda świat wokół nas tylko nawiązywać do tego. [T3-Poznań]

Multimedia mogą, ich zdaniem, przyciągnąć młodych do teatru również dlatego, że uważają ich za osoby zdecydowanie bardziej otwarte na nowe niż tradycyjne rozwiązania. Jako przykład wydarzenia wykorzystującego włączenie filmu i muzyki do teatru, które bardzo spodobało się młodym jeden z dyrektorów podał spektakl muzyczny Lao Che o Powstaniu Warszawskim.

Jednakże doświadczenia nauczycieli i animatorów z odbiorem użycia tego typu środków przez młodzież są znacznie bardziej zróżnicowane. Można by wręcz zaryzykować tezę, że w ich świetle kontakt zapośredniczony przez medium filmowe często młodym przeszkadza. Cytują wypowiedzi, w których młodzi po obejrzeniu spektaklu z wykorzystaniem wideo nie znaleźli dla niego uzasadnienia, rozpraszał ich, nie pozwalał skupić się na aktorach. Zastosowanie ekranu na scenie interpretują przede wszystkim jako sposób na poszerzenie rzeczywistości rozgrywającej się na scenie, czyli pokazanie czegoś, co w teatrze trzeba by rozegrać symbolicznie.

Relacja sceny i widowni. Zdaniem większości respondentów spektakl interaktywny, angażujący odbiorców w działanie jest dla młodych atrakcyjniejszą formą prezentacji i dotarcia do ich wyobraźni. Ponownie odwoływali się do współczesnego stylu życia młodych, którzy otaczają się nowymi technologiami. Zarówno Internet jak i smartfony codziennie wciągają bowiem młodzież w interakcje. Jedna z przedstawicielek instytucji kultury wyraziła jednak swoją wątpliwość:

Mi się wydaje, że powinni iść w interakcje, skoro teraz wszystko jest interaktywne. Ale może ponieważ to jest interaktywne tylko poprzez Internet, to i tak są na dystans, więc wolą tylko patrzeć. [T2-Poznań]

Barierą w poznawaniu takich form scenicznych przez młodzież jest ich rzadka prezentacja na deskach domów kultury i teatrów, z których przedstawicielami prowadziliśmy rozmowy. Mimo, że takie rozwiązania stosuje się w teatrze od lat 70-tych większość respondentów nazywa je eksperymentalnymi.

Animatorzy chętniej niż o spektaklach opowiadali o formach prowadzenia edukacji teatralnej preferowanych przez młodzież, choć ich zdaniem słowo „edukacja” w kontekście teatru nie ma jeszcze w Polsce pozytywnych konotacji.

Edukacja w Polsce kojarzy się po pierwsze z dziećmi, a po drugie z motywem jakiegoś takiego szkolnego kółka teatralnego. [T1-Poznań]

Ze względu na formę podzieliłyśmy edukację na zajęcia teoretyczne i zajęcia praktyczne. O zajęciach teoretycznych opowiadała głównie animatorka, która prowadzi je przy teatrze repertuarowym.

Zajęcia teoretyczne (rozmowa o teatrze) powinny w miarę możliwości łączyć się z repertuarem teatru czy instytucji kultury. Za przykład mogą posłużyć spotkania przed lub po premierze. Młodzież lubi je, gdyż dają kontekst do odbioru spektaklu, umożliwiają spotkanie i rozmowę różnych wiekiem i poglądami odbiorców. Atrakcyjne dla młodzieży jest też zwiedzanie teatru od kulis, którego program dopasowuje się do wieku uczestników. Animatorka upatruje w tym działaniu szansę dla młodych, przyjeżdżających na spektakl z mniejszych miejscowości. Ma nadzieję, że dzięki niemu zainteresują się teatrem i wrócą.

W każdy poniedziałek można się wybrać na zwiedzanie teatru, tyle tylko, że ten program jest tak popularny, że teraz przyjmujemy zapisy na czerwiec. I śmiejemy się, że powoli będziemy zaraz NFZ-tem. [T1-Poznań]

Zajęcia praktyczne to przede wszystkim warsztaty aktorskie oraz teatry amatorskie. Warsztaty łamią stereotypy, pozwalają wchodzić w różne role, otworzyć się, znaleźć autentyczność, są opozycją do schematycznego myślenia, którego młodzi są uczeni, by zdawać testy.

Bardzo dużo młodzieży, która pracuje na takich warsztatach teatralnych tutaj w teatrze, mówi o tym, że w życiu dzisiaj trzeba grać jakby cały czas, że to jest cały czas udawanie, że to jest cały czas jakiś rodzaj aktorstwa, że to jest cały czas wpisywanie się w jakieś role, które ktoś im przydzielił i że tak naprawdę to, za czym oni tęsknią to jest jakiś rodzaj autentyczności, jakiś rodzaj bycia sobą, bycia po swojemu. (…) dla części z tych ludzi, ten teatr staje się takim miejscem wolności, jakiegoś takiego uwolnienia. [T1-Poznań]

Dzięki takim zajęciom młodzież ma przestrzeń do realizowania swoich pasji. Dwóch animatorów zwróciło jednak uwagę, że dla młodych ważne jest to by zajęcia praktyczne kończyły się pokazem. Wówczas widzą cel procesu twórczego – mają możliwość prezentacji efektów swojej pracy innym.

(…) skwitowali, że brakuje im tego, żeby to się zakończyło czymś. Żeby to ostatecznie nabrało jakiegoś kształtu. No warsztat warsztatem, ale wiadomo, że potrzeba bycia na scenie jest dla nich ważna. [N1-duże miasto]

Istotny dla młodych jest też temat, o którym tworzą spektakl – ważne by był aktualny, dotyczył kwestii, które są im bliskie. Jedna z animatorek zgłosiła problem z dostępnością tekstów dramatycznych, które młodzi mogą wystawiać. Uważa, że większość z nich jest pisana z myślą o dorosłym odbiorcy i rzadko sprawdza się z młodzieżą.

To jest jednak szkoła, teksty współczesne mają język specyficzny. Ja nie mogę też na wszystko pozwolić. [N1-duże miasto]

Jej zdaniem młodzi najchętniej lubią robić rzeczy własne, w których spektakl jest wynikiem pracy warsztatowej. Takim przedstawieniom brakuje linii dramatycznej, którą w profesjonalnych tekstach budują dramaturdzy. Animatorka narzeka, że tak przygotowane spektakle zwykle nie wygrywają w konkursach. Problem wyboru tematu jest jednak najbardziej żywy wśród gimnazjalistów – nie chcą już tworzyć spektakli z użyciem lalek lub kreować fantastycznych historii; wolą wystawiać sztuki opowiadające o problemach dorosłych, te jednak wciąż brzmią w ich ustach nienaturalnie.

vfvdvs

„Nasza łaska na pstrym koniu widza jeździ.” Motywacje i bariery w doborze programu teatralnego w instytucjach kultury w Wielkopolsce

Sposób wyboru repertuaru i działań edukacyjnych wyraźnie odróżnia ośrodki kultury w Poznaniu (teatry i organizatora festiwalu teatralnego) od instytucji w mniejszych miastach województwa (głównie domy kultury). W tych pierwszych decydują przede wszystkim dyrektorzy i ich wizja. Mają poczucie niezależności w dokonywaniu wyborów.

Program jest moja autorską wizją i uważam, że taka jest rola dyrektora artystycznego teatru, który wygrywa konkurs. Pisze określony program artystyczny, który chciałby wprowadzić zostając dyrektorem i musi ponosić odpowiedzialność za to, co napisał, stąd staram się by była to moja i wyłącznie moja decyzja. [T3-Poznań]

Autorski wybór jest możliwy m.in. ze względu na produkcję spektakli premierowych – decydowanie o tematyce, reżyserach, formie. Wpływa na niego też funkcjonowanie innych instytucji teatralnych w mieście, które mogą wzajemnie uzupełniać luki programowe. Im większa różnorodność, tym większa swoboda działania dyrektorów; nie muszą bowiem zaspokajać potrzeb wszystkich mieszkańców poprzez program jednej instytucji. Dodatkowo program teatrów repertuarowych jest sprofilowany na jedną dziedzinę sztuki, co też ułatwia tworzenie spójnej wizji instytucji oraz ogranicza zakres wiedzy, którą powinien posiadać jej dyrektor.

W ośrodkach kultury w mniejszych miastach można odnieść wrażenie, że wybory dokonywane przez ich dyrektorów są mniej samodzielne, przez co nie ma w nich spójnej wizji programowej. Gdzie upatrywać przyczyn takiego stanu rzeczy? Teatr jest tam jedną z kilku dziedzin, wokół której buduje się program instytucji. Dyrektorzy muszą stać się zatem ekspertami w każdej z nich.

Jednego dnia jesteśmy teatrem, drugiego dnia jesteśmy filharmonią, trzeciego dnia jesteśmy operą, a czwartego dnia jesteśmy zwyczajnym domem kultury, na deskach którego występują przedszkolaki. [DK - średnie miasto]

Ponadto w tych ośrodkach nie powstają nowe spektakle. Dyrektorzy dokonują wyboru spośród już istniejących. Tworzeniu repertuaru i rozwojowi nie sprzyja brak konkurencyjności. Jeśli dany ośrodek jest jedynym w mieście musi zadowolić odbiorców o bardzo zróżnicowanych gustach. Nie ma też instytucji, z którą mógłby dzielić rolę generatora życia kulturalnego albo rywalizować o widzów. Z wypowiedzi naszych respondentów wynika, że to właśnie widzowie i ich upodobania mają decydujący głos przy tworzeniu repertuaru.

Nasza łaska na pstrym koniu widza jeździ. [DK- średnie miasto]

Po pierwsze to dla nich organizowane są wydarzenia, ich obecność przynosi satysfakcję a absencja poczucie porażki. Dlatego dyrektorzy zdecydowanie częściej podporządkowują się ich gustom niż z nimi dyskutują. Po drugie, widzowie tworzą frekwencję, którą można przedstawić jednostkom terytorialnym nadzorującym pracę danej instytucji jako argument na sprawne funkcjonowanie instytucji. Po trzecie, od nich zależy czy sprzedadzą się bilety, a więc czy instytucja będzie musiała do wydarzenia dopłacać czy na nim zarobi.

(…) nie mogę sobie pozwolić na to, żeby ten spektakl rozdać za darmo. Ja muszę to sprzedać. [DK - średnie miasto]

Zdaniem większości dyrektorów największą barierą, która znacznie zmniejsza ilość spektakli, spośród których mogą budować repertuar, są względy finansowe. Ich budżety zwykle nie pozwalają na sprowadzenie przedstawień, które naprawdę chcieliby zaprezentować swoim widzom.

M: Czy chciałby Pan pokazać np. właśnie Warlikowskiego u siebie? Pewnie, że bym chciał, oczywiście, że bardzo bym chciał, natomiast wiem, wiem jakie są możliwości, wiem jakie są realia, no, to to jest w ogóle poza jakimkolwiek zasięgiem, ale i możliwościami... M: Ale co ma Pan na myśli mówiąc możliwości? I finansowe, finansowe to po pierwsze, to absolutnie mam świadomość jakiego rzędu to są pieniądze, to są olbrzymie pieniądze, a potem to implikuje wykonanie techniczne czy realizację techniczną takiego zdarzenia na naszej scenie. [DK- średnie miasto]

Kolejnym z ograniczeń są wspomniane wyżej warunki techniczne i dostępna infrastruktura instytucji. Wielu spektakli nie da się zrealizować na scenach mniejszych niż w instytucjach teatralnych, a takimi zwykle dysponują domy kultury. Dostępny w nich sprzęt także jest czasem niewystarczający, co generuje dodatkowe koszty lub uniemożliwia realizację przedstawienia.

Zdaniem jednego z dyrektorów miejskie finansowanie instytucji powoduje, że generalnie nie ma wspólnej polityki kulturalnej w województwie. Ośrodki regionalne mają zaspokajać potrzeby lokalnych mieszkańców, nie zakłada się, że będzie do nich przyjeżdżał ktoś spoza gminy. Kilka miast z Wielkopolski podpisało jednak porozumienie z Urzędem Marszałkowskim, co daje im możliwość pokazywania spektakli z wielkopolskich teatrów na preferencyjnych warunkach. Jeden z dyrektorów ośrodka kultury w mniejszej miejscowości podpisał umowę bezpośrednio z dyrektorem teatru w Poznaniu dzięki czemu kilka razy w roku prezentuje lokalnej publiczności przedstawienia z Poznania.

Większość ośrodków kultury w mniejszych miastach działa na zasadzie impresariatu. Jak wspomina jeden z dyrektorów, kiedyś obowiązywał mecenat państwa (wybrane odgórnie teatry jeździły po całej Polsce). Teraz o programie decyduje dyrektor danej instytucji, który zna lokalny kontekst. Mimo wymienionych wyżej problemów, z którymi spotykają się dyrektorzy, większość z nich chwali sobie taką formę działania w mniejszych miejscowościach. Impresariat daje możliwość prezentacji kilkudziesięciu spektakli w roku, dobranych do potrzeb publiczności, różnorodnych w tematyce i formie, z zespołami aktorskimi z całej Polski. Zdaniem kilku dyrektorów i nauczycieli lokalny teatr nie miałby szans się utrzymać i prezentowałby dość monotonny repertuar. Alternatywą dla niego mogłaby być grupa pełniąca funkcję teatru objazdowego, nieprzypisana do żadnego budynku teatralnego, zapraszana do teatrów impresaryjnych.

