vfvdvs

RELACJE MIĘDZY MŁODYMI LUDŹMI I TEATREM

Bogumiła Mateja-Jaworska, Filip Schmidt, Marta Skowrońska

z: Raport "Młodzi i teatr. Szanse i bariery na przykładzie Wielkopolski"

Jakie emocje wzbudza współczesny teatr wśród młodzieży? Jaką rolę może on pełnić w ich życiu? Czy doświadczenia teatralne są w jakiś sposób przetwarzane i uwspólniane przez młodzież? Czy też prawdą jest wyrażane przez niektórych przedstawicieli instytucji kultury przekonanie, że dla „dzisiejszej młodzieży” teatr to coś anachronicznego, nudnego czy nawet obciachowego? Na te i inne pytania próbowaliśmy odpowiedzieć przeprowadzając kilkuetapowe badania terenowe. Przygotowując metodologię badań – wywiadów i obserwacji, na których oparty jest ten tekst – musieliśmy rozstrzygnąć szereg istotnych kwestii.

Po pierwsze, doprecyzowania wymagało samo rozumienie „młodzieży”. Zarówno akademicy, jak i urzędnicy, przyjmują bardzo różne granice wiekowe oddzielające młodych od dzieci i dorosłych (wiele unijnych programów jako „młodzież” traktuje osoby nawet do 30. roku życia – por. też A. Strzemińska, M. Wiśnicka 2011). Z punktu widzenia relacji z teatrem szczególnie interesujące wydało nam się jednak grono gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Osoby w wieku 15 – 19 lat uznaje się zwykle za wystarczająco dojrzałe, by mogły uczestniczyć w niemal wszystkich spektaklach, również tych dla widzów dorosłych . Dla wielu młodych właśnie na ten okres życia przypada więc pierwszy kontakt z „dorosłym” teatrem współczesnym.

Po drugie, uznaliśmy iż kwestie relacji, w jakie młodzież wchodzi z teatrem, wymagają pogłębionej analizy i lepszego zrozumienia. Przeprowadzone przez nas badania miały zatem charakter jakościowy. Zastosowano techniki obserwacji jawnej oraz zogniskowanych wywiadów w grupach naturalnych (tzw. affinity groups). Badacze spotykali się z młodymi respondentami przed spektaklami i wspólnie z nimi oglądali przedstawienia, na bieżąco rejestrowali ich reakcje w czasie trwania i dyskusje bezpośrednio po spektaklach. Szczególnie owocne okazały się obserwacje z 4 grupami młodzieży przeprowadzone podczas Festiwalu Malta 2013 – badacz i respondenci spędzali tu wspólnie całe popołudnie i wieczór, przemieszczając się wspólnie po mieście i uczestnicząc w 3 wybranych wcześniej przez zespół badawczy wydarzeniach artystycznych. Z kolei 17 wywiadów grupowych przeprowadzano z 3 – 9 osobowymi grupkami znającej się między sobą młodzieży, co umożliwiło uwzględnienie społecznego charakteru kształtowania się pewnych opinii i skojarzeń związanych z teatrem oraz zapewniło swobodną atmosferę dyskusji. Bardzo przydatne okazało się zastosowanie technik projekcyjnych i warsztatowych – układanie karteczek z emocjami, zaznaczanie na kręgach swoich ulubionych praktyk kulturalnych czy doklejanie ich do poszczególnych czynności (tj. np. o których pisze się na Facebooku, rozmawia z przyjaciółką czy traktuje się jako okazję do spotkania z innymi). Dzięki nim badani uświadamiali sobie i chętniej poruszali tematy i odczucia trudne do zwerbalizowania. Zastosowanie takich metod i technik badawczych umożliwiło nam wyjście poza powierzchowne deklaracje i wskaźniki takie jak często nadużywana przez instytucje kultury frekwencja (por. też „Raport o stanie i zróżnicowaniu kultury miejskiej w Polsce” [2009]). Szerzej omówione zostały natomiast kwestie związane z wyobrażeniami, skojarzeniami i miejscem przypisywanym teatrowi przez młodych respondentów.

Dobierając badanych staraliśmy się uwzględnić szereg czynników, które mogłyby potencjalnie mieć wpływ na sposób doświadczania teatru przez młodych. Dążyliśmy do uzyskania odpowiedzi na nasze pytania od młodych osób posiadających różne kompetencje i doświadczenia teatralne, pochodzących z wielkopolskich miejscowości różniących się między sobą łatwością dostępu do teatru. Do wspólnego uczestniczenia w spektaklu zaprosiliśmy zatem zarówno uczniów z klas teatralnych czy humanistycznych, jak i tych, których profil kształcenia nie kładzie nacisku na tę formę sztuki, uczniów liceów ogólnokształcących i techników. Dla niektórych młodych wyjście na spektakl razem z badaczami było pierwszą tego typu sytuacją w życiu. Inni z kolei opowiadali o licznych przedstawieniach widzianych w kraju i za granicą. Wybierając wydarzenia teatralne, w których uczestniczyliśmy razem z naszymi badanymi kierowaliśmy się tym, by spektakle były możliwie zróżnicowane pod względem formy wyrazu artystycznego (m.in. teatr tańca), kontekstu (w ramach festiwalu czy nie) i miejsca (przestrzeń publiczna, nieteatralna przestrzeń zaadaptowana czy scena teatru). Zdawaliśmy sobie również sprawę jak istotną rolę może pełnić miejsce zamieszkania (miasta posiadające teatr instytucjonalny vs. miejscowości tego pozbawione oraz renoma wymienionych tych instytucji kulturalnych). Badania prowadziliśmy zatem podczas Festiwalu Teatralnego Malta w czerwcu 2013 roku (dobierając wydarzenia artystyczne w ten sposób, że część z nich stanowiły przedstawienia poznańskich teatrów repertuarowych), a w mniejszych miastach we wrześniu i październiku – uczestniczyliśmy w spektaklach pokazywanych przez Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w ramach projektu „Teatr Polska” lub tych pokazywanych przez profesjonalne lokalne teatry. Ostatecznie oprócz młodzieży z Poznania, w badaniach uczestniczyli także respondenci z Kalisza, Piły, Konina, Gniezna, Kościana, Wągrowca i Koźmina Wielkopolskiego. Mimo że wnioski pochodzące z tego etap badań nie mogą być uznane za reprezentatywne w sensie statystycznym, do badań dobrano na tyle różnorodne grupy młodzieży, że przedstawiane tu dostarczają wiarygodnych informacji o typowych relacjach nawiązywanych między młodymi a teatrem.