(…) to jest fantastyczna sprawa i pewien taki powrót do źródeł, do teatru wędrownego, takich wędrownych trup. [DK- średnie miasto]

Dokonując wstępnej selekcji spektakli ze względy na ograniczenia finansowe i techniczne jak ostatecznie kształtuje się repertuar w poszczególnych ośrodkach lokalnych? Z zebranych w ramach badań wypowiedzi można wyszczególnić dwa podstawowe typy motywacji przy wyborze repertuaru i myśleniu o zarządzaniu instytucjami kultury. Widoczna była pewnego rodzaju oś - jeden jej kraniec przypominał społecznikowską pracę u podstaw czy wręcz „kulturalną partyzantkę” – jak to określił jeden z respondentów. Ta taktyka na pierwszym planie stawiała edukację, warsztaty i kształtowanie gustów oraz kompetencji widzów, kreowanie życia kulturalnego lokalnych mieszkańców, a dyrektorzy tego typu ośrodków gotowi byli podjąć niemałe ryzyko finansowe (np. uruchamiając warsztaty teatralne mimo problemów budżetowych), byle tylko to umożliwić.

Ale mnie przeraża przemysł, boję przemysłu kulturalnego, ja boję się każdej kolejnej operetki, boję się o siebie, bo po prostu zaczynam myśleć jak automat. I wielu dyrektorów no niestety wpada w tę pułapkę, że myśli sobie, a bo… Ludzie przyjdą, będzie dobrze? Ludzie przyjdą to jest raz, zarobię to jest dwa, będą mnie kochać to jest trzy, zrobiłem swoją robotę to jest cztery. Tylko on nie widzi, że po drodze po prostu traci coś. I teraz cała sztuka i mądrość polega na tym, żeby tak zagrać tą operetkę, dać satysfakcję tym ludziom, ale jednocześnie wiedzieć, że jest się samemu w innym miejscu i spróbować pokazać trochę tego innego miejsca, zaryzykować właśnie. [DK - małe miasto] Naszą rolą jest kreowanie i inspirowanie pewnego życia kulturalnego, niekoniecznie artystycznego, znaczy niech będzie tym pierwszym bodźcem wyjście do teatru i tym pierwszym bodźcem do teatru wyjście będzie u nas, ale w konsekwencji być może z jakiś powodów z przyjaciółmi pojadą do Warszawy, żeby zobaczyć teatr Warlikowskiego, ale być może będzie jeszcze inny powód, że nagle odkryją w sobie wielką pasję. [DK-średnie miasto]

Dyrektorzy tych ośrodków uważają, że nie są w stanie zapewnić wydarzeń na najwyższym poziomie artystycznym jak duże, akademickie miasta, ale mogą zainteresować daną dziedziną, zainspirować do dalszych poszukiwań, wyjazdów do większych ośrodków.

Tutaj nasza edukacja kończy gdzieś tam się po gimnazjum, ewentualnie szkole średniej. (…) Praktycznie potem ludzie uciekają gdzieś tam do innych miast kształcić się i tak dalej. Jest to inna oferta jakościowa i ilościowa w takich ośrodkach akademickich, do których gdzieś tam udajemy się i pewnie tam uzupełniamy pewne rzeczy, które tu możemy nabyć. Naszą rolą jest to, by zachęcić. Po prostu, by tego bakcyla, by zalążek jakiś tam tym młodym ludziom wszczepić, w latach młodości. Bo jeśli oni połkną tego bakcyla (…) to będąc lekarzem czy księgowym nie zapomną o teatrze i że warto przyjść do kina, warto iść na jakiś koncert. Cały czas będą mieć taką potrzebę. [DK-małe miasto]

W ten typ motywacji wpisuje się m.in. wybór spektakli z programu „Teatr Polska”, który dyrektorzy bardzo sobie chwalą.

Dzięki niemu możemy zaprezentować spektakle, które są na niezłym poziomie, zarekomendowane przez komisję. [DK-małe miasto]

Inni wspominają też o niewielkich kosztach przedsięwzięcia, renomie jaką niesie za sobą projekt oraz różnorodności formalnej prezentowanych spektakli, skierowanych do zróżnicowanej publiczności. Z podobnych powodów prezentują w swoich instytucjach teatry repertuarowe z Wielkopolski – to gwarancja dobrej jakości za niższą cenę.

Drugi typ motywacji można by określić jako myślenie marketingowe, skupia się ono na budowaniu marki, dotarciu z wydarzeniami do określonych grup publiczności („targetów”), głównym celem jest przyciągnięcie na wydarzenia jak największej liczby odbiorców, a co za tym idzie, prezentacja spektakli zgodnych z gustem lokalnej publiczności. Dyrektorzy twierdzą, że najlepiej sprzedają się nazwiska aktorów, którzy występują w serialach telewizyjnych oraz spektakle komediowe i kabarety. Czują się zobowiązani wobec widzów taki repertuar zapewniać, nawet jeśli sami w większości oceniają go raczej słabo i definiują jako komercyjny.

Teatr o wysokiej wartości artystycznej nie zawsze znajduje tu odbiorców. To specyfika mniejszych miejscowości. [DK-małe miasto]

Niektórzy traktują swoją publiczność z wyrozumiałością, tłumacząc ich potrzebę rozrywki trudnymi, szarymi czasami, od których najłatwiej oderwać się przez mieszczańskie komedie.

Dyrektorzy przy ostatecznym wyborze kierują się też własną intuicją i doświadczeniem.

To publiczność musi weryfikować i oceniać, natomiast my proponujemy, to jest nasza propozycja wynikająca z długoletniej obserwacji i... życia kulturalnego. [DK- średnie miasto]

Opisane wyżej typy motywacji się nie wykluczają, a dyrektorzy zwykle używają ich zamiennie. Większość, z którymi rozmawialiśmy stosuje bowiem zasadę „wszystkiego po trochu”. Zasada „wszystkiego po trochu” to ważne kryterium decyzji repertuarowych. Działa na kilku poziomach: jakości artystycznej spektakli, ich różnorodności formalnej (zamknięte/plenerowe, kameralne/widowiskowe, komediowe/tragiczne itp.) oraz dopasowania względem wieku widzów.

Często jest tak, że powinno się schlebiać gustom, bo jesteśmy w tak małym miasteczku jak X praktycznie jedyną instytucją kultury. No to jest też dostarczaniem gustom w miarę godziwej rozrywki, bo nie widzę tego inaczej. To jest naszym psim obowiązkiem. Też od czasu do czasu próbujemy kształtować te gusty. No i wtedy wiadomo, że to nie jest wielka zwyżka jeżeli chodzi o frekwencję… Ale mamy poczucie jakiegoś świetnego wydarzenia artystycznego i, że spełniliśmy jakąś swoją funkcję, też poza komercyjną. [DK-małe miasto]

Dyrektorom zależy, by poprzez ich dobre wybory instytucje przez nich zarządzane zyskały zaufanie widzów. Chodzi o stworzenie takiej sytuacji, w której widz nie musi dokładnie sprawdzać, co proponuje dana instytucja bowiem fakt, że ma to wydarzenie w swoim repertuarze świadczy o jego wysokiej jakości.

vfvdvs

Młodzież i teatr – bariery dostrzegane przez nauczycieli i pracowników instytucji kultury

Opisywane do tej pory poglądy i spostrzeżenia wielkopolskich nauczycieli języka polskiego i wiedzy o kulturze oraz pracowników miejskich domów kultury i teatrów, spróbujmy teraz ująć w ten sposób, by stworzyć listę problemów, które utrudniają rozwój kultury teatralnej wśród młodzieży. Ważne będzie także omówienie jakie doświadczenia i pomysły mają wymienione wyżej kategorie osób na to, by zachęcać i przekonywać młodych do teatru. Pogłębiona analiza sugestii i trudności sygnalizowanych przez naszych respondentów - osoby które na co dzień zajmują się edukacją i propagowaniem kultury teatralnej - pokazuje, że możliwe i korzystne byłoby wprowadzenie pewnych zmian. Tekst kończy zatem lista rekomendacji, które naszym zdaniem warto brać pod uwagę planując edukację teatralną młodzieży.

Bariery finansowe i organizacyjne

Podczas rozmów z przedstawicielami instytucji kultury i nauczycielami z mniejszych wielkopolskich miast bardzo często wskazywano na utrudniony dostęp młodzieży do teatru, rozumiejąc przez to przede wszystkim przeszkody natury finansowej i organizacyjnej. Profesjonalne teatry repertuarowe działają tylko w trzech dużych miastach Wielkopolski – kontakt mieszkańców pozostałych miejscowości z teatrem profesjonalnym możliwy jest zatem zwykle jedynie albo w przypadku gościnnego przyjazdu i wystawienia spektaklu, albo wycieczki do innego ośrodka. Odpowiedzi niektórych respondentów wskazywały jednak, że ten dość oczywisty wymiar nierówności w dostępie bywa czasem nadmiernie eksploatowany i traktowany jako wygodne uzasadnienie, a wręcz racjonalizacja zwalniająca z dalszego tłumaczenia kolejnych – często odgrywających w rzeczywistości istotniejszą rolę – powodów braku uczestniczenia w życiu teatralnym.

Jeżeli chodzi o teatr, jeżeli chodzi o kluby, tam każdy, tutaj w naszym mieście każdy powie tak: „w Poznaniu gdybym mieszkał.. łooo jejku to bym chodził do teatru, do filharmonii, opery”. Po czym jak ci młodzi ludzie idą na studia, to tak naprawdę jak Pan ich zapyta, to oni nie wiedzą czy oni byli raz chociaż w teatrze. Także to jest mit jakiś tam, nieprawdopodobny mit. [DK – średnie miasto]

Doświadczenia innych respondentów wskazywały jednak, że choć wiele barier finansowych i organizacyjnych często da się pokonać, to jednak w przypadku mieszkańców mniejszych miejscowości wymaga to o wiele większego wysiłku. Z wypowiedzi naszych badanych wyłania się różnorodny obraz kultury teatralnej w poszczególnych miastach, w zależności od wielkości danej miejscowości i tego czy znajduje się w niej teatr repertuarowy. O ile w Poznaniu narzekano trochę na zbyt małą wyrazistość i różnorodność spektakli lokalnych twórców teatralnych i konieczność dalszej pracy nad merytorycznym poziomem programu, to mimo wszystko dość pozytywnie wyrażano się o dostępnej tu ofercie kulturalnej dla dorosłych widzów. Dość ambiwalentnie oceniano działanie teatru repertuarowego w miastach średniej wielkości. Z jednej strony, doceniano to, że zapewniają one łatwy dostęp do kultury teatralnej okolicznym mieszkańcom. Z drugiej strony natomiast, wielokrotnie podważano poziom artystyczny takich instytucji – zwłaszcza w porównaniu do teatrów w wielkich ośrodkach takich jak Warszawa. Ze słów nauczycieli i przedstawicieli domów kultury, a także uczniów, wyłania się problematyczna sytuacja tego typu teatrów, którym ze względu na niezbyt znaną markę rzadko udaje się zatrudnić na dłużej najlepszych aktorów i twórców. Nauczycielka śmiała się, że utalentowanego aktora pewnie szybko „podkupią” bardziej renomowane teatry z innego miasta, a uczniowie dostrzegali różnicę między poziomem scenicznym lokalnego teatru a tymi goszczącymi na festiwalu, na co dzień grającymi w stolicy . Działalność tego typu instytucji cechowała albo ucieczka w spektakle „lekturowe”, zapewniające komplet widzów (wycieczki szkolne, granie spektakli przedpołudniowych) i stabilne zyski, albo zapraszanie do współpracy młodych reżyserów, których eksperymentalne przedstawienia nie zawsze okazywały się sukcesem . Pewnym minusem tej sytuacji był także fakt, iż szkoły zwykle uznawały, że skoro teatr jest łatwo dostępny w miejscu zamieszkania, to ewentualne wyjazdy do innych miast organizowano tylko do odmiennych typów instytucji kultury (np. do filharmonii, muzeum sztuki itd.).

Wreszcie w miastach, gdzie nie działał żaden teatr repertuarowy sytuacja różniła się bardzo w zależności od tego jak prężnie działał dom kultury (czy organizował i zapraszał przedstawienia gościnne) i lokalne teatry amatorskie (zazwyczaj młodzieżowe lub/i seniorów). Choć w niniejszym raporcie była już mowa o motywacjach dyrektorów instytucji kulturalnych, odnieśmy najważniejsze wnioski do kwestii finansowych. W zależności od wizji i osobowości dyrektora ośrodka kultury oraz posiadanego budżetu – placówki te mogły w mniejszym lub większym stopniu skupiać się na edukowaniu widzów (zapraszanie mniej popularnych, ale uznanych przez nich za wartościowe spektakli) lub bardziej dbać o stabilność finansową - a co za tym idzie - wysoką frekwencję na wydarzeniach. Ta ostatnia strategia sprowadzała się przede wszystkim do zapraszania przedstawień z udziałem „głośnych” nazwisk aktorów, których sława przyciągała widzów we wszystkich badanych przez nas miejscowościach, nawet jeśli ceny biletów były bardzo wysokie. Warto dodać, że wśród twórców przyciągających publiczność znajdowały się zarówno osoby cieszące się dużym uznaniem krytyków teatralnych, takie jak Krystyna Janda czy Janusz Gajos (biorący udział np. w festiwalach teatralnych, które odbywały się w niektórych miastach), jak i aktorzy znani głównie z komercyjnych ról na szklanym ekranie np. Anna Mucha czy Robert Rozmus, przyjeżdżający ze spektaklami komediowymi i farsowymi. Zapraszanie tych ostatnich budziło różne emocje wśród przedstawicieli instytucji kultury. Jedni traktowali tego typu spektakle jako „zło konieczne”, zapraszali je po to, by podreperować budżet ośrodka, ale jednocześnie ubolewali nad wyborami publiczności. Inni przyjmowali do wiadomości ich popularność, ale starali się ograniczyć częstotliwość ich występów. Jeszcze inni traktowali sztuki rozrywkowe jako znak naszych czasów i sposób przyciągnięcia widzów do teatru.