W pierwszej części tekstu spróbujemy zrekonstruować najważniejsze wspólne wątki dotyczące relacji między młodymi ludźmi a teatrem, a także najważniejsze napięcia i dylematy między tym, co przyciąga, a co odpycha od teatru. W drugiej uwypuklimy natomiast zróżnicowania obecne wśród młodych, wyodrębniając kilka typowych modeli relacji nawiązywanych przez nich z teatrem, które po części można traktować jako segmenty młodej widowni.

vfvdvs

O co w tym chodziło? Młodzi i interpretacja teatru

Młodzi ludzie opowiadają o swoich doświadczeniach z teatrem na dwóch podstawowych płaszczyznach. Pierwsza z nich to płaszczyzna interpretowania, druga – przeżywania teatru. Choć są one ściśle powiązane, kontekst kontaktu z teatrem zmusza często do ich oddzielania, np. poprzez próby wykazania się odpowiednią interpretacją spektaklu wymaganą przez szkołę. Młodzi różnią się też tym, jak duży nacisk kładą na każdą z tych płaszczyzn.

Rozmowa o teatrze często nie była dla spotkanych przez nas młodych łatwa, zwłaszcza w mniejszych miastach. Po pierwsze, teatralna forma wyrazu okazywała się nieraz tak nowa, że nawet gdy wywoływała pozytywne emocje lub wręcz fascynację, brakowało języka, którym można by wyrazić swoje doświadczenia. Po drugie, podział na kulturę niską i wysoką, w humanistyce wielokrotnie ogłaszany już martwym, w umysłach wielu młodych ludzi wydaje się być zwykle jednym z podstawowych narzędzi poznawczych. W odniesieniu do teatru przejawia się on w tym, że często uznaje się go automatycznie za „wielką kulturę”, a jednocześnie coś, co budzi lęk i na temat czego albo trudno się wypowiadać, albo wypowiada się w formie żartu. W rezultacie duża część wywiadów i obserwacji pełniła często rolę „otwierania” młodych, budowania przestrzeni do swobodnego wyrażania swoich odczuć – także krytycznych oraz swoich wątpliwości. To, że teatr wywołuje wiele sprzecznych uczuć oraz nie poddaje się łatwym klasyfikacjom okazuje się często jego siłą, ale pod warunkiem, że dookoła wydarzenia teatralnego powstaną warunki dla bezpiecznego komunikowania swoich doświadczeń i ubrania ich w jakiś język.

vfvdvs

Żeby nie było bez sensu: trudności z poznawczym oswojeniem teatru

Projektując narzędzie badawcze staraliśmy się, aby duży nacisk był w nich położony nie na interpretację sztuki, lecz przede wszystkim na sposoby jej przeżywania i uczestniczenia w wydarzeniu teatralnym. Okazuje się jednak, że młodzi ludzie są często silnie zorientowani właśnie na wymiar interpretacyjny – oglądając teatr czują się wręcz w obowiązku dociekać tego, „co autor miał na myśli” i jaki jest przekaz, który mają zdekodować. Frustrująca jest sytuacja, kiedy teatr „jest bez sensu taki”, „o niczym właściwie”, kiedy nie umie się powiedzieć, „o co w tym chodziło”. Oto jeden z bardzo licznych cytatów dotyczących tego typu relacji.

R1: Wczorajszy był dla mnie o wiele mniej zrozumiały. Pierwszy raz byłem na teatrze tańca, ciężko było mi zrozumieć o co tak naprawdę chodzi , jaki przekaz był tego tańca. Musiałem się dość dużo zastanowić nad tym. R2: No właśnie nie zrozumiałem o co chodzi z tą dziewczyną z tymi opłatkami – tego nie zrozumiałem kompletnie. (…) M: I to wam się nie podobało? R3: Nie, to było dziwne. R4: Ciężko to zinterpretować odpowiednio. (…) R1: Starałem się każdą scenę jakoś połączyć żeby to wyszło w jakąś jedną sensowną całość co autor miał na myśli. [FGI Piła 1]

Potrzeba zrozumienia teatru, umiejętności jego intelektualnego przetworzenia i często zredukowania do jakiegoś przekazu, który ma z niego docierać do widzów, wydaje się wynikać między innymi z tego, że taki sposób przetwarzania treści kulturowych jest od młodych wymagany w rzeczywistości szkolnej. Dla wielu młodych konieczność odpowiedzenia na pytania takie, jak, „co autor miał na myśli” i „czego uczy nas ten spektakl” jest traktowana jako oczywistość i konieczność – czasem znajdująca swój namacalny wyraz także w trakcie naszych badań, kiedy okazywało się, że nauczycielka wiedząca o naszej wspólnej wyprawie do teatru z młodymi zadała już jego „analizę i interpretację” albo planuje zorganizować kartkówkę z treści obejrzanego przedstawienia.

Jednocześnie, dla młodych, dla których badanie było pierwszą lub jedną z pierwszych okazji w życiu do kontaktu z teatrem, interpretacja, której próbowały podołać, była nieraz dużym wysiłkiem, z którego w pewnym momencie spektaklu rezygnowali lub z którego byli wytrącani przez zewnętrzne okoliczności. Taka sytuacja skutkowała często poczuciem utraty sensu wydarzenia i odbieraniem teatru jako ciągu niepowiązanych ze sobą fragmentów lub „wypadnięciem” i wyłączeniem się z kontaktu ze spektaklem.

R2: To znaczy bo… nie lubię załóżmy niespodzianek i nie lubię takich sytuacji nieokreślonych. A tutaj wszystko było takie… to było z innej beczki, tamto z innej. Te mówiły praktycznie… nagle ta jedna była w ciąży, potem o tym samochodzie i … nic nie rozumiałam [uśmiech]. (…) R1: Tak. Że tutaj nie wiem, nie zrozumiem jakiegoś jednego wątku, a to leci dalej i ja nie mam czasu tego tam ogarniać, no bo to się toczy dalej i ja się w tym po prostu wszystkim gubię. Kiedy muszę się nad tym wszystkim zastanawiać – co z czego wyszło, to już tam… [FGI Konin 2] R2: Nie, bo jak zgubiłam ten wątek, to już całkiem nie wiedziałam o co mi … o co chodzi. Tak, że tak siedziałam i… R1: …Te takie typowe, które się trzymają… M: …Mhm, i się siedzi i nie wiadomo o co chodzi, tylko trzeba do końca dotrwać, tak? R3: Mhm. R4: Do końca. [FGI Wągrowiec] Ja nie wiem, o co chodziło jak byliśmy w tym ostatnim, co w kółko się kręciło. (…) Nie za bardzo nam się spodobał. (…) [a na tym wcześniejszym spektaklu] tu taka cisza, oni się ruszają, te ciała i… [R2] spadła torebka. Dwa razy dostała SMS-a i jak wypadłam z rytmu to już nie wiedziałam co tam robią. Nie mogłam tego zrozumieć. [FGI Gniezno] R1: W ogóle te spektakle były trochę trudne... po drugie, gdyby to było w polskim języku, to by było łatwiej zrozumieć o co w ogóle w tym wszystkim chodziło. W tym pierwszym to w ogóle nie wiedziałem. Była jakaś kosa, to mi się ze śmiercią kojarzyło. Tam... było niezrozumiałe dla mnie w ogóle. Jakoś.. nie było tam sensu dla mnie. [FGI Poznań 3]