Może dlatego, że mieszkańcy X jakby nie mają takich potrzeb. A może również dlatego, że tutaj nigdy nie było teatru instytucjonalnego i nie ma takiej jakby tradycji. Natomiast od czasu do czasu w X pojawiają się jakieś spektakle teatralne, ale to przeważnie są produkcje komercyjne, raczej jakieś celebryckie występy dziwnych gwiazd pt. pani Mucha. Oczywiście te w cudzysłowie nazwijmy „spektakle” przyciągają publiczność i to masowo. [DK – średnie miasto] (…) i dwa razy w roku duże przedsięwzięcia o charakterze komercyjnym. No trudno do końca to nazwać to teatrem. No mówi się, że jest to teatr, prawda? „Klimakterium” itd. Bardziej jest to show, no, ale tak zwana masowa publiczność uczestniczy w tym, więc no też podciągamy to jakby pod teatr. (...) [tłumaczy dlaczego tylko dwa razy w roku] Raz, że to kosztuje dużo pieniędzy, czyli nie każdego na to stać, bo bilet kosztuje 80 złotych, no to jest spory wydatek, a dwa, żeby nie przesycić, tak? [DK – małe miasto] (…) pokazywaliśmy spektakle, które były na niezłym poziomie, takim artystycznym i było ciężko z publicznością. Myślę - i nie mam tego za złe publiczności - że chce się po prostu zwyczajnie bawić i chce oglądać osoby dla siebie bardzo bliskie z małego ekranu. Nie mam o to pretensji, nie mam żalu... Nie, nie mam żalu absolutnie, co nie znaczy, że nie należy przemycać tak. (…) Inna jest rola w tej chwili teatru, inna była w latach 80-tych, inna była w latach 60-tych, każda dekada ma dla siebie jakąś rolę i w przypadku sztuki tak samo jest, tak samo jest z teatrem. Teatr zupełnie inną rolę pełni, myślę, że bardziej taką... bardziej służebną, w sensie rozrywki. [DK – średnie miasto]

Z kolei próbując realizować funkcje edukacyjne, przedstawiciele domów kultury narzekali, że choć starają się zapraszać różne teatry, to jednak m.in. względy finansowe powodują, że zwykle mogą to być jedynie przedstawienia bardzo kameralne (np. monodramy). Tymczasem spektakle na wysokim poziomie artystycznym, ale posiadające zwykle większą obsadę – okazywały się bardzo kosztowne jak na warunki często niewielkich sal domów kultury, a ceny biletów na takie wydarzenia – dla wielu po prostu nieosiągalne. W tej sytuacji jedyną szansą na kontakt publiczności z ambitniejszymi współczesnymi teatrami pozostawał wyjazd do większego miasta.

Borykamy się z problemami utrzymania bazy, stanu posiadania. A już brakuje… bo już oczywiście rzecz taka ambitna, artystyczna, nie da się za bardzo komercyjnie sprzedać. (…) Bilety by musiały - żeby to się samo sfinansowało w naszej małej sali, gdzie mamy 150 osób, no powiedzmy sto ileś tam złotych [kosztować]. To nie są koszty w naszym środowisku, gminie głównie rolniczej - nie byłoby chętnych w takiej ilości na jakieś tam wydarzenie kosztujące kilkaset złotych. [DK – małe miasto] Natomiast bardziej wymagające produkcje nie mają szans na tym rynku. Od wielu, wielu lat już próbujemy pokazywać te bardziej wartościowe spektakle, ale też nie jesteśmy do końca konsekwentni. No jakby wynika to z potrzeb rynku, tak? I od tego, że ten rynek jest tak trudny, że po prostu czasami się zniechęcamy do pokazywania rzeczy, które - no mówiąc kolokwialnie - nie przydadzą się tutaj. A poza tym też produkcje teatralne są szalenie drogie. Nawet jakieś małe formy teatralne są no tak kosztowne, że później nas zabijają ceny biletów, no i brak jakby wystarczającej frekwencji, żeby chociażby pokryć koszty danego wydarzenia. [DK – średnie miasto]

Zdarzali się jednak respondenci znajdujący pewne zalety nieposiadania lokalnego profesjonalnego teatru. Upatrywali oni w tym szansę na przedstawianie wielu różnorodnych przedstawień z renomowanych ośrodków i widzieli w tym większe korzyści dla edukacji kulturalnej młodzieży.

Piła jest miastem, które nie ma teatru. Przy takiej wielkości to… myślę sobie, że nawet dobrze, że nie ma teatru, dlatego, że możemy pozwolić sobie na sprowadzanie bardzo różnych spektakli: niezłych, dobrych. Pewnie byłoby o wiele lepiej, gdyby było takie wsparcie w postaci mecenatu samego państwa. [DK – średnie miasto] Myślę, że dla uczniów ciekawiej jest od czasu do czasu wyjechać na taki dobry teatr profesjonalny aniżeli oglądać średniej (westchnienie) jakości przedstawienia. [N- średnie miasto]

W mniejszych miastach sporą rolę odgrywały także lokalne teatry amatorskie – głównie szkolne oraz działające w domach kultury (młodzieżowe, studenckie, seniorów). Zdaniem nauczycieli i osób związanych z instytucjami kultury, obserwowany w ich miejscowościach rozkwit lub upadek teatrów amatorskich miał wpływ na lokalne życie teatralne: kształtowanie nawyków i stopniowe przyzwyczajanie odbiorców do pewnych eksperymentów z formą, scenografią itd.

Oczywiście jest tam jakoś, no staramy się, żeby to było wszystko jakoś tam teatralne. Natomiast nie bardzo przesadzone, bo my naprawdę tutaj powolutku sobie urabiamy tą publiczność. To było takie też założenie od początku, że my nie wystartujemy z czymś, co będzie kompletnie niezrozumiałe i co będzie mówić takim językiem, no nie wiem, czysto formalnym (…). [N - małe miasto] Często podkreślano, że teatr amatorski przygotowuje świadomych odbiorców, a młode osoby „łapią w ten sposób teatralnego bakcyla” (to określenie pojawiało się podczas wywiadów wielokrotnie). Osłabienie działalności teatrów amatorskich w miejscowościach, w których brak też było teatru repertuarowego, negatywnie odbijało się zdaniem naszych respondentów na kompetencjach młodzieży. Jak ujęła to jedna z przedstawicielek domu kultury: To znaczy trudno powiedzieć co ich odciąga, bo w tej chwili to właśnie brakuje takiego bodźca, który by ich przyciągał. Tego teatru jest za mało. [N - średnie miasto].

Biorąc pod uwagę wymieniony wyżej kontekst, problemy finansowo-organizacyjne dotyczyły przede wszystkim trzech kwestii:

(1) Po pierwsze, dużą barierą dla widzów były wysokie ceny biletów na spektakle teatralne. Choć argument ten bywa czasem nadużywany, to jednak w opinii naszych respondentów nader często właśnie tytuły warte polecenia młodzieży były tak kosztowne, iż praktycznie uniemożliwiało to im uczestnictwo w danym wydarzeniu kulturalnym. Szczególnie widoczne było to w przypadku niektórych festiwali teatralnych odbywających się poza Poznaniem, dzięki którym pojawiali się tam uznani twórcy z całej Polski. Nauczyciele ubolewali jednak, iż bilety kosztujące nawet powyżej 100 zł skutecznie odstraszały sporą rzeszę ich uczniów.

(…) na to ja nie organizuję wyjść dlatego, że bilety są z za długimi kolejkami. A w tym roku nie było kolejek, bo ceny są tak wysokie. [N-średnie miasto] Jeżeli bilet kosztuje 140 zł albo 150, no to jest po prostu dla niektórych, dla bogatych snobów. Młodzież przychodzi, stoi, może są wejściówki, może nie. Tak, że ta bariera finansowa w tej chwili naprawdę jest istotna – bo wtedy można zobaczyć wielki teatr z całej Polski i nie tylko. [N2 – duże miasto] Bywały takie lata, że dyrektor był bardzo otwarty dla młodzieży i wtedy na takie wejściówki wchodzili sobie za 10 złotych. I praktycznie gdzieś tam siadali, przycupnęli na schodach, na poduszce, i tak dalej, ale mogli wszystko obejrzeć. Natomiast no w tej chwili, no staje się to dużym problemem.(…) Także zainteresowanie na pewno jest i szkoda, że właśnie jakby kwotowo nie chcą tutaj tego zrozumieć ludzie zawiadujący to instytucją. No to jest edukowanie ich dorosłego widza: wiadomo, że jeżeli teraz ma taki nawyk to później, jeżeli będzie już zarabiał, to on znajdzie tą kwotę, żeby pójść na to przedstawienie, prawda? [N1 – duże miasto]

Wiele instytucji kultury rozumiało jednak potrzebę zachęcania do teatru osób młodych i starało się oferować tej grupie atrakcyjne zniżki (np. „poducha dla ucznia i studenta”, wejściówki zamiast biletów) czy organizując nawet specjalne „premiery z legitymacją”, a także wychodzić z przedstawieniami w przestrzeń miejską, właśnie po to by poszerzyć grono potencjalnych odbiorców (por. spektakle uliczne w kilku badanych miastach). Z drugiej strony, niektórzy uważali, że lepiej, by bilety kosztowały symboliczne kilka złotych, niż by były rozdawane za darmo. Dzięki temu, ich zdaniem, można przyciągnąć odbiorców, którzy do tej pory nie wybierali się na poważniejsze spektakle, a jednocześnie wyrabia się w nich nawyk, że za sztukę (również taką, w której nie występują znani aktorzy) trzeba płacić. Co ważne, koszt tego rodzaju uczestnictwa w kulturze zostaje na tyle obniżony, by umożliwić nieskrępowany ograniczeniami finansowymi wybór między innymi formami spędzania wolnego czasu.

Ja mogę nawet zrobić ten spektakl za darmo, ale za darmo to się i nie szanuje i aktora, i nie szanuje się widza, i nie szanuje się samego siebie, nie chce się nikomu przyjść. Ktoś myśli wówczas, że: „to, to jest jakieś byle jakie”, „to chyba już są zdesperowani, że tak proponują”. (…) Trzeba tak to proponować, żeby Ci ludzie... to jest kwestia wyboru: czy pójdę na piwo z kolegami, czy kupię sobie nową grę, czy wybiorę jakiś inny sposób spędzenia wolnego czasu. [DK- średnie miasto] No tak, to jest po prostu żenada, żeby 10 złotych kosztował bilet. Ja tego nie mogę nawet po prostu wypowiedzieć. Że ja robię bilet za 10 złotych. [opowiada o spektaklu w ramach projektu Teatr Polska, realizowanego przez Instytut Teatralny] (…) ale niestety za 20 czy 15 złotych już bym tego nie sprzedała. Jednak 10 złotych to jest ta cena, którą ktoś powie: „No dobra, 10 złotych to już nie jest takie…”. (…) Ale na Muchę za 150 zł tak. [DK – średnie miasto]

(2) Drugim problemem finansowo-organizacyjnym, z którym borykają się przede wszystkim osoby mieszkające w mniejszych miejscowościach – są uciążliwe i kosztowne wyjazdy do dużych ośrodków, w których znajdują się instytucje kulturalne. Nauczyciele i instruktorzy teatralni zwracali uwagę, na to, że barierą często nie jest wówczas sama cena biletu, ale spory koszt całej tego rodzaju wycieczki. Jeden z nauczycieli wspominał, iż to właśnie wysoka cena wynajęcia autokaru spowodowała, że nie udało mu się namówić rodziców uczniów, by sfinansowali wyjazd na – jego zdaniem znakomity i świetnie zagrany – spektakl do Poznania. Polonistka z innego wielkopolskiego miasta zauważała, że choć udaje się jej zorganizować wyjście na wieczorny spektakl w Poznaniu, to jednak w dzisiejszych czasach nie zdarza się jej już zabrać młodzieży na przedstawienie w Warszawie. Przyczyn tego stanu rzeczy upatrywała w rosnącej biedzie ludzi ze swojej miejscowości (Naprawdę tutaj bieda jest większa chyba niż w większym mieście, mi się wydaje, mniejsze możliwości pracy i tak dalej. To trzeba zrozumieć [N- małe miasto]). Wypowiedzi nauczycieli wskazują, iż zorganizowanie szkolnej wycieczki do teatru w innym mieście wiąże się też ze sporym wysiłkiem organizacyjnym, wykonywanym poza ich czasem pracy . Pedagodzy wskazywali, iż napotykają trudności z rezerwacją biletów dla większej grupy czy zapewnieniem transportu (niektórzy korzystali w tym celu z pomocy biur podróży). Zorganizowanie wyjazdu do teatru oznaczało dla nauczycieli także często konieczność wcześniejszego umieszczenia go w programie wychowawczym i uzyskania zgody od rodziców nieletnich (zwłaszcza, gdy był to spektakl dla widzów dorosłych i zawierał np. sceny nagości), a także wzięcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo i zachowanie uczniów w teatrze. Wszystkie te czynniki zniechęcały wielu nauczycieli nawet bardziej niż koszt takiego przedsięwzięcia.