Reakcją na omówione powyżej problemy mogłaby być refleksja nad dopasowaniem oferty teatralnej do pół zainteresowań i narzędzi poznawczych młodych ludzi. Rzeczywiście, trudno nie ulec wrażeniu, że młodzi mają okazję do kontaktu przede wszystkim z tymi przedstawieniami, które wpasowują się w „program szkolny”, a więc zwłaszcza adaptacjami klasycznych lektur szkolnych, bez względu na formę tej adaptacji, co prowadzi do licznych wypowiedzi takich, jak ta poniżej.

R3 Jak byliśmy na Nie boskiej komedii to nic nie można było zrozumieć. R2: Pomieszane strasznie [FGI Gniezno]

Kontynuując taki wątek analizy problemu „rozumienia teatru” moglibyśmy zauważyć, że szczególnie często wzbudzały te uczucia teatry pozbawione języka mówionego – wielu młodych bardzo rzadko ma kontakt i okazję do oswojenia tej formy spektaklu.

A po drugie, powinien być w języku, żeby po prostu człowiek to rozumiał, jeżeli będą jakieś tam krótkie dialogi. W tym drugim, to tam były napisy, więc można było zrozumieć. Znaczy jeżeli ktoś tak słuchał, to jeszcze patrzył na to, co tam było i często było łatwiej…

R1: Albo aktorzy wypowiadają za mało kwestii i są takie przerwy… te… ta gestykulacja i nie wiadomo za bardzo o co chodzi. Nie można się zorientować do czego nawiązuje sytuacja. ML Mhm. Takie „dziury” jakby są, że… zatrzymanie i nic się nie dzieje? R1: Tak. Najlepiej jakby cały czas rozmawiali. To byśmy się lepiej mogli zorientować, o co naprawdę chodzi. [FGI Wągrowiec] R1: (…) potem już tak jakby czułem się trochę swobodniej też. Jak przyszedłem w ogóle, to myślałem, że ten język teatru jest taki okropnie trudny. Ale taki naprawdę! Megatrudny. I w tym pierwszym nie był taki trudny, bo jakby te wszystkie symbole, które były one były dość wyraziste. Nie było takiego chaosu, jak np. w tym trzecim spektaklu. Bo tam był chaos… dla mnie był chaos. Ja nie zdążyłem tego wszystkiego rejestrować. Mnie się wszystko zamazywało. R3: Może dlatego, że nie było słów, to był teatr tańca. [FGI Poznań 4]

Problematyczne były też sytuacje, w których spektakl nie oferował żadnych odniesień do „codziennych problemów”, zwłaszcza jeśli nie miał przy tym liniowej fabuły. Spektaklem, który oferował z kolei odpowiednie punkty zaczepienia umożliwiające odniesienie się do własnego życia był na przykład „Testament psa” w Teatrze Nowym. Licealistki z Poznania wskazywały go jako wzór dobrego spektaklu. W przeciwieństwie do całkowicie tanecznego spektaklu „The Pyre” Gisele Vienne była to „konkretna sztuka”, spektakl pokazujący „takie codzienne problemy, jak się ludzie zachowują”. Z kolei w przeciwieństwie do „Teraz jest czas” Mikołajczyka, „Testament psa” poruszał problem, który młodzi potrafili łatwiej nazwać i odnieść do swoich własnych doświadczeń

otwórz
otwórz
otwórz

R1: (...) Bo to było tam przedstawione w formie żartu, a tu te problemy religijności, ale tak naprawdę to jest codzienność. R2: No, to były takie, no, przemyślenia. R1: No, to były takie przemyślenia, że potem musiałam się tym z kimś podzielić. I rozmawiałam ze znajomymi, z rodzicami, ze starszą siostrą, z młodszą siostrą nie, bo ona by nie zrozumiała… R2: Ale to ogólnie ten spektakl to był taki bardzo realny, i były pokazane takie codzienne problemy, jak ludzie się zachowują…

Nie chcemy jednak tutaj sugerować, jakie spektakle powinny być tworzone dla młodych ani dawać przepisu-matrycy na „dobry spektakl”. Pragniemy raczej zwrócić uwagę na to, że bez względu na to, czy spektakl został napisany z myślą o młodych kluczową kwestią określającą to, czy wywoła interpretacyjny dysonans i zniechęcenie jest to, co będzie działo się po spektaklu – czy zaistnieją warunki, które pozwolą na podzielenie doświadczenia, odniesienie go do nowych kontekstów i w ten sposób nadanie mu sensu oraz odniesienia do własnego życia. Wielokrotnie spotykaliśmy się z indywidualnymi próbami znalezienia takich kontekstów, wskazujących na wielki i raczej słabo wykorzystywany potencjał do organizowania wydarzeń okołoteatralnych.

R1: [po spektaklu] szukałam recenzji, starałam się spojrzeć na Youtube’ie, bo oni też czasami tam mają takie filmowe spoty reklamowe i szukałam czy nie ma „Testamentu psa” i niestety nie było, ale tak recenzje czytałam sobie i na stronie Teatru Nowego czytałam sobie. No staram się szukać, staram się dociec dlaczego tak, a nie inaczej. R3: [Ja] Właśnie przed jakimkolwiek spektaklem dowiadywałam się dużo o tym spektaklu, czytałam co to może być… R2: Czy był fajny. (…) R2: Lubię poczytać i wiedzieć co tam się będzie działo. [FGI Poznań 2]

Teatr potrafi w młodych wzbudzić bardzo silne uczucia – zarówno niezwykle silne zatopienie się w jego przeżywaniu i fascynację, jak i lęk, irytację czy zniesmaczenie. Ogromne znaczenie dla zawiązywania trwałych relacji z teatrem ma więc kontekst, w którym dochodzi do zetknięcia z nim i to, czy obejrzeniu spektaklu towarzyszą jakieś inne działania. W jednej z grup widzowie mający często kontakt z teatrem opowiadając o tym, jak wyobrażają sobie idealny spektakl, sami wskazywali przede wszystkim na to, że powinien on być obudowany możliwością jego wspólnego sproblematyzowania, w tym podjęciem takiego wysiłku wspólnie z twórcami teatru, z zagwarantowaniem czasu i przestrzeni na zmierzenie się ze swoimi doświadczeniami i podzielenie ich w swobodnym kontekście z innymi.