No, albo są tacy, którzy mówią, że no oni niekoniecznie z młodzieżą, bo się nie chcą szarpać. Oni jak mają na teatr ochotę, to pojadą z mężem, narzeczonym… Ale niekoniecznie z młodzieżą, bo to ich w ogóle nie bawi. No, mają się jeszcze szarpać z nimi, tłumaczyć „abc” jak się zachować. [N – małe miasto] (…) to jest kwestia dostępności biletów i pieniędzy. Bo ja akurat jakby nie mam z tym problemu, bo jestem zaprawiona w bojach, ale wiem, ze jest dużo osób, które zniechęca się w momencie, kredy musi dwa miesiące wcześniej zamówić bilety do teatru. Nie wszyscy lubią np. stać po wejściówki za 10 zł (…) No i cena. Cena czasem. Cena w dużej mierze. Jeżeli się dobrze orientujesz, to kupisz tanie bilety, ale jeżeli się nie orientujesz i kupisz bilet normalny, to to jest bilet, który przekracza dwukrotnie wyjście do kina. [T2 – POZNAŃ]

Mimo tych trudności pracująca w teatrze respondentka z Poznania opowiadała, że ma nawet wrażenie, iż grup szkolnych spoza Poznania jest więcej, co tłumaczyła większym poczuciem odpowiedzialności nauczycieli z małych miejscowości za kontakt ich uczniów z teatrem w sytuacji, gdy nie jest on łatwo dostępny . Wskazywała także, że dzięki dobrej organizacji – uzyskaniu dofinansowania od szkoły czy nawet gminy – nawet uboższa młodzież może uczestniczyć w spektaklach.

(…) jeżeli chodzi o że tak powiem, casus małych miejscowości, to po tych doświadczeniach, które ja mam tutaj w teatrze, to mogę tylko powiedzieć tyle, że chcieć to móc. (…) wiem, że ta bariera jest też barierą finansową, jestem w stanie sobie wyobrazić, że jak jest młody człowiek, który mieszka naprawdę 100 km od Poznania i nie ma teatru w swojej miejscowości i jest jeszcze w trudnej finansowo sytuacji, no to on naprawdę, w sensie takim czysto pragmatycznym, ma ogromny problem, żeby do tego teatru się dostać, że to jest faktycznie coś dosłownie mu niedostępnego. Natomiast mamy też, znamy tutaj w teatrze wielu nauczycieli, którzy jakby począwszy od tego pomysłu, żeby młodzieży teatr pokazywać, bardzo konsekwentnie realizują swoje działania i znajdują takie możliwości, żeby dzieciaki tutaj przywieźć do nas. Czasami jest to współpraca z jakimś komitetem rodzicielskim, czasami jest to współpraca z radą szkoły, czasami jest to współpraca z gminą i pozyskiwanie środków z takich miejsc. Więc ja myślę, że to też nie jest tak, że te osoby z mniejszych miejscowości są skazane na taki niebyt teatralny. To znaczy, wydaje mi się, że to jest wszystko kwestia tego, jak się pewne rzeczy zorganizuje. [T1 – POZNAŃ]

(3) Po trzecie wreszcie, trudności finansowe dotyczyły osób odpowiedzialnych za zarządzanie teatrami, domami kultury czy szkołami. Jak wynikało z wypowiedzi naszych respondentów, w ich codziennej pracy bardzo często muszą oni stawiać czoła trudnym dylematom i podejmować decyzje, dotyczące sfinansowania warsztatów teatralnych, scenografii, kostiumów dla koła teatralnego czy wystawienia wartościowej choć kosztownej sztuki na deskach swojej sceny. Nierzadko szło to w parze z trudnością utrzymania się w ramach sztywno zaplanowanego i często niewielkiego budżetu czy problemami z przyciągnięciem większej liczby odbiorców. Niektórych te sytuacje motywowały do poszukiwania kolejnych źródeł dotacji i finansowania (np. prywatnych sponsorów, wyszukiwania specjalnych programów ministra czy urzędu marszałkowskiego, nawiązywania współpracy z innymi ośrodkami itd.). Bardzo chwalony i uważany za idealnie wpisujący się w potrzeby wielu domów kultury, był program „Teatr Polska” Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie. Dla wielu niewielkich centrów kultury była to jedyna szansa w roku na to, by pokazać „prawdziwą” sztukę (często o spektaklach pokazywanych w ramach TP mówiono właśnie w ten sposób), na którą nie mogliby sobie pozwolić bez tego projektu.

Dlatego ta wspaniała inicjatywa, Teatr Polska gdzie możemy zobaczyć żywy, personalny teatr - nie ten, na które szkoły wyjeżdżają przy okazji, nie wiem, żeby odwiedzić McDonald i coś tam jeszcze. By jeszcze intelektualna przygoda w tym jeszcze była. (…) To dla nas też jest to wielkie wydarzenie, wielkie święto i prawdziwa kultura. Wtedy to człowiek osobiście się czuje, że pracuje w tej branży kulturalnej. Jeśli ma taką rzecz, którą może zaproponować młodym ludziom. [DK - małe miasto]

Chwalono też pomysł współpracy z Urzędem Marszałkowskim, by na preferencyjnych warunkach pokazywać spektakle z wielkopolskich instytucji kultury dotowanych przez ten urząd. Niektórych jednak trudności finansowe zniechęcały do ryzykownej, nie przynoszącej dochodów działalności.

Omawiane przykłady obrazują, jak wielka jest potrzeba współpracy między różnymi ośrodkami i tworzenia projektów obniżających koszty, a tym samym ułatwiających dotarcie ze spektaklami o charakterze artystycznym (a nie tylko komercyjnym) do widzów w mniejszych miejscowościach. Powyższe sytuacje pokazują także, jak kluczową rolę pełni osobowość i poczucie misji nauczycieli oraz dyrektorów placówek kulturalnych. Ich zaangażowanie sprawiało, iż często – kosztem własnego życia rodzinnego, czasu wolnego i środków – byli gotowi szukać rozwiązania dla wielu problemów finansowych i organizacyjnych, na które napotykała młodzież pragnąca uczestniczyć w życiu teatralnym. Wielu instruktorów teatralnych za darmo, w weekendy prowadziło próby szkolnych teatrów czy pomagało młodzieży w przygotowaniach do egzaminów do szkoły teatralnej. Choć tak heroiczne postawy z pewnością budzą optymizm, to warto jednak pomyśleć o bardziej systemowych rozwiązaniach opisywanych tutaj problemów. Jak zauważył jeden w badanych: (…) znaczy pasja, w którymś momencie... nam akurat jakoś nie mija jeszcze, zapaleni jesteśmy. No, ale w którymś momencie pasja się kończy pod naporem twardej rzeczywistości. I to jest problem, no problem finansowy [N – małe miasto]

Alternatywy i szkodliwe mity o teatrze

Kolejnym czynnikiem, który bardzo często wskazywany był przez przedstawicieli instytucji edukacyjnych i kultury jako element odciągający młodzież (i nie tylko) od teatru dotyczył bogatej oferty alternatywnych sposobów spędzania czasu wolnego. Nasi respondenci wspominali, że w dzisiejszych czasach diametralnie zmieniła się pozycja domów kultury – dawniej były one jednym z głównych miejsc, w których można było np. uczestniczyć w koncertach muzyki młodzieżowej. Obecnie natomiast paleta wyboru aktywności pozaszkolnych jest znacznie szersza, a do rywalizacji o uwagę młodych widzów dołączyły także multimedia, zwłaszcza internet. Generalnie zatem jako konkurencyjne dla teatru wyróżniano (a) rozrywki związane z wyjściem z domu (np. koncerty w klubach, imprezy sportowe, coraz bardziej nowoczesne kina – 3D itd.) oraz (b) atrakcyjne sposoby spędzania czasu w domu (np. granie w gry komputerowe, spędzanie czasu w przestrzeni wirtualnej itd.). Niektórzy badani zauważali, że w ich mieście problemem jest w ogóle wyciągnięcie odbiorców (nie tylko młodych) z domu i w takim stylu życia upatrywali bariery dla rozwoju uczestnictwa w życiu teatralnym . Inni wskazywali, że uczestniczenie w zajęciach teatralnych może być dobrym sposobem na odciągnięcie młodych od komputerów, na to, by nie uciekali oni za mocno w świat wirtualny.

Ludzie dzisiaj są wygodni i w zasadzie funkcjonują z tym, co mają w domu, czyli z DVD czy z laptopem, czy z grą komputerową. No właściwie teatru nie potrzebują i to jest problem (…). Ta nowoczesność – nie jestem oczywiście wrogiem - natomiast no jest zagrożeniem o tyle, że to jest… pewnego rodzaju wyssanie z tego co jest sztuką wyższą, co jest innym sposobem bycia poza światem wirtualnym. I to mnie niepokoi. [N2 - duże miasto]

Wielu respondentów mających na co dzień kontakt z młodymi zaznaczało, iż przy dużym obciążeniu nauką, korepetycjami i różnorodnymi zajęciami dodatkowymi (zwłaszcza młodzieży z dość zamożnych środowisk społecznych) oraz dojazdami na nie (co stanowiło ogromny problem dla sporej – jak się okazało – rzeszy z okolicznych wiosek ) - uczniom szkół gimnazjalnych i średnich po prostu może nie starczać czasu na teatr.

(…) młodzież jeszcze ta ucząca się w szkołach średnich jest tak obwarowana zajęciami, że nie ma czasu na to, by w tych zajęciach uczestniczyć. A poza tym są to bardzo często osoby dojeżdżające, które muszą pokonać jakąś ilość kilometrów po to, by dotrzeć do szkoły. [N- średnie miasto] (…) czasami jest z kolei tak, że takie dziecko, które ma jakąś ogromną mnogość propozycji, która może też wynikać z tego, że jest bardzo dobre, rodzina jest z bardzo dobrej finansowej sytuacji... Jakby sama ta ilość, ten natłok propozycji powoduje to, że jakby ten teatr jest może czasami wybierany, a może bardzo rzadko. Że jest tego wszystkiego po prostu za dużo dla młodego człowieka na tyle, żeby mógł się zorientować, co go tak naprawdę zainteresuje. [T1 - POZNAŃ]

Warto tu podkreślić pragmatyzm sporej grupy młodzieży. Wydaje się, że dominujący dyskurs, podkreślający problem bezrobocia wśród młodych absolwentów kierunków humanistycznych i liczne kampanie zachęcające do wybierania „praktycznych” kierunków (za które powszechnie uważano studia inżynierskie, medyczne czy prawnicze) nie pozostał bez wpływu na młodzież. Jak zauważyła jedna z nauczycielek języka polskiego: Nauki humanistyczne nie są w tej chwili na świeczniku , dlatego część z jej uczniów wychodziła z następującego założenia: „lubię czytać książki, ale pójdę na prawo, bo z tego będzie kasa” [N – małe miasto]. Wielu naszych młodych respondentów wypowiadało się w podobnym tonie (por. analiza wywiadów z młodzieżą) – nawet jeśli zainteresowali się teatrem czy nawet skrycie marzyli o studiach reżyserskich lub aktorskich, priorytetem była dla nich nauka „przydatnych” przedmiotów.

Jeszcze inni nasi respondenci podkreślali, że dzisiejsze bogactwo ofert sposobów spędzania wolnego czasu wymaga podejmowania wielu wyborów – a tutaj na przeszkodzie często stało to, że młodzież miała niezbyt pozytywne wyobrażenie o teatrze.

Ja nie chcę tutaj wygłaszać żadnych moralistyk, że komputer, że media, że telewizor, nie. Myślę, że właśnie to kolosalne bogactwo życia jest, jest tym, z czym się należy mierzyć i no problem polega na wyborze. [DK - małe miasto] (…) współczesna rzeczywistość młodych ludzi jest tak naprawdę bardzo atrakcyjna na wielu płaszczyznach i to powoduje, że ta płaszczyzna teatralna, która siłą rzeczy jest bardziej kojarzona z jakimś takim bardziej tradycyjnym ujęciem, czy żeby nie powiedzieć z jakąś „konserwą”, że to ma problem też, żeby się przebić w świadomości młodego człowieka. [T1 – POZNAŃ] Pedagodzy i osoby związane z instytucjami kulturalnymi zwracały uwagę, że dość rozpowszechnione wśród części młodzieży jest przekonanie, że teatr jest nudny, archaiczny, zbyt elitarny, nie dla nich, bezsensowny, a wręcz „obciachowy”. Co więcej, ten stereotyp bywa przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jedna z nauczycielek przytaczała wyniki ankiety, którą przeprowadziła w swojej klasie: wśród 32 uczniów 9 uwielbiało teatr, natomiast reszta bardzo rożnie. Niektórzy bezpośrednio: nie lubię teatru, nie interesuje mnie to, teatr jest nudny itd. [N - średnie miasto]. (…) teatr może im się kojarzyć z czymś starym, passe, w ogóle od czapki, tak. W ogóle bez sensu i nudny. [DK – średnie miasto] „Gdzie byłeś?”,” No w teatrze”. „Hahaha! To czas zmarnowałeś. W teatrze byłeś? No nie no… chyba cię zmusili” [N2 - duże miasto] Przede wszystkim, i to na pewno, stereotyp, że teatr jest nudny. I to na pewno. I ten stereotyp dawno - moim zdaniem - znaczy, nie totalnie, ale w dużej mierze na pewno [jest] nieprawdziwy, powielany niezależnie od tego, czy ktoś chodzi do teatru, czy nie. To jest bardzo ciekawe, że to jest stereotyp dziedziczony (śmiech). (…) dodając do tego takie ogólne mniemanie o teatrze jako sztuce wysokie, czy sztuce trudnej, dodaje jakby dodatkowe… staje się dodatkową barierą, przez którą… ktoś ci musi podać rękę, żebyś ten próg przeszedł po prostu. [T2 - POZNAŃ]

Nauczyciele wspominali, iż o wiele łatwiej przekonać im swoich uczniów do ambitnych filmów artystycznych niż do teatru. Generalnie jednak przyznawali oni, że w ich klasach nigdy nie brakuje chętnych na wyjście do teatru , a tylko poszczególni uczniowie otwarcie protestują. Co ciekawe jednak i bardzo optymistyczne, czasem pod wpływem udziału w spektaklu zmieniali oni zdanie.