R3: A ja bym chciała po spektaklu porozmawiać o tym z aktorami. W Teatrze Polskim było np. coś takiego. Tak, chodziłam przez trzy lata gimnazjum. Teatr Polski miał ofertę dla szkół, gdzie się chodziło na premiery teatralne i wszyscy tam wychodzili razem z reżyserem i rozmawialiśmy po tej sztuce godzinę jeszcze z aktorami. Oczywiście nie trzeba było, ale kto chciał to mógł i każdy miał oczywiście pytania. M: Jak ktoś chciał, to jak najbardziej. R3: To było na przykład bardzo fajne i każdy miał oczywiście pytania i aktorzy byli oczywiście zdziwieni, że niektórzy są tak bardzo obeznani w teatrze. I się konkretnie pytali czy ktoś konkretnie wiąże swoją przyszłość z teatrem, że się tak dopytuje czy coś… Ludzie są ciekawi. I chcą wiedzieć. (…) rozmowa z aktorami… ale nie tak od razu. Bo tak na świeżo, to nie wiem. Dać 15 minut przerwy jeszcze ludziom… R2: Na takie przemyślenie. R3: … i dopiero później, 15-20 minut… R2: Żeby porównać swoje opinie. Samemu. R3: Z innymi. [FGI Poznań 2]

Badania pokazują zatem konieczność ujmowania uczestnictwa w kulturze jako aktywności daleko wykraczającej poza sam moment kontaktu z „produktem kulturowym”. Bardzo ważne dla zawiązywania trwałych relacji między teatrem a młodymi jest stworzenie kontekstów dla interpretacji, punktów odniesienia pozwalających na stworzenie jakiejś ramy dla tego, czegoś się doświadczyło oraz bezpiecznej przestrzeni umożliwiającej podzielenie swoich doświadczeń z innymi. Młodym ludziom brakuje też często doświadczeń ze swojego życia, w których mogliby znaleźć takie punkty. Mogą je jednak oferować na przykład towarzyszące spektaklowi warsztaty, zarysowanie przed spektaklem kontekstu jego powstania lub wszelkie rodzaje dzielenia się wrażeniami.

M: Byłyście (...) na tym wydarzeniu teatralnym i co później dla was z tym się stało. W sensie czy jeszcze jakoś się zajmowałyście tym co widziałyście, czy rozbiłyście z tym coś więcej? R2: No tak, ja na przykład wracając do domu miałam na przykład takie przemyślenia, że dlaczego w ogóle tak, a nie inaczej były różne sceny pokazane, po prostu niektóre rzeczy były dla mnie nie do końca jasne i chciałam to z kimś przedyskutować, więc jak wracałam do domu, to opowiadałam np. mamie, co mniej więcej mnie zainteresowało i dlaczego tak, a nie inaczej i rozmawiałyśmy chwilę jeszcze na ten temat. R3: Wydaje mi się, że jakbym nie przeczytała książki o Gisele Vienne, to nie wiedziałabym w ogóle o co chodzi. Nie myślałabym o tym dalej. Moderator:: Ale mówimy o jej biogramie czy o tym stosie, który był dołączony. R3: Nie – o biogramie. I właśnie jak przeczytałam, to właśnie poczułam takie „o jeju”. Bo nie spodziewałam się, że może właśnie o to chodzić. R2: No! Dokładnie. (FGI Poznań 2)

Brak narzędzi do poradzenia sobie z tego typu problemami i brak języka, którego można by użyć dla podzielenia się doświadczeniami teatralnymi, o którym mowa powyżej, powoduje, że spektakl może szybko umrzeć, zostać zapomniany, usunięty z zasobu swoich, a tym bardziej wspólnych przeżyć. Szczególnie w przypadku osób, dla których spektakl obejrzany dzięki „Teatr Polska” był pierwszym lub drugim kontaktem z teatrem w życiu, problem braku języka, który można by użyć do jego opisania ograniczał możliwość stworzenia pomostu między teatrem a codziennym życiem.

R2: Nie, ja nie po spektaklu szukałam w ogóle o tym [informacji], znaczy się nie odebrałam tej sztuki w ogóle, nie zrozumiałam tego i nie ciekawiło mnie to w ogóle. (…) R3: No, tak trochę między sobą i rodzicom wspomniałam, że mi się bardzo podobała, ale nie.. nie zdradzałam im treści, bo wydaje mi się, że nie byłabym w stanie tego tak opowiedzieć jak to było przedstawione. To jest niemożliwe, nierealne. [FGI Koźmin 1]

Omówione dotychczas problemy interpretacyjne budzą często frustrację i zniechęcenie do teatru, podważając sens metody promowanej przez niektórych edukatorów, która polega na „wyrabianiu nawyku uczestniczenia w kulturze” poprzez – początkowo przymusowe – „wysyłanie” do teatru. Brak umiejętności zinterpretowania teatru lub obawa, że własna interpretacja rozmija się z tym „o co naprawdę chodziło”, niejednokrotnie wywołuje złość lub lęk. U osób, które często obcują z teatrem lub czerpią pewność siebie z innych źródeł, złość pojawiająca się w sytuacji braku możliwości poznawczego oswojenia teatru, kieruje się czasem w kierunku samego teatru.

[R1] już mówił, że dla niego to było nudne, zbyt długie. A dla ciebie? Czy ono było jakoś bliżej tego twojego ideału spektaklu teatralnego czy dalej? Czy równie daleko jak tamte? R2: Równie daleko jak one wszystkie, tak naprawdę. Ja nie wiem, czy teatr ma zrobić ze mnie idiotę, że zobacz, jesteś taka tępa, że… Przynajmniej ja to tak odebrałam czasami może. Że zobacz widzu, jesteś taki tępy, że nawet nie wiesz co my tutaj sobie wyobrażamy. [FGI Poznań 3]

Natomiast u tych osób, które nie miały wielu doświadczeń z teatrem i które nie mają umiejętności przekuwania swojej niepewności w żart lub innego jej kompensowania, nieraz jest to złość skierowana wobec samego siebie.