Mam w klasie jedną dziewczynkę, postanowiłam na razie z nią nie dyskutować. Tym razem to powiedziałam, ale i tak mnie – powiedzmy - przechytrzyła, że ona nie idzie do teatru, ona nie lubi. Ona już była i spróbowała, i to jest w ogóle dla niej straszne wysiedzieć tam. I że ona prosi, żebym ja ją zwolniła z tego. Ja mówię, dziecko, ja cię nie zwolnię. No to co: zachorowała. Nie przyszła do szkoły dzisiaj, po co ma się tłumaczyć… [N - małe miasto] Jeden chłopiec to w ogóle jak usłyszał ode mnie, bo akurat uczyłam jedną klasę, że on nie chce iść do teatru i dlaczego go się zmusza, bo on ma złe doświadczenia. Ja mówię: a na czym byłeś i kiedy? Yyyyy - próbuje sobie przypomnieć - potem z trudem uświadamia sobie, że to nie było w teatrze, tylko w Centrum. Coś tam przyjechało, że to były chyba jakieś legendy. No to ja mówię: „Wiesz, no na podstawie takiego jednego doświadczenia, żeby od razu zanegować, że wszystko jest nieciekawe, no to podziwiam”. Później właśnie też tam się to spodobało, że po przekonał się jednak, że ten przybytek też warto odwiedzać. [N1 - duże miasto]

Nieco trudniejsza sytuację pod względem liczby chętnych do udziału w zajęciach teatralnych odnotowywano w niektórych domach kultury (choć nie we wszystkich). Kilka młodzieżowych teatrów musiało nawet zakończyć swoją działalność z powodu braku zainteresowanych. Jednocześnie jednak okazywało się, że teatry działające w szkołach nadal są popularne wśród uczniów. Wydaje się zatem, iż problemem może być nie zniechęcenie do grania w amatorskich zespołach dramatycznych, ale raczej wizerunek lokalnych centrów kultury wśród osób młodych.

Wie Pan, kto jest najbardziej aktywny? Seniorzy, seniorzy w każdej dziedzinie, nie tylko Uniwersytet Trzeciego Wieku, nie tylko działalność w klubach, no, bo równie dobrze mógłbym zadać pytanie dlaczego młodzi nie chodzą na ceramikę, dlaczego młodzi nie uczestniczą w innych zajęciach, które my też proponujemy… nie wiem. Właściwie chyba, chyba są leniwi. [DK - średnie miasto] Rozmawiałam z panią, która prowadziła tam [w Młodzieżowym Ośrodku Kultury] zajęcia, że nie ma ludzi. Ciągle bazowała już na takich dorosłych praktycznie, którzy pokochali to, pracowali i teraz jeszcze, mimo, że już mają rodziny, pracują zawodowo, potrafią się zabawić w ten teatr. Właściwie z nich korzysta. Natomiast jeżeli chodzi o nowych ludzi, no to ma bardzo duży kłopot, żeby zwerbować nową ekipę. (…) Ja nie wiem, ja mam inne doświadczenia, bo ja wręcz przeciwnie. [N1 - duże miasto]

Brak lub źle prowadzona edukacja kulturalna

Bardzo silnie podkreślaną przez wielu respondentów barierą w kontaktach młodzieży z teatrem był brak lub źle poprowadzona edukacja kulturalna. Zwykle na problem ten nakładało się kilka różnych płaszczyzn zaniedbań. Po pierwsze, zwracano uwagę, że tylko nieliczna grupa młodzieży wyniosła zainteresowanie teatrem z domu, bo rodzice zazwyczaj nie prowadzili na przedstawienia swoich dzieci. Taką postawę uzasadniano zabieganiem i dużym obciążeniem pracą, ale też brakiem nawyków uczestnictwa w kulturze wśród osób dorosłych. Zarówno jednak respondentka z Poznania, jak i z mniejszego miasta zauważały, że trend ten zaczyna się nieco zmieniać (zwłaszcza w grupie osób zamożnych oraz wykształconych) i obserwują one coraz większe zainteresowanie teatrem dla dzieci. Warto zauważyć, że oferta teatralna w tym zakresie ciągle rośnie. Dotyczy to w największym stopniu Poznania, ale też powoli – i nie bez problemów – pojawia się w mniejszych miejscowościach (wspominano m.in. o ofercie Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, ale także o programie Instytutu Teatralnego „Lato w teatrze”, realizowanym w kilku badanych miejscowościach). W związku z nieco wolniejszym rozwojem teatru dziecięcego w mniejszych miastach pojawiały się postulaty, by również w ramach programu Teatr Polska pojawiało się jeszcze więcej spektakli przeznaczonych dla najmłodszych odbiorców.

(…) bardzo mało ludzi chyba jednak jeszcze cały czas jest wychowywana do zainteresowania teatrem. I chyba to jakbym to powiedzieć jakoś tak paradoksalnie trochę, to moim zdaniem tą podstawową barierą jest to, że młodzi ludzie o tym teatrze nie wiedzą, ale w tym sensie, że nie poszukują po prostu informacji na ten temat. Że często im się wydaje, że ten teatr, to jest jakaś taka odległa instytucja nie dla nich, że np. byli wychowywani w takich domach, w których się do teatru nie chodziło (…) widzę jak to się bardzo zmienia i zmienia się na lepsze, tzn. że przez to, że w Polsce zaczął być też... jest coraz popularniejszy ten nurt teatru dla bardzo małych dzieci dla najmłodszych, czy młodszych, czy po prostu małych widzów. Widzę coraz większe zainteresowanie szczególnie w grupie młodych ludzi, którzy mają powiedzmy swoje bardzo małe pierwsze dzieci. Widzę, że to zainteresowanie teatrem się bardzo mocno uruchamia, że jest to po prostu jakiś jeden ze sposobów na spędzenie czasu z dzieckiem, który może być bardzo atrakcyjny, bardzo rozwojowy. Rodzic ma wtedy poczucie, że to jest też jakby dobre dla rozwoju tego dziecka. I jest dosyć duża grupa rodziców, którzy się tym interesują i myślę, że to jest dobry kierunek. Tzn. że te dzieci, które od początku mają taki rodzaj zainteresowania zaszczepiane, będą później automatycznie też tego szukać. [T1 - POZNAŃ]

Nauczyciele podkreślali jednak, że choć rodzice sami nie prowadzą dzieci do teatru i czasem trudno ich przekonać, by wybrali się do niego razem ze swoimi ze swoimi pociechami , to jednak zwykle zgadzają się i wspierają działania inicjowane przez szkołę w tym zakresie.

Na różnych poziomach uczyłam szkół i zawsze było to otwarte nastawienie, pozytywne, pochlebne, że tak powiem i z aprobatą. [N-średnie miasto]

W związku z niewielką wiedzą o teatrze wyniesioną przez uczniów z domu (zarówno nauczyciele, jak i przedstawiciele instytucji zgadzali się, że jest ona zwykle zerowa), a także - często - ich niewielkim oczytaniem, odbiór i umiejętność rozmawiania o spektaklach pozostawała zwykle na poziomie intuicyjnym. Ciężar zapoznania ich, zainteresowania i nauczenia języka teatru spada w tej sytuacji zwykle na szkołę.

Że kompetencje kulturowe wyniesione z domu są tak małe, ze trzeba pokazywać, trzeba wszystko pokazać. Wszystko. I nie spodziewać się, że dziecko cokolwiek wie. [N - średnie miasto] [o dyskutowaniu po spektaklu] Ponieważ nawet tego trzeba nauczyć. Naprawdę! Bo jak my zaczynamy rozmowę o filmie czy o czymś (…) to są naprawdę żenująco śmieszne recenzje typu: „Fajnie było”, „No, podobało mi się, ale tamten aktor to mi się nie podobał”. „A dlaczego ci się nie podobał?”. „No, taki był dziwny”. I to jest ich język, prawda. Żeby z tym językiem jakoś sobie poradzić i zaczęło, żeby to rzeczywiście zaczęło się coś dziać, to trzeba przeprowadzić regularną lekcję. O kompozycji, prawda, o tym jak scena jest zagospodarowana, prawda, na co położono akcent, jakimi symbolami operowano w tym spektaklu, jak je rozumieją… Oni tego w pierwszym odruchu… potem dopiero jest, „A! No właśnie!” (…) że to tak od początku to nie, bo oni nawet nie wiedzą co jest do dyskusji w tym temacie. [N - małe miasto]

Zachęcanie do teatru przez szkołę ma jednak cały szereg złych stron. Po pierwsze, może młodzieży kojarzyć się z przymusem , przykrym obowiązkiem, a w dodatku powoduje specyficzne poczucie rozdwojenia (co innego przekazuje się w domu, co innego w szkole).

(…) brak edukacji od dziecka, takiego chodzenia rodzinnego, tylko ze szkołą, więc to jest ustawione tak: robię co innego w szkole, co innego w domu. Już taki podział życia. Druga rzecz, że uczniowie mają dużo ciekawych rzeczy, którymi się zajmują niezależnie od szkoły i nie chcą już się angażować w więcej. (westchnięcie) Zmęczenie szkołą. Teatr im się kojarzy ze szkołą, bo muszą przerabiać teksty teatralne. [N – średnie miasto]

Po drugie, przerzucenie odpowiedzialności za zapoznanie młodzieży z teatrem na szkołę jest w dzisiejszych czasach dość ryzykowne. Niemal wszyscy nauczyciele, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać zwracali uwagę, iż zmiany w programie nauczania nie sprzyjają zachęcaniu młodzieży do uczestnictwa w kulturze. Nauczyciele języka polskiego i wiedzy o kulturze oraz szkolni instruktorzy teatralni z zaniepokojeniem obserwowali rosnącą tendencję do wycofywania się z ról wychowawczych i traktowanie szkół jako „fabryk” absolwentów posiadających określoną wiedzę. Respondenci opowiadali, iż na skutek reformy szkolnictwa i podzielenia na okresy 3-letnie gimnazjum oraz liceum, program jest przeładowany. Choć jego plusem jest możliwość swobodnego przesuwania określonych tematów (np. w związku z wyjściem na spektakl „Ferdydurke” jedna z nauczycielek omówiła dzieło Gombrowicza już w pierwszej klasie), to jednak szczególnie mocno krytykowano nacisk na rozwiązywanie testów i szablonowe myślenie. Chwalono za to przywrócenie przedmiotów artystycznych, ale podkreślano, że 3-letni okres nauczania w liceum (a w przypadku przedmiotów artystycznych tylko roczny lub 2-letni), nie sprzyja wyrobieniu nawyków uczestniczenia w kulturze.

Nawet jeżeli cokolwiek zrobiliśmy z tą młodzieżą, to ona na przestrzeni trzech lat, w trzeciej klasie, powiedzmy sobie już nie ma czasu na to. (…) nawet w drugiej klasie program jest przeładowany, mnóstwo przedmiotów, w związku z tym no są takie trudności. (…) to jest bariera, która pokutuje, no 3-letnie liceum, 3-letnie gimnazjum, program niesamowicie przeładowany i jeszcze teraz realizujmy wszystkie zainteresowania. Przecież to nie są jedyne, tak? [N - średnie miasto] Trochę będę złośliwy, ale dzisiaj szkoła kształci rozwiązywaczy testów (…). Czyli właściwie wychowujemy młodzież poza kulturą, poza religią, poza etyką, poza tradycją. Są oderwani. Oni są zawieszeni w próżni. [N2 - duże miasto]

Z doświadczeń nauczycieli wynikało również, iż wymóg rozliczania się z każdej godziny realizowania podstawy programowej (tak, by zgadzała się z ilością wyznaczonych godzin) miał często skutek przeciwny do zamierzonego – tłumił inicjatywę i aktywność pedagogów. Jedna z respondentek opowiadała, że problemem był np. zbyt długi czas poświęcany na zaprowadzenie uczniów do domu kultury, w którym realizowany jest program edukacji filmowej.

Zwłaszcza w pierwszych klasach, kiedy się nas co do godzinki rozlicza, ile przeznaczyliśmy czasu na realizację podstawy programowej.(…) Niestety ale to się nijak ma do życia. To jest właściwie coraz gorzej. Coraz gorzej, bo jeszcze tam powiedzmy parę lat wstecz mieliśmy więcej czasu, teraz z programami szkolnymi robi się tak, że nikt na nic nie ma czasu. (…) Powoli szkoła zaczyna być miejscem, które niewiele ma wspólnego z kulturą. Mamy przygotować do egzaminu. [N - małe miasto] (…) po prostu jesteśmy w takim momencie edukacyjnym gdzie wszystko mierzymy. Nie liczy się rozwój osobowości w sumie, a liczą się wyniki testów. No i to jest taki bat na szkołę. My i tak staramy się robić bardzo dużo, nie licząc się z głosami sprzeciwu nauczycieli czasami określonych przedmiotów, że im przepadają lekcje i później nie mogą zrealizować programu [w związku z wyjściem z klasą do teatru, na wystawę itd.]. (...) To trzeba w pewnym momencie dostrzec, że kształcimy człowieka, a nie trybik w maszynie. [N - średnie miasto]

Po trzecie, zdaniem naszych respondentów problematyczna była także formuła nauczania kultury w szkołach średnich. Jedna z nauczycielek podkreślała zbyt obszerny jej zdaniem program obejmujący różne dziedziny sztuki od architektury po film, realizowany w wymiarze jednej godziny tygodniowo. Zdaniem innej respondentki, jeszcze większym problemem była nadmierna werbalizacja nauczania (kładzenie akcentu na słowa, a nie oglądanie, odgrywanie, przeżywanie itd.), przywiązywanie wagi do teorii, nawet jeśli uczniowie nie znali praktyki. Trudno uczyć historii teatru i opowiadać o niej młodzieży, która nigdy w życiu nie była na żadnym spektaklu. Podkreślano także fakt, iż dramaty są pisane do oglądania na deskach teatru, a nie do czytania i „przerabiania” ich podczas lekcji języka polskiego , a możliwość ich przeżycia w teatrze zwykle ułatwiała młodzieży ich zrozumienie i interpretację . Wreszcie zauważano, iż ważne jest nie tylko zaprowadzenie młodych osób do teatru (czy innych instytucji kultury), ale potem również odpowiednio pokierowana (nie narzucająca własnego zdania, ale bardziej podpowiadające pewne tropy) dyskusja o obejrzanych spektaklach.

To znaczy powiem tak, że ja prowadziłam najpierw jako teoretyk, później zobaczyłam, że co ja będę mówić o obrazach jak oni obrazu porządnego nie widzieli? (…) No i coraz bardziej dochodzę do tego, że najpierw [trzeba] wyciągnąć ze szkoły i pokazać ten przedmiot, pokazać spektakl. (…) zrezygnować z tego szkolnego werbalizmu. (…) chciałabym stawiać na to, żeby to było przeżycie, żeby była radość, a nie, że idą do szkoły i: muszę się nauczyć o teatrze, muszę się nauczyć czegoś o tym obrazie. Oglądaj, przeżywaj, a przy okazji zdobywaj wiedzę. [N- średnie miasto] Natomiast chciałabym rozwinąć to, co młodzież poznaje teoretycznie na zajęciach. Bo kiedy mówimy o teatrze instytucjonalnym, pokazać im coś z tej działki, tak? Kiedy mówimy o: Teatr „Ósmego Dnia”, Teatr „Gardzienice”, „Wierszalin” itd. Chciałabym im pokazać ten żywy teatr. [N - średnie miasto] Natomiast jestem też przekonana, że przy tego typu działaniach, jeżeli mają być one skuteczne i faktycznie podnosić kompetencje odbiorcze w zakresie sztuk performatywnych, to to nie może być tylko tak, że przychodzi sobie klasa, która lubi robić teatr i pokazuje to drugiej klasie, która ogląda jak oni zrobili ten teatr. Musi być element… chciałam powiedzieć teraz edukacyjny (uśmiech), jakkolwiek to brzmi, który spowoduje, że z tymi ludźmi się porozmawia. Że oni będą mogli powiedzieć co oni widzieli, co o tym myślą, że oni będą mogli powiedzieć, że np. czegoś nie rozumieją, albo coś im się nie podobało. Albo np. dowiedzieć się na jakiś warsztatach, na jakimś wykładzie, spotkaniu, dlaczego, nie wiem, dlaczego tak to było zrobione, a skąd to się wzięło, a kim jest ten twórca (…), [T2 - POZNAŃ]

Po czwarte, problemem w edukacji kulturalnej jest czasem, niestety, słaby poziom merytoryczny niektórych nauczycieli. Choć wielu z nich jest pasjonatami teatru (czego przykładem byli często nasi respondenci) i z zaangażowaniem edukuje kulturalnie młodzież, to jednak wydaje się, że w wielu szkołach brakuje tego typu osób. Zauważano np. że czasem nauczyciele prowadzący zajęcia z wiedzy o kulturze (WOK) doszkolili się, by mieć pełny etat, uczyli jednak przede wszystkim innych przedmiotów (np. w jednej ze szkół lekcje te prowadził biolog). Okazało się jednak, że problemem może być także zatrudnianie wykwalifikowanych nauczycieli WOK jedynie na kilka godzin zajęć – wykonują oni zwykle wówczas również inną pracę i nie mają czasu na chodzenie z młodzieżą do teatru czy innych instytucji kulturalnych. Narzekano również, że niektórzy pedagodzy sami nie mają nawyku chodzenia do teatru, nie są zorientowani w ofercie teatralnej i nie mają odpowiedniej wiedzy – trudno jest im zatem zainteresować teatrem młodzież.

Natomiast, jeżeli chodzi o stan wiedzy grup, z którymi się tutaj spotykam, zarówno jeżeli chodzi o młodzież, jak i grupy dorosłych, z którymi pracujemy, czyli nauczycieli, najczęściej stan ich wiedzy jest absolutnie zerowy. [T1 - POZNAŃ] Nauczyciele też nie są sami wyedukowani, sami nie jeżdżą, nie interesują się tym. [DK - średnie miasto] Bo to jest tak, jest tam grupa nauczycieli, co chętnie pojedzie do kina, ale do teatru nie, bo sami takich nawyków nie mają. [N - małe miasto]

Po piąte, nasi respondenci podkreślali jak ogromne znaczenie ma wybór właściwego spektaklu, na który nauczyciele wybiorą się razem z uczniami. Jak podkreślała jedna z badanych:

(…) trzeba świadomie kształtować repertuar dla młodzieży, a z drugiej strony świadomie wybierać spektakl, na który się zaprowadzi kogoś po raz pierwszy, bo on może tam już po raz drugi nie przyjść. [T2 - POZNAŃ]

Wśród przedstawicieli instytucji edukacyjnych i kultury szczególnie często wymieniano trzy typy spektakli, które mogą w przyszłości skutecznie zniechęcić młodych do kolejnej wizyty w teatrze. Najpowszechniej krytykowano teatry komercyjne, które jeżdżą po kraju i wystawiają swoje przedstawienia w kolejnych szkołach. Tego rodzaju wystąpienia zarówno dyrektorzy domów kultury, jak i nauczyciele nazywali „chałturami”, „chałą”, „towarem drugiej kategorii”, „podróbkami” lub „taśmową produkcją”. To co uznawano za szczególnie karygodne, to przede wszystkim: nastawienie na zysk, a nie na walory artystyczne, zubażanie tekstów dramatycznych, poprzez wystawianie ich jedynie przez dwóch – trzech aktorów, brak scenografii lub przeciwnie – jej nadmierną krzykliwość oraz pozbawienie spektakli (wystawianych np. na sali gimnastycznej) atmosfery i magii teatralnego wyjścia (tworzonej m.in. przez odpowiednie użycie świateł, zaciemnienie sali itd.). Do podobnej kategorii zaliczano tzw. spektakle profilaktyczne. Zauważano też, że często znacznie lepszym rozwiązaniem jest pokazywanie spektakli teatrów szkolnych, amatorskich, które przynajmniej wkładają w spektakl znacznie więcej zaangażowania.

Trzech aktorów w parawanie i tak dalej… no to jesteśmy sceptyczni wobec tego, bo to wiadomo, że to jest chałturzenie i próba zdobycia klienta. No to my sami sobie możemy coś takiego zrobić, prawda? [N1 - duże miasto] (…) dwóch aktorów przyjeżdża zazwyczaj, robią swoje, tak, malutka scenka, i tak dalej, i tak dalej. To też nie do końca się sprawdza. Jakoś tam to gdzieś tam musi być jednak scena, nie wiem, światła, i tak dalej. To musi mieć, chociaż jakiś podmuch teatru. Przynajmniej dla tych dzieciaków, które to oglądają, bo w szkole trudno zaaranżować coś takiego przy dwójce aktorów (…) bo zazwyczaj jest tak, że jak do nas przyjedzie dwóch aktorów to odstawiają taką chałturę. I to kosztuje tam po dziesięć złotych, czy tam po ileś i to jest naprawdę chała. [N - małe miasto] (…) towar drugiej kategorii. Nie ma powodu marnować czasu i pieniędzy tych dzieciaków, no. Podróbki takie… jeździ trupa po Polsce i szkołom się narzuca z jakimś tam pseudoartystycznym wydarzeniem. [N - małe miasto] Można o 9 zagrać dla przedszkolaków spektakl, o 10:30 można zagrać dla gimnazjalistów spektakl i o 11:30 można zagrać „Kreona”, „Antygonę”, no można zrobić wszystko. Tylko, że to po prostu jest ściema, tak? (…) Taśmowa produkcja, to jest jedna rzecz (…). Proszę sobie wyobrazić, że „Antygona”, w której połowę „Antygony” to są krzyki, druga połowa Antygony to są błyski jakichś świateł, zupełnie uruchomiona, coś od czego teatr dawno odszedł, czyli ta boska machina z błyskami, z fałszywymi Zeusami itd., tutaj sprowadzono po to, żeby uatrakcyjnić. „Antygony” nie trzeba uatrakcyjniać. [DK - małe miasto]

Drugim typem krytykowanych spektakli był tzw. teatr lekturowy. Tutaj jednak respondenci nie byli aż tak zgodni jak w przypadku trup jeżdżących z przedstawieniami. Narzekano przede wszystkim na słabe wystawienia lektur przez opisywane wyżej teatry komercyjne i na traktowanie tego typu repertuaru jako jedynej oferty teatralnej adresowanej do młodzieży.

Bo jeżeli zaprowadzimy młodzież po raz kolejny na „Zemstę” Fredry, no to ich zniechęcimy. Z całym szacunkiem – zniechęcimy. (…) Unikamy też chałtury, bo bardzo często mamy mnóstwo propozycji. (…) Teatr lektur szkolnych – no to przepędzamy, to w zasadzie jednym frontem, na to nie chodzimy. Trzech aktorów zrobi „Zdążyć przed Panem Bogiem” albo „Inny świat” w wykonaniu czterech aktorów – nie, tego nie robimy, bo to jest absolutnie… nie, to jest niedopuszczalne. [N2 – duże miasto] Natomiast, jeżeli dajemy im [uczniom] wolny wybór, to oni raczej chcieliby zapomnieć i o szkole, i o lekturach, i wybrać coś zupełnie innego, coś swobodnego, coś, co, co będzie inne, co daje taki głębszy oddech, pozwoli im zapomnieć o tym, że trzeba coś czytać i trzeba się czegoś uczyć. [N - średnie miasto] Wydaje mi się, że ta oferta jest w dużej mierze jednak niedostosowana mimo wszystko. Ponieważ dostosowanie oferty dla młodzieży w teatrach często rozumie się bardzo płytko i tak machinalnie jako wystawianie adaptacji lektur szkolnych. [T2 - POZNAŃ]

Wreszcie za trzeci typ spektakli, które zdaniem kilku naszych respondentów mogą raczej zniechęcić niż zachęcić młodzież, uznawano komedie i farsy. Uzasadniano to innym stylem życia i zupełnie innymi problemami, które interesują młodych ludzi (por. wcześniejsze akapity poświęcone formie i traktowaniu komedii przez osoby związane z domami kultury).

(…) uważam, że prowadzanie szkół na farsy mieszczańskie (…) robi więcej złego niż dobrego, mówiąc wprost. (…) One są robione dla starszej publiczności, która ten teatr traktuje jak formę rozrywki między obiadem, kolacją a wyjściem na drinka i zupełnie czegoś innego oczekuje. To jest robione dla ludzi starszych, zamożnych, z wyższej klasy średniej. Nie jest to robione dla studenta, licealisty, czy nawet gimnazjalisty, który poszukuje i zadaje sobie różnego typu egzystencjalne pytania związane z dojrzewaniem. To nie jest dla nich teatr. Ani w warstwie estetycznej, ani merytorycznej. [T2 - POZNAŃ]

Warto jednak podkreślić, iż wszystkie trzy typy spektakli wymienione przez przedstawicieli instytucji edukacyjnych i kulturalnych – przedstawiają bardziej ich punkt widzenia niż preferencje młodzieży, co pokazały rozmowy przeprowadzone z młodymi respondentami (por. wcześniejszą część raportu, a zwłaszcza pozytywne oceny komedii takich jak „Szalone nożyczki”). Ujawnia się tutaj zatem przede wszystkim myślenie życzeniowe pedagogów i osób związanych z instytucjami kulturalnymi, pragnienie, by młodzież miała styczność przede wszystkim ze spektaklami na wysokim poziomie artystycznym. Obserwacje niektórych nauczycieli pokazywały jednak, że czasem nawet tak krytykowane występy komercyjnych teatrów zniechęcały jednych, ale robiły wrażenie na innych uczniach.

Tutaj przyjeżdża taki teatr z Wrocławia - ja już patrzeć na niego nie mogę. Boże… Ja już patrzeć na niego nie mogę. To jest tak okropnie zrobione bez żadnej dramaturgii, bez tego wewnętrznego napięcia. To jest po prostu odklepane. Nie mówię o scenografii, o strojach. No ja nie mogę na to patrzeć. Najnormalniej w świecie ja się tak męczę… Natomiast widzę, że uczniowie mający jednak mniejszy kontakt z teatrem, mniejsze doświadczenie, nawet to dla nich jest interesujące, bo oni mają… nie mają porównania. [N – średnie miasto]

Po szóste, zarówno nauczyciele, jak i przedstawiciele instytucji kultury podkreślali, iż - poza kołami teatralnymi – brakuje systematyczności w edukacji teatralnej. Choć wszyscy chwalili projekt „Teatr Polska”, a czasem wymieniali jeszcze jakieś inne inicjatywy teatralne skierowane do młodzieży, to jednak podkreślano, że dopiero regularne zapoznawanie młodzieży z różnorodnymi formami współczesnego teatru (np. z teatrem tańca, teatrem muzycznym, operą itd.) dałoby im możliwość wyrobienia sobie własnego poglądu i przyniosłoby trwalsze efekty. Kilkukrotnie wspomniano w tym kontekście pozytywne skutki filmowego programu edukacyjnego Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej/Filmoteka Szkolna.