[Ja czułam] przytłoczenie – to właśnie tutaj jak koleżanka wcześniej mówiła, frustracja, że nie wszystko rozumiałam i sama byłam na siebie wściekła. No i też szok. M: A czemu byłaś wściekła na siebie? Znaczy… no bo jak było tyle tych elementów, później nie wiedziałam która to jest ta dziewczyna, z którym jest chłopakiem (śmiech) i wszystko mi się poplątało. [FGI Konin 2]

Uczucie poplątania i niepewności jest o tyle odpychające od teatru, że łatwo wiążę się z lękiem, że brak umiejętności udzielenia odpowiedzi na te pytania doprowadzi do kłopotliwej sytuacji i ich „nakrycia” jako niekompetentnego widza. Ten lęk wskazuje na dwa podstawowe, opresyjne konteksty dzielenia się doświadczeniami teatralnymi. Pierwszy to wspomniane już reguły szkolnej interpretacji dzieła. Dla przykładu, w jednym z mniejszych miast licealistki, patrząc porozumiewawczo na siebie, regularnie używały hasła „analiza i interpretacja”. Kryje się pod nim nieustannie stosowany w ich szkole sposób pracy z treściami kulturowymi na lekcji języka polskiego. Rozmówczynie obawiały się, że nasze wspólne wyjście do teatru pociągnie za sobą nieprzyjemne konsekwencje w postaci konieczności „przerobienia” swoich doświadczeń w taki właśnie sposób.

R2: [W gimnazjum] ta pani do nas umiała dotrzeć. I chcieliśmy słuchać jej bo fajnie gadała. A teraz cały czas na lekcji mamy tylko [chórem z pozostałymi uczestnikami wywiadu]: „analiza i interpretacja”! R3: Takie ciekawe lekcje [były w gimnazjum], jak ten to mieliśmy w ogóle dużo filmów… R2: [A teraz] Bym się zdziwiła jakby było takie coś: lekcja, temat, opracujmy takie oto coś! Nie. Analiza i interpretacja. Albo dostajemy takie kserówki, jest jakiś tekst i trzeba odpowiedzieć na 15 pytań. Analiza i interpretacja. Masakra. (...) R2: Właśnie teraz się boimy, że teraz będziemy musieli siedzieć i napisać analizę i interpretację naszej wycieczki wczorajszej. R1: Nie, bo już jest zakończenie roku. R2: Uff, to nas może ominie. M: Naprawdę? Wtedy sam każdy pisze to pisemnie? Jako takie wypracowanie? R3: Tak, bo mamy co lekcję tę analizę i interpretację. I potem w kwietniu jeden sprawdzian: analizę, a potem teraz. (...) R1: I tak nic nie zmienisz. R2 Po co się denerwować.

Z kolei w innym małym mieście „Ferdydurke”, które obejrzeliśmy, wcześniej było przerabiane na języku polskim, spotkało się jednak z niezrozumieniem. Tym, co zwróciło uwagę w inscenizacji Gombrowicza była natomiast szkolna opresja w postaci „jednej poprawnej interpretacji” przypominająca własną szkolną codzienność.

M: Jakie były reakcje na lekcji? Podobało się ludziom? R1: Takie dziwne... M: Dziwne? R3: W ogóle nikt tego nie rozumiał prawie wcale... R1: Teraz tak inaczej jak po obejrzeniu tego... To było inaczej przestawione niż sobie to wyobrażałam. Tak bardziej zrozumiale dla mnie na przykład.. nie wiem jak dla was [uśmiech] M: Szkoła wam się podobała? Była jakaś taka…, coś podobnego? R1: No było, że... nauczycielka... R2: No no. R1: nie brała pod uwagę tego, że tam R2: że komuś się może coś nie podobać tylko po prostu ktoś jest najlepszy i najwspanialszy… R1: I ma tak mówić i napisać jeszcze o tym wypracowanie, chociaż się jak tak nie uważa R2: I swojego zdania nie można mieć. R1: Tylko trzeba robić tak jak każą. Nauczyciele R3: "Szkołę lubię, bo..." R1: A może nie lubię?, Mieliśmy takie zadanie kiedyś na angielskim, że... . I nie było opcji, że „nie lubię tej szkoły”. [FGI KOŹMIN 2]

Lęk wzbudzany przez domaganie się umiejętności poprawnego zdekodowania wydarzenia, w którym się uczestniczyło, jest podsycany przez drugi kontekst doświadczania teatru: relacje rówieśnicze. Wspólne jednoczenie się przeciwko wymogom szkoły jest bowiem często wypierane przez tarcia między młodymi ludźmi, będące elementem szerszej walki o prestiż i uznanie w klasie.

Jeszcze w trakcie uczestniczenia w spektaklu, a następnie po jego zakończeniu, młodym towarzyszy niejednokrotnie lęk przed tym, że nieumiejętność interpretacyjna zostanie odkryta przez innych.

(…) są takie spektakle, nawet ten jeden, który obejrzałyśmy w ciągu tych teraz trzech dni, że ja np. oglądam i tak „O jeny, o co w w tym chodzi? Ja wyjdę i wszyscy będą się ze mnie śmiali, bo ja chyba nic z tego nie zrozumiałam!” (śmiech) [FGI Poznań 4] R2: Ale to tak głupio w otoczeniu tych innych ludzi. Albo ja tak, jak byłam właśnie na tych „Amatorkach” to czułam, że wszyscy tak rozumieją wokół mnie, tylko ja taka zostałam, że tego nie rozumiem, niektórych tych momentów z tymi… R1: Ja tak samo! R2: Że to się według mnie nie skończyło. Nie zrozumiałam tego zakończenia akcji. [FGI Konin 2]

Przy tego rodzaju relacji z teatrem łatwo o sytuację, w której każdy obawia się o bycie „tym, który nie zrozumiał” i unika dzielenia się doświadczeniami z innymi, co prowadzi do szybkiego wygaszenia rozmowy na ten temat. Możliwe są jednak także inne scenariusze, o czym dokładniej będzie mowa poniżej.

vfvdvs

Znaczenie kontekstu rówieśniczego i przestrzeni dookoła teatru

Szkolny schemat „analizy i interpretacji utworu” powoduje często, że jego życie jest krótsze niż mogłoby być – bez możliwości skonfrontowania swoich doświadczeń z innymi możliwymi reakcjami na spektakl oraz otrzymania różnych kontekstów do jego interpretacji, spektakl może mieć w doświadczeniu młodych zbyt mało punktów zaczepienia, by pozostać w ich umyśle na dłużej i wydostać się z kontekstu szkolnego „dekodowania przesłania”.