Ale w każdym bądź razie, pierwszą grupę, którą wzięłam, to, to było straszne cierpienie (…). Na początku był płacz i zgrzytanie zębów, bo to było kino europejskie, takie tam od zarania powiedzmy, od czarno-białych. Więc oni tam np. na „Obywatelu Kane” płakali, że to nie do oglądania. My byliśmy oburzeni, ale to co z tego… (…) Tak rozmawialiśmy bardzo prymitywnie na początku o tych wszystkich rzeczach, nie, nie można było nic głębokiego. Ale pamiętam, że ja mówię, dobrze poczekajcie, w drugiej klasie będziecie się wstydzić tych swoich reakcji teraz. Bo mówię, po prostu dajcie sobie też czas na to. I się okazało, że no to ja miałam rację. Oni naprawdę, potem z roku na rok były te wypowiedzi mądrzejsze, sposób odbioru świadomy. Sami szukali w Internecie! (…)Także i teatru można nauczyć w moim przekonaniu. Tak jak film to zrobił, te właśnie Era Nowe Horyzonty, być może taka akcja w teatrze by przyniosła też piękne rezultaty. [N - małe miasto]

O tym, że w podobny sposób, poprzez regularne wyjścia i rozmowy, można edukować teatralnie młodzież, świadczyły też doświadczenia jednej z animatorek teatralnych. Ze zdziwieniem obserwowała ona, że czasem regularnie chodzący na spektakle gimnazjaliści odbierali spektakl bardziej dojrzale niż ich starsi koledzy z renomowanych liceów, rzadko odwiedzających teatr.

I tutaj bym się zgodziła co do tej tezy, że to idzie w parze z doświadczeniem. Tzn., że jak mam taki kontakt z takimi grupami, które przyjeżdżają tutaj często i mają bardzo aktywnych nauczycieli, którzy rozmawiają z nimi o tym, co tutaj oglądali, albo którzy robią z nimi np. różne takie ankiety na ten temat itd., itd., bo do takich materiałów też miałam wgląd. To na pewno widzę (…), że niektóre są superświadomymi widzami, fajnymi. [T1 - POZNAŃ]

Bariery związane z ofertą teatralną i informowaniem o niej

Wśród rzadziej wymienianych, a wartych odnotowania czynników, które mogą stanowić barierę w kontaktach młodzieży z teatrem, pojawił się problem niedostosowania repertuaru do wieku odbiorców. O ile jeszcze starsza młodzież (ze szkół średnich) mogła uczęszczać na spektakle dla widzów dorosłych, to młodsi – zwłaszcza w wieku gimnazjalnym – „wyrośli” już z teatru dziecięcego, natomiast nie zawsze jeszcze byli odpowiednio dojrzali, by interesowały ich problemy i estetyka przedstawień dla starszych widzów. Podobny problem zauważali instruktorzy teatralni, którzy opowiadali jak trudno jest im znaleźć odpowiedni tekst, który byłby bliski doświadczeniom ich uczniów i nadawał się do scenicznej adaptacji. Być może właśnie ta luka przyczyniała się do tego, iż dla młodzieży wybierano „bezpieczny” repertuar w postaci wystawień lektur szkolnych lub lekkich komedii. Negatywne skutki tego rodzaju braku ciągłości edukacji teatralnej dostrzegała pedagog teatru, z którą rozmawialiśmy. Ubolewała ona szczególnie nad faktem, iż owa luka przypada akurat w okresie dojrzewania młodzieży, a więc wówczas, gdy z jednej strony pojawiają się w ich życiu nowe możliwości uczestniczenia w kulturze, a z drugiej – teatr mógłby być dla nich niezwykle interesujący i pomocny.

Natomiast problemem jest ta młodsza grupa wiekowa, czyli grupa 13 – 16. Bo problemem jest jakby gimnazjum, to znaczy dla gimnazjum przedstawień nie ma.(…) W Niemczech to jest tak, że dla tej grupy wiekowej istnieją np. osobne teatry, w których grają ludzie dorośli, tak, ale repertuar jest skonstruowany jakby na potrzeby takiego młodego widza. Na potrzeby jakiegoś tak wieku, problemu itd. (…) Natomiast faktycznie to jest jakby ogromna bolączka w ogóle edukacji teatralnej w Polsce, to z kimkolwiek się nie porozmawia, i nauczyciele o tym mówią, i pedagodzy teatru o tym mówią, i tak naprawdę rodzice o tym mówią wielokrotnie, że wszystko fajnie tylko, że to jest jakby też taki problem ciągłości edukacji teatralnej. (…) zaczynamy chodzić z dzieckiem, jak ono ma, nie wiem, z półrocznym dzieckiem już można iść do teatru, prawda? No właśnie. Później się z tym dzieckiem chodzi, jak ono ma kilka lat, potem jak ono jest w podstawówce, to jeszcze się idzie do Teatru Animacji itd. itd., a potem nagle jest pięć lat, gdzie nie ma na co zabrać dziecka do teatru. Po prostu, no, ono już nigdzie nie pasuje. I potem też jest trudno wrócić do teatru, czasami. Tzn. ja bardzo boleję nad tym, że nie ma tej ciągłości, bo to jest tak, że nagle ten teatr znika młodemu człowiekowi z horyzontu i w dodatku dzieje się to w tym okresie, kiedy on ma bardzo dużo ciekawych alternatyw, to po pierwsze. A po drugie, czyli to jest moim zdaniem ten okres też kiedy się jakby bardzo mocno młody człowiek kształtuje i szkoda, że teatr nie może mu w tym towarzyszyć. [T1 - POZNAŃ] Najtrudniejsze chwile przeżywają chyba jednak gimnazjaliści. (…) No bo wiadomo, że to jest taki wiek, że chcieli by już grać jak dorośli, albo takie problemy przedstawiać, a to jest sztuczne i nienaturalne. Jury zawsze stwierdzi, że jest tekst niedopasowany, że to jest nieprawda. Nie są już też dziećmi, więc nie można im się kazać bawić lalkami na scenie, czy no właśnie, budować sobie jakieś fantastyczne światy. I właściwie nie wiadomo co z tym rocznikiem począć. [N1 - duże miasto]

Wśród innych możliwych barier wymienianych przez osoby zarządzające instytucjami kultury wymieniano trudności z dotarciem z informacjami o wydarzeniach teatralnych do młodzieży czy problem z przewidzeniem co może się podobać młodzieży (tłumaczono to pokoleniową różnicą gustu).

vfvdvs

Jak zachęcać młodzież do teatru, czyli „jak zaszczepić bakcyla”?

Rozmowy z przedstawicielami instytucji edukacyjnych i kulturalnych umożliwiły nie tylko nakreślenie mapy najważniejszych barier, ale również wypunktowanie co – zdaniem praktyków – motywuje młodzież do tego, by teatr stał się dla nich czymś wartym zainteresowania. Niemal wszyscy nasi respondenci byli zgodni co do tego, iż nie można zakładać, że młodzi sami zainteresują się tym rodzajem sztuki. Jak stwierdziła jedna z nauczycielek: Ktoś musi zadbać o to, żeby chcieli oglądać kiedyś spektakle teatralne, w tym problem (N- małe miasto). Zasadnicze znaczenie ma zatem dobry „przewodnik” do teatralnego świata – osoba, która w umiejętny sposób zaciekawi, zainspiruje, wskaże interesujące propozycje, ale też kompetentnie odpowie na pojawiające się pytania i wątpliwości. Będzie otwarta na wrażenia i interpretacje młodych odbiorców, ale równocześnie – w razie potrzeby – podpowie możliwe tropy analizy. Choć tę bardzo trudną rolę mogą pełnić różne osoby (np. bliżsi i dalsi członkowie rodziny), to jednak zwykle przypisywano ją instruktorom teatralnym oraz charyzmatycznym nauczycielom, którzy do edukacji kulturalnej podchodzą z pasją.

To znaczy ja myślę, że to jest rola już tego właśnie nauczyciela czy animatora. Żeby ustawił tak tę zachętę, jakakolwiek by ona nie była, żeby znaleźć chętnych. Bo tak samo z siebie to nie przejdzie. [N – średnie miasto] Natomiast uważam, że można byłoby fajniej zainteresować tym teatrem właśnie wtedy, gdyby nauczyciel był takim pasjonatem. Sami mogliby tworzyć. Trzeba po prostu zaszczepić takiego bakcyla, ale nie tak na hop, teoretycznie, tylko zobaczcie, wyjedziemy tu, wyjedziemy tam i teraz sami. [N – średnie miasto] Ja ich za sobą ciągnę, po prostu muszą mieć przewodnika. Przepraszam, że się nazywam przewodnikiem, ale po prostu nim jestem. [N2 - duże miasto]

Nauczycielom/instruktorom przypisuje się zatem niezwykle odpowiedzialną rolę swoistych pośredników między instytucjami a młodzieżą. Ważne jest przy tym, by owi „przewodnicy” znaleźli wsparcie (także finansowe) ze strony rodziców i przełożonych (np. dyrektora szkoły, zwierzchnika centrum kultury). Tak szeroko zakrojona współpraca przynosiła znakomite efekty.

Żeby oni [nauczyciele] też wiedzieli, jakie mają możliwości, co jest istotne i tak naprawdę jak o tych sprawach mówić, jakie rzeczy proponować. To też jest „clue”, że oni są jakby takim pośrednikiem między instytucją, organizacją, festiwalem, szkołą nawet a uczniem. [T2 – POZNAŃ] Też mamy przedsięwzięcia, młodzi nauczyciele próbują animować jakieś fajne rzeczy, działają oprócz tych swoich zajęć. (…) To ja właśnie liczę na to, że ten bakcyl zasiany przez tych nauczycieli gdzieś tam, będzie mógł być, nie tylko mówię w sensie, że będziemy hodować aktorów… tylko że odbiorców. Świetnych odbiorców, świetnie przygotowanych i chętnych odbiorców na sztukę w postaci tych młodych ludzi. [DK – małe miasto]

Drugim sposobem na zachęcenie młodzieży do teatru – było przekonanie ich do tego rodzaju instytucji przy pomocy rówieśników. Dwóch respondentów wspominało, że w ich przypadku właśnie pozytywnie rozumiany snobizm („wszyscy” ich znajomi chodzili na spektakle) sprawił, iż oni również wybrali się do tego przybytku, a ostatecznie pokochali teatr. Podkreślano, że również dziś należy dbać o to, by stereotyp „nudnego, archaicznego teatru” nie zaczął stanowić opinii dominującej w poszczególnych klasach czy środowiskach. Za bardzo skuteczne działanie uznawano przyciąganie uczniów do teatrów amatorskich, w których występowali ich koledzy czy osoby w ich wieku. Zauważano, że wielkie korzyści mogłaby mieć sieć „teatralnych liderów opinii” wśród nastolatków. Zdaniem dyrektorki jednego z domów kultury – ich rekomendacje i opinie cieszyłyby się większym zaufaniem niż zachęty starszych nauczycieli czy instruktorów .

Albo taki żywy teatr, właśnie młodzieży, które jest w tym wieku, i zechciałaby coś wystawić, że zaraziliby się inni też. [N – średnie miasto] Ale generalnie rzecz biorąc, no ja powiem szczerze, że tutaj to świetnie oglądają. Chętnie oglądają wszystko, bo wie pan, to jest małe środowisko i to jest tak, że gra koleżanka to przyjdzie pięciu kolegów, żeby zobaczyć koleżankę, i tak dalej, i tak dalej. [N – małe miasto] Bo wiadomo, że to tez jest tak troszeczkę… kiedy widzę moich rówieśników po drugiej stronie, to jestem jakby bardziej ośmielony, tak? [T2- POZNAŃ] (…) generalnie raczej trzeba by było znaleźć właśnie takich liderów wśród młodych ludzi, którzy powiedzmy są zainteresowani teatrem i ich jakby bardzo dopieszczać, i jakby prosić ich o to, żeby w tym środowisku swoim przekonywali innych młodych do tego, żeby chcieli się oczarować. [DK – średnie miasto]

Kolejnym elementem, który może przyciągać młodzież do teatru jest dawana przez niego szansa na własny rozwój psychiczny i duchowy. W opinii instruktorów teatralnych najmocniej widoczne było to w przypadku młodzieży należącej do amatorskich zespołów. Nauczyciele podkreślali, jak dzięki graniu ich uczniowie nierzadko przechodzą prawdziwą przemianę – otwierają się, odblokowują, czują się uwolnieni od schematów i ról, do których zostali przypisani, pozbywają się kompleksów, na nowo stają się spontaniczni, kształtuje się w nich pewna wrażliwość. Teatr pełnił więc często funkcję wręcz terapeutyczną dla nastolatków. Podczas prób było także znacznie więcej przestrzeni i czasu, by spokojnie porozmawiać o różnych zagadnieniach wiążących się z literaturą czy sztuką, a nie tylko – tak jak podczas lekcji – jak najefektywniej realizować wyznaczony przez ministerstwo program nauczania. Co ciekawe, również niektórzy nauczyciele i pracownicy domów kultury przyznawali, iż właśnie obserwowanie przemiany i rozwoju młodych ludzi daje im energię oraz motywację do dalszej pracy w zawodzie i chroni przed wypaleniem się.