Źródłem pobudzeń tworzących takie punkty zaczepienia mogą być także inni młodzi ludzie. W niektórych grupach, z którymi uczestniczyliśmy wspólnie w spektaklach, także tych mających szczątkowe doświadczenia z teatrem, młodym ludziom udawało się wytworzyć atmosferę pozwalającą na podzielenie się swoimi doświadczeniami. Sami podejmowali żywą dyskusję o swoich skojarzeniach po obejrzeniu spektaklu, a nawet szukali dalszych informacji na jego temat w Internecie, a w szkole w czasie przerw nawiązywali do scen ze spektakli (np. wprowadzając nowe zachowanie polegające na tłuczeniu głową o ścianę jako sposobu okazania problematyczności jakiejś sytuacji, nawiązujący do zachowania jednej z postaci w „Zbrodni”).

Również i ten kontekst bywa jednak często problematyczny, a presja ze strony rówieśników często ogranicza intensywność i długość trwania doświadczeń ze spektaklu zamiast je intensyfikować, zwłaszcza gdy miało się dotąd bardzo ograniczone doświadczenia z teatrem. Lęk przed odmiennością własnego sposobu przeżywania spektaklu w porównaniu do rówieśników lub nieznajomością „właściwej interpretacji” potrafi się tu objawić równie silnie, jak w kontekście szkolnego przerabiania treści kulturowych.

R1: (...) na tym pierwszym spektaklu, to tak miałem swoje skojarzenia, ale tak sobie pomyślałem: „Nie, nie. Przecież ja nic nie umiem. No to pewnie wszyscy inni tam mają zupełnie co innego”… R2: No, ja też tak. [kilka osób mówi jednocześnie] R4: Nie! No przestań. Nie myślałeś tak. R3: Potem… W czymś takim. W takich kategoriach, w takich kategoriach. Potem się okazało, że jakby moje skojarzenia się ze skojarzeniami innych nakładają i tak jakoś… to akurat przeżywałem z innymi bardziej. A pewnie…. To nie można tak. Ja się nie znam, więc… musiałbym jeszcze na parę pójść, żeby cokolwiek na ten temat powiedzieć. R4: Ale raczej chyba ludzie nie przeżywają wspólnie teatru, jakoś tak mi się wydaje. Nawet jak idą z kimś… Chyba nie. R3: To jest bardziej takie osobiste odczucie. R4: W ogóle, boją się wyrażać swoje emocje w teatrze. Czy tam jakieś klaskanie, aplauz, prawda, czy coś takiego. Boją się. Tak samo jak na tym… Rozmawiałem z Wojtkiem, byliśmy na koncercie przed tym spektaklem… R3: Jazzowym. R4 Jazzowym. I ja nie wiedziałem, oni… byłeś z tym swoim znajomym, też muzykiem. I wy wiedzieliście, żeby bić brawo po tych solówkach. A ja po prostu (śmiech), nie chcą na koncerty jazzowe za często i nie wiedziałem, że po tym się bije… [FGI Poznań 4]

W wielu środowiskach młodych ludzi teatr jest bardzo odległym, słabo rozpoznanym zjawiskiem. Szkoła nie stwarza okazji do kontaktu z teatrem, a wśród uczniów mało kto zetknął się z nim w innych kontekstach. W takiej sytuacji, jeśli brak kontaktu z teatrem wynika z ogólnie małego dostępu do zróżnicowanej oferty kulturalnej, wśród części młodych występuje głód wszelkich wydarzeń, które zjawiają się w okolicy ich zamieszkania lub na które można się wybrać do większego miasta. Z drugiej strony, istnieje wówczas duże ryzyko oswajania tej sytuacji przez osoby o silnej pozycji w grupie poprzez sygnalizowanie swojego dystansu wobec teatru, kultury i roli widza, a licealiści o różnych potrzebach, różnej wrażliwości i różnej pozycji w grupie przeszkadzają sobie nawzajem.

R3: Samemu się chyba bardziej przeżywa niż w tłumie. Te emocje są bardziej takie indywidualne a nie takie.. podporządkowane temu co narzuca, nie wiem, klasa czy: „e tam, to jest nieładne” to mi się też nie będzie podobało. Po prostu jak mi się coś podoba to ja to wiem, czuję a nie podporządkowuję się nikomu. R1: Myślę, że jeśli się idzie z klasą to... do kina to może mniej ale właśnie do teatru czy opery to są osoby, które się na to wyjście cieszą i są takie, które no idą, bo muszą. I dla mnie to jest bez sensu z tej racji, że te osoby, które są tam z przymusu po prostu rozwalają cały nastrój i mogą się zachowywać nieodpowiednio. Na przykład spotkałam się z sytuacją, że ktoś potrafił w teatrze otwierać paczkę chipsów, którą jakoś wnieśli także to po prostu jest strasznie denerwujące, bo... im nie zależy na tym spektaklu i nie szanują po prostu tego. [FGI Koźmin 1]

Dla wielu młodych brak umiejętności powiedzenia, „co autor miał na myśli” lub lęk przed przedstawieniem swoich interpretacji przed innymi był tak krępujący, że po spektaklu podejmowali nie tyle próbę zdystansowania się do teatru poprzez żarty, często stosowaną przez osoby o wysokim statusie w grupie, co raczej zamknięcie w sobie i odseparowanie. Relacje na temat tego typu różnic między młodymi pojawiają się podczas dyskusji, ale mogliśmy też wyraźnie zaobserwować te mechanizmy na żywo w trakcie wspólnych wypraw do teatru z licealistami. Rodzące się w ten sposób zniechęcenie do teatru wynika nie tylko z trudnej do opanowania dynamiki grupowej, ale także różnic we wrażliwości, wyobraźni i kapitale kulturowym między uczniami tej samej klasy, które rodzą radykalnie inne potrzeby dalszej pracy ze spektaklem. Brak okazji do przepracowania spektaklu stosownie do specyfiki odbioru poszczególnych typów młodych ludzi skutkuje nieraz wyobcowaniem i zamknięciem w sobie tych, których odczytanie nie przystaje do odczytania pozostałych.