(…) natomiast my bardziej się skupiamy na pracy z tymi naszymi dzieciakami, bo to ich… Z tymi, którzy przez teatr się przewijają, bo to jest dla nich: raz, że frajda, dwa, że ich otwiera bardzo, a trzy, że to jest fajna robota, nie? Bardzo fajna, bardzo fajna robota. [N – małe miasto] Ja traktuję teatr przede wszystkim – ten szkolny - nie jako cel sam w sobie, ale jakby w drodze do celu. Żeby ten młody człowiek poczuł się pewny siebie, żeby on wiedział – ja jestem ważny, ja naprawdę wiele umiem. Ja nie muszę mieć kompleksów. [N2 – duże miasto]

Także uczniom, którzy niekoniecznie chcieli się realizować aktorsko, teatr może zaproponować poszerzenie horyzontów i wzbogacenie osobowości. Ciekawie opowiadała o tym pedagog teatru:

Naprawdę w zasadzie codziennie tutaj w teatrze widzę, że teatr może być dla młodych ludzi bardzo atrakcyjny i to w taki sposób, który media, czy jakieś inne rozrywki nie dadzą im czegoś podobnego. (…) [Teatr] może im dać jakiś taki rodzaj inspiracji do spojrzenia na swoje życie zupełnie inaczej, zupełnie na nowo. Może być w jakiś sposób takim, o, medium formacyjnym, czymś takim, co formuje w jakiś sposób młodego człowieka. [T1 – POZNAŃ]

Warto zatem zachęcając młodzież do teatru dbać o to, by nie traktowała ona tego jako przymusu czy „kulturowego obowiązku”, ale by zobaczyła w nim potencjał do rozwoju samego siebie. Jak pokazały rozmowy z młodzieżą (por. analiza wywiadów z młodzieżą), istnieje spora jej grupa, dla której ważna jest właśnie refleksja i przemyślenia dotyczące problemów egzystencjalnych czy doskonalenie się . Tego rodzaju argumenty mogłyby znakomicie trafić właśnie do tego grona.

Kolejnym elementem, który - zgodnie z doświadczeniami naszych respondentów - zachęca młodych do kontaktu z teatrem jest różnorodność i atrakcyjność edukowania teatralnego. Jak celnie zauważyła jedna z badanych, często jedynym sposobem na teatralne zaangażowanie jest granie w szkolnym zespole. Tymczasem warto pomyśleć także o innych formułach (a więc opisywanej wcześniej edukacji nie tylko praktycznej, ale również teoretycznej) i o osobach, które niekoniecznie chciałyby występować na scenie. W grę wchodziłoby tutaj np. koło teatralne, którego członkowie wraz z nauczycielem/instruktorem jeździliby na interesujące spektakle (także do innych miast) i dyskutowali o nich, tworzyli scenariusz czy muzykę do sztuki, a także różnego rodzaju warsztaty z ludźmi teatru (aktorami, scenografami, reżyserami itd.). Indagowani przez nas instruktorzy i pedagodzy teatralni podkreślali, że zwłaszcza te ostatnie działania – realizowane zwykle przy współpracy różnych instytucji (np. samorządu, szkoły, lokalnego teatru czy w ramach projektu „Teatr Polska”) – są dla młodzieży atrakcyjne i przyciągają wielu chętnych. Warto pamiętać, by wydarzenia te próbować przekuć w jakąś formę bardziej systematycznych spotkań.

Znaczy świetne rzeczy są teraz właśnie z tymi objazdowymi przedstawieniami, że tak powiem, bo tutaj nie docierało nic takiego. Bardzo fajne były te warsztaty. Znaczy jakby się tak, myśmy zresztą współpracowali z jednym z aktorów kaliskich jak mieliśmy pieniądze. To jedno przedstawienie to myśmy zaprosili go na takie warsztaty. No i on tam trochę pokazał. To było… wiem, że dzieciaki no były jakoś bardzo zadowolone z tego, co od tej strony, takiej warsztatowej. Bardzo fajnie by było, gdyby, no nie wiem, od czasu do czasu pojawiali się jacyś fachowcy, którzy, którzy powiedzą, pokażą, aktorzy być może, którzy pokażą, co jak zagrać, co powiedzieć, i tak dalej, i tak dalej. [N - małe miasto] (…) bo te spektakle [w ramach Teatr Polska], z tymi spektaklami związane są również warsztaty. Te warsztaty wykorzystują animatorzy, instruktorzy teatralni, to jest robota robiona z myślą o nich przede wszystkim, bo oni wiedzą jakich potrzebują narzędzi, oni też inspirują tę młodzież. (…) samorządy, jak pani widzi, wydają krocie na imprezy masowe, tak? Koncerty, które kosztują sto tysięcy, no proszę zobaczyć (…) jeżeli podzielimy to sto tysięcy przez średnio pięćset złotych, bo tyle kosztuje godzina warsztatów teatralnych, to mamy dwieście godzin warsztatów teatralnych, co jest absolutną, no, za te pieniądze można by dzieciaki wykatapultować na kulturalny księżyc! (…) te pieniądze umożliwiłyby pracę systematyczną z instruktorami, którzy przyjeżdżaliby z Poznania, brali udział, że tych warsztatów, które mamy cztery razy do roku one byłyby dwa razy w miesiącu, co zmienia jakość. [DK – małe miasto]

Dla młodzieży już zaangażowanej teatralnie motywującą rolą pełniły przeglądy teatrów szkolnych (zwłaszcza możliwość wystąpienia na dużej scenie poza szkołą, na deskach profesjonalnego teatru). Instruktorzy teatralni podkreślali, iż dla ich podopiecznych ważne i motywujące jest pokazanie swojego przedstawienia i uzyskania opinii jury. Warto jednak podkreślić, iż czasami zbyt krytyczne przyjęcie spektaklu przez jury może niektórych zniechęcić do dalszej pracy.

Bo oni jednak tak, jeżeli już biorą udział w tych zajęciach to finalnie, to już mnie to przeszkadza czasami, bo ja nie lubię takich konfrontacji. Dla mnie ważna jest zabawa i praca z tym człowiekiem, natomiast, no oni mają potrzebę, że jeżeli już działają to chcieliby to też pokazać, skonfrontować z kimś, i to jest dla nich też ważne. (…) [o tworzeniu scenariusza, w innej części wywiadu] Najchętniej, no lubią robić rzeczy własne, no to wiadomo… Że to co ich inspiruje i właściwie to taki jest produkt wynikający z zajęć warsztatowych. Pojawia się zdanie i z tym zdaniem pracujemy, tworzymy, dopracowywujemy, budujemy dialogi i tak dalej. To są właściwie takie wariacje ‘o’ na takich zajęciach warsztatowych z ciałem, ruchem (…). No, ale z tym to jest różnie, bo później, na przeglądach no to zawsze jest zarzut, że co to za tekst, na przykład. [N1 – duże miasto]

Wreszcie, jak starałyśmy się pokazać na początku niniejszego rozdziału, elementem przyciągającym młodzież do teatru jest tematyka spektaklu. Jeden z instruktorów teatralnych opowiadał, że największym powodzeniem cieszył się przygotowany przez prowadzony przez niego teatr szkolny spektakl o miłosnych relacjach nastolatków. Na ważność tego, by problemy i język były bliskie współczesnym młodym ludziom zwracali uwagę także instruktorzy teatralni w innych miastach. Podobnie jak w przypadku dorosłych widzów, do teatru przyciągały też znane nazwiska aktorów.

vfvdvs

Rekomendacje

Biorąc pod uwagę przedstawione wyżej wnioski, można przekuć je na konkretne wskazówki, które warto brać pod uwagę tworząc projekty z dziedziny edukacji kulturalnej czy programy repertuarów teatralnych.

Po pierwsze, należy podkreślić olbrzymią potrzebę rozwoju programów takich jak „Teatr Polska”, dzięki którym dobre spektakle z całej Polski docierają do miast i miasteczek, w których tego typu wydarzenia artystyczne by się nie pojawiły (przede wszystkim ze względu na ograniczenia finansowe). Wydaje się, że tego rodzaju projekty (finansowanie spektakli, ale także towarzyszących im warsztatów dla dzieci i młodzieży) są dobrym sposobem na choć częściowe wyrównanie szans edukacji kulturalnej między młodymi ludźmi z dużych i małych ośrodków. Warto, by taka formuła – o ile to możliwe – pojawiała się częściej (np. również w edycji wiosennej), a domy kultury wykorzystały ją do tego, by przyciągnąć chętnych do bardziej systematycznej aktywności (np. zajęć teatralnych w lokalnym ośrodku).

Po drugie, choć pojawiały się postulaty, by szczególnie dbać o rozwój teatru dziecięcego, wydaje się, że w ostatnich latach sytuacja w tej dziedzinie zaczyna się poprawiać (choć widać tu znaczące różnice pomiędzy dużymi a małymi miastami). Tymczasem w rzeczywistości, najbardziej kuleje oferta teatralna adresowana do młodszej młodzieży (13 – 16 lat). Warto, by w przyszłości dołożyć wszelkich starań, by w programach dotowanych przez ministerstwo uwzględnić tę grupę odbiorców i jej potrzeby (np. tematykę dotykającą kwestii i problemów, z którymi borykają się nastolatki). Jak sugerowała jedna z respondentek, warto czerpać w tym zakresie ze wzorców niemieckich.

Po trzecie, warto pamiętać, że amatorska grupa teatralna działająca w szkole czy w domu kultury nie jest jedyną możliwą formą systematycznego kontaktu z teatrem, a oprócz opisywanych tu zajęć praktycznych warto wprowadzać również teoretyczne. Dla wielu mniej utalentowanych aktorsko osób, ciekawe mogłyby okazać się warsztaty i dyskusje poświęcone obejrzanym spektaklom (swoista „turystyka teatralna”). Być może zatem domy kultury mogłyby pełnić rolę pośrednika, cyklicznie organizując bilety i dojazd na spektakle wystawiane w innych miastach, uzyskując także od samorządu dofinansowanie dla osób mniej zamożnych.

Po czwarte, niniejsze badanie pokazało jak kluczowe znaczenie dla kulturalnego rozwoju młodzieży mają lokalne „siłaczki” i „siłacze”. Choć ich aktywność zasługuje na najwyższe uznanie, warto kwestie edukacji kulturalnej wspierać także w sposób bardziej systemowy. Nasi respondenci podawali bowiem przykłady, gdy brak czasu czy przejście na emeryturę tego typu osób powodował całkowite zawieszenie prowadzonej przez nich działalności (np. likwidacja przeglądu teatrów szkolnych czy lokalnego teatru amatorskiego). Podobnie jak dzieje się to w przypadku projektów zgłaszanych do programów Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, gdzie aspekt edukacyjny ma niebagatelne znaczenie dla przyznania dotacji, warto by ten sposób myślenia propagować także na poziomie gmin i powiatów.

Po piąte, prowadzone badania pokazały olbrzymią rolę i odpowiedzialność nauczycieli za edukację teatralną młodzieży. Tymczasem, jak pokazują przedstawione wyżej wnioski, są oni często przytłoczeni realizacją przeładowanego programu nauczania, a mieszkając w miejscowościach, gdzie brakuje stałych teatrów profesjonalnych, nadążanie za aktualnym repertuarem i wybór dla młodzieży wartościowych spektakli może stanowić problem. Dlatego wydaje się, że wszelkie inicjatywy mające na celu ułatwienie pedagogom kontaktu z teatrem są warte propagowania. Mogą one – tak jak w przypadku Teatru Nowego w Poznaniu – dotyczyć np. atrakcyjnych zniżek na ceny biletów czy adresowanych do nauczycieli warsztatów, zapewniających teatrologiczne wsparcie merytoryczne oraz przestrzeń do dyskusji i wymiany doświadczeń. Warto także podkreślić, iż obecna polityka edukacyjna (nacisk na wiedzę i wysokie wyniki uzyskiwane przez uczniów w testach) w zbyt małym stopniu akcentuje wychowawczą rolę szkoły.

Po szóste, pozytywne efekty mogłaby mieć także nieco bardziej elastyczna polityka finansowa w instytucjach kultury. Obecnie domy kultury zostały wpisane w rygory rynkowe, co skutkować może często zaniedbaniem funkcji edukacyjnych, ograniczeniem „nierentownej” czy artystycznej, a więc finansowo ryzykownej działalności i skupieniem się głównie na utrzymaniu płynności finansowej (jak celnie zauważył jeden z respondentów „centrum kultury” zamienia się wówczas w „centrum rozrywki”).

Po siódme i ostatnie, należy usprawnić przepływ informacji między różnymi podmiotami, w szczególności między szkołami a instytucjami kulturalnymi. Niestety, obecnie często jest on niewystarczający. Warto, by teatry i domy kultury rozsyłały informację o organizowanych przez siebie wydarzeniach, możliwościach zakupu zniżkowych biletów itp. do nauczycieli. W ten sposób pedagodzy byliby lepiej zorientowani w aktualnym repertuarze, a młodzież zachęcona przez nauczycieli być może częściej uczestniczyłaby w adresowanych do nich spektaklach czy warsztatach. Warto, by współpracę nawiązywały także inne instytucje. Dobrym przykładem tego, jak współdziałanie może obniżyć koszty, dzięki czemu efektywniej można wykorzystać posiadany budżet, jest porozumienie kilku wielkopolskich domów kultury. Zdecydowały się one na (częściowo) wspólny wybór spektakli w ramach projektu „Teatr Polska”, dzięki czemu podzieliły się kosztami noclegów zespołów teatralnych i były w stanie pokazać widzom więcej przedstawień. Chwalonym rozwiązaniem było także podpisywanie umów z Urzędem Marszałkowskim o współpracy lokalnych domów kultury z dotowanymi przez ten Urząd instytucjami kulturalnymi.