(...) jak zapamiętałaś, o czym dla Ciebie ten spektakl był? R1: Znaczy... dla mnie był po prostu przedstawieniem książki. Jakby nie patrzyć lektury. (...) w sposób taki mi się wydaje gdzieś... no przystępny, w sensie takim, że nawet jeśli ktoś tego nie czytał no to coś jednak, jakąś drobinkę z tego mógł wynieść. (...). No i tak jakoś momentami mi się przynajmniej tak zdawało, że ludzie tam w moim wieku.. czy tam ogólnie ci młodsi, którzy nie czytali „Ferdydurke”, to śmiali się z rzeczy, które.. ja wiem, na przykład, że po prostu u Gombrowicza to było w tym „Ferdydurke” i to jest takie typowe dla niego a to ma być śmieszne jakby nie patrzeć, ale na przykład mnie nie bawiło, bo wiem, że na przykład ta jego „pupa” to jest po prostu symbol „Ferdydurke” a wszystkich dookoła to bardzo bawiło z racji powodu... z racji samego użycia tego słowa.

Sytuacja takich osób, jak autorka powyższej wypowiedzi jest trudna. Brakuje im często możliwości zderzenia swoich doświadczeń z doświadczeniami innych. Istnieje też ryzyko, że ich wrażliwości stanie się obiektem, podszytej nieraz zazdrością, kpiny ze strony tych młodych ludzi, którzy brak możliwości nadania sensu spektaklowi kompensują żartami, na które pozwala im wysoka pozycja w grupie.

R2: Nie za bardzo nam się z [R1] [ten spektakl] podobał. M: Nie był fajny? R3: Moim zdaniem był taki w miarę. Mi się akurat tak podobał. Było, coś innego. R2: Tylko że ta muzyka była taka usypiająca. Tu-tu. Tu-tu. Tu-tu. R1: No albo nagle to piszczenie, a ja: "kuuurde, [tu imię koleżanki], ja tu po prostu nie wytrzymam!". R2: No ta muzyka taka była. R3: Ogólnie tak mnie zaciekawiło, że oni tak wszystko równo i w ogóle. (...) No, ta właśnie gra ciała była fajna, nie? Taka tymi mięśniami, ta mimika, wszystko fajne. R1: [R2] spadła torebka. Dwa razy dostała SMS-a i jak wypadłam z rytmu to już nie wiedziałam co tam robią. Nie mogłam tego zrozumieć. (...) No i tak z [R2] na [R3] patrzyłyśmy i: „ty, ona chyba to rozumie!” [śmiech] [FGI Gniezno]

Problemem występującym w grupach młodych ludzi, ale w takim kontekście objawiającym się szczególnie silnie, jest też zduszanie przez presję grupową inicjatyw, które mogłyby doprowadzić do podjęcia przez młodych próby samodzielnego tworzenia i uczynienia z niego wspólnego zajęcia. W odwiedzonych przez nas małych miastach reagowano na ten problem na bardzo różne sposoby. W kilku napotkanych przez nas przypadkach nauczyciele poprzestawali w najlepszym razie na rzuceniu pomysłu na stworzenie czegoś przez klasę. Brak włożenia dodatkowej energii sprawiał jednak, że bariera tworzona przez brak wyobraźni pozbawionych źródeł inspiracji młodych ludzi oraz bierność tworzona przez lęk przed stworzeniem czegoś nietypowego gasiły pomysł w zarodku.

M: A w szkole przerabiacie jakieś teatry? Na polskim albo na czymś tam... albo jest jakieś koło albo coś tam... R2: W ogóle... nic... R1: Nie za bardzo... W naszej szkole za bardzo nie funkcjonują takie kółka zainteresowań. R2: Raczej nikt się niczym nie interesuje [uśmiech] R1: Znaczy ludzie się interesują, ale po prostu jakoś tak... R3: Tak samo jak miał być ten kabaret czy coś i nie było żadnego w ogóle, czy coś, nie? Wtedy? R2: No.. R1: To w ogóle nie było zorganizowane, tylko rzucony pomysł i nic nie wyniknęło. R2: Nawet jakby ktoś coś chciał no to będzie potrzebna reszta, nikt nie idzie no to... Znaczy był taki pomysł, żeby zrobić kabaret, tak? R3: Tak, żeby była taka grupa. R1: Nadawali by się ogólnie... R2: No, dużo osób by się nadawało... R1: Później to ucichło i do tej pory... A to jakiś nauczyciel wymyślił ten pomysł? R1: Tak, nasza wychowawczyni. Tylko nie było nikogo, kto się tym zajmuje? R1: Ona chciała się tym zająć, tylko po prostu... R2: Nie było jakoś tak za bardzo chętnych, bo jakby się ktoś zgłosił, no ok, jedna osoba to jest jednak za mało, a reszta pójdzie za tym, że po co, bez sensu.. R3: Po co tracić czas... R1: Więc już później każdy zrezygnował. R3: Takie nastawienie, że wszystko jest bez sensu . R2: Nie ma sensu walnę głową w ścianę, a co! [śmiech] Macie na myśli takie coś, że ktoś by chciał to zrobić taki na przykład kabaret, ale inni będą mówił: "łeee..." R3: Tak, dokładnie. R1: Krzywo patrzeć na to, jak ktoś chce zrobić coś od siebie to wtedy jest dziwny. I tak wtedy głupio trochę, tak? R1: I wtedy jak się nie ma dobrego wsparcia ze strony innych osób, to się samemu nie chce. R2: Zero motywacji i w ogóle. R1: Bo to nie ma sensu jak nikogo to nie obchodzi tylko... R2: 2-3 osoby... R1: No... [FGI Koźmin 2]

Napotkane przez nas przypadki podjęcia wysiłku zmierzającego do przełamania bariery wyobraźni oraz bariery lęku przed wyśmianiem powstającego w grupie nastolatków wychodziły raczej od pasjonatów niż były wynikiem jakichś systemowych działań. Takim hobbystycznym działaniem były na przykład spotkania organizowane przez amatora teatru polegające na wciągnięciu młodzieży do tworzenia luźnych, improwizowanych scen przechodzących płynnie w kolejne.

R2: My byłyśmy z Agnieszką na spotkaniu z takim panem, który występuje w takim teatrze improwizowanym. Byli dwaj aktorzy i właśnie ustawiliśmy taką ławeczkę, i po prostu siedziały dwie osoby, i podbiegała inna, i od razu jakoś musieli stworzyć jakąś sytuację. R3: Jakąś rozmowę, jakąś sytuację. R2: Że siedzą w kinie albo są małżeństwem i oglądają telewizję, albo policjanta porywają kosmici nagle. R1: To było tak, że on zaczynał z jakąś osobą i np. udawał, że jest z bratem, że piją razem piwo. Wtedy osoba jakaś podbiegała i on się zamieniał. I trzeba było jakąś nową sytuację wymyślić. I ciągnąć tą sytuację ta długo aż nowa osoba nie zmieni. Nowa sytuacja, trzeba było tak dostosować się i improwizować. Fajne! R3: Ale potem okazało się, że ten pan jest też trochę chory, ale bardzo się interesuje właśnie teatrem, jest na każdym spektaklu, no i tak… (...) M: I sam takie coś zorganizował, tak? R2: Mhm, tak. [FGI Gniezno]

Zajęcia improwizacyjne tak bardzo spodobały się kilku licealistom, że byli chętni, aby przedstawić je w szkole na lekcji języka polskiego. Sposób organizacji tego przedstawienia przez nauczyciela okazał się jednak raczej dusić zainicjowaną energię i zainteresowanie, wskazując na częstą nieprzystawalność takich aktywności do szkolnego trybu przetwarzania kultury i niski status inicjatyw uczniowskich.

R3: [Zrobiliśmy] taką lekcję, żeby pokazać im [co robiliśmy na warsztatach z improwizacji], bo naszej wychowawczyni nie było. No to skoro było nas tam 5 czy 10 no to żeby reszta klasy zobaczyła o co chodzi, no to... R2: Nie, no bez przesady, pięciu. To mi się nie chciało przyjść. R3: Było tak, że [innym] podobało się, ale pani to zrobiła tylko na jednej godzinie. Jak by zrobiła pani na więcej pewnie też by było inaczej. A to było tylko 45 min, nawet niecałe… Bo mieliśmy w te 45 minut pokazać wszystko co my tam robiliśmy przez trzy dni! No to tak trochę… [FGI Gniezno]

DYGRESJA: Nauczyciel jako przewodnik vs nauczyciel jako strażnik JAKO STRAŻNIK Rola nauczyciela wydaje się jednym z kluczowych czynników w procesie przyciągania młodzieży do teatru. To głównie nauczyciele informują o spektaklach, zachęcają do udziału w nich, organizują koła teatralne, inspirują do samodzielnych poszukiwań. Miłośnicy teatru, z którymi rozmawialiśmy, często okazywali się być uczniami nauczycieli-pasjonatów, który potrafili zarazić ich entuzjazmem. Z kolei w tych grupach, w których aktywność teatralna była niska, często słychać było opowieści o nauczycielach skutecznie zniechęcających do dodatkowych aktywności kulturalnych poprzez późniejsze egzekwowanie znajomości przedstawień i umiejętności ich interpretacji – urządzanie „kartkówek” czy „odpytywanie”. R1: No nie, właściwie to nie. Ale w gimnazjum, to … oj byśmy mieli… z „Dziadów” to mieliśmy kartkówkę. M: Kartkówkę macie z teatru? R2: Od razu. R2: Niektórzy czytali jeszcze dalej, żeby tam wiedzieć o co chodzi. Bo tylko z drugiej części mieliśmy. Trudno byłoby zatem wysnuć generalną tezę dotyczącą tego, czy szkoła/nauczyciele przyciągają czy odpychają od teatru. Nawet sama obserwacja niektórych grup młodzieży pozwalała dostrzec ogromne różnice w podejściu nauczycieli do wspólnego wyjścia do teatru. Zdarzało się tak, że po spektaklu młodzież gromadziła się wokół nauczyciela, zadając mu pytania i zagadując, a nauczyciel wydawał się bardzo dobrze znać każdego z uczniów z osobna. Zdarzyło się również, że dwójka nauczycieli i grupka a my że nie, nam się podobało i jakby jak każdy wymienia te plusy i minusy, to wtedy... I my rozmawiamy o tym dużo. I po filmach, i po spektaklach. [FGI Poznań 3] Część nauczycieli wydaje się jednak wybierać spektakle według dość schematycznego klucza: są to przede wszystkim adaptacje lektur, na ogół nielubiane przez młodzież. „Szkolność” takiego wyjścia do teatru jest wówczas potęgowana przez „szkolność” przedstawienia. Kolejny schemat to niechęć czy obawa przed traktowaniem młodzieży jako osób dorosłych czy prawie dorosłych i przekonanie, że trzeba ustrzec ją przed oglądaniem scen teatralnych zawierających przemoc czy nagość. Takie podejście pogłębia przepaść nauczyciel-uczeń, przekonuje młodych ludzi, że system szkolny jest odrębnym światem, sztucznym i nie przystającym do rzeczywistości. R1: Ze szkołą to się idzie przeważnie na historyczne coś takiego, a samemu horrory, komedie, można pójść na takie gdzie przeklinają, a ze szkołą to historyczne, edukacyjne. „Bitwa pod Wiedniem”. [FGI Gniezno] R1: Warto było.(…) Bo zawsze jak chodziliśmy na te takie ze szkoły no to było takie grzeczne… R2: No właśnie! R1: A to było takie… doroślejsze… [FGI Konin 1] M: A wy zostaliście do końca? R2: Chciałem ale mnie wyciągnęli siłą. M: Myślicie że to było złe że was wyciągnęli z tego spektaklu? R4: Tak w trakcie, nawet nie dali nam skończyć o czym to jest. Tylko nauczycielki stwierdziły że było dużo przekleństw i już wychodzimy. R1: To dziwne. Bo w życiu codziennym… R2 Przekleństwa to jest normalne. R3 Nauczyciele chcą jakby zatuszować realia świata. (…) Czy oni tego tak naprawdę chcą? Tego nie rozumiem. Pewnie w większości chcą nas na to wyczulić. Żebyśmy ten świat postrzegali lepiej. Takie biedne, smutne spojrzenie. [FGI Piła 2] uczniów unikali się wzajemnie, stanowiąc dwa osobne, nie kontaktujące się ze sobą zespoły. Kolejna podwójność dotyczy samego organizowania wyjść do teatru przez szkołę. Z jednej strony, są to często jedyne okazje kontaktu z teatrem dla młodych ludzi. Z drugiej – kojarzą się one z przymusem i mogą wywołać efekt przeciwny do zamierzonego. Oczywiście, zróżnicowanie w poczuciu opresyjności szkolnego wyjścia związane jest nie tylko z postacią nauczyciela i formą zachęty, ale i choćby aspiracjami ucznia – ci pilni i ambitni często uznają, że teatr służy ich rozwojowi i są gotowi przebrnąć przez spektakl, którego sami by nie wybrali, w imię tego rozwoju. Ważny jest też dobór repertuaru, choć kwestia ta jest znów niejednoznaczna. jednej strony, model demokratycznego podejmowania decyzji o spektaklu prowadzić może do wyboru spektakli „mniej ambitnych”. Z drugiej, narzucanie swojej decyzji przez nauczyciela bywa odbierane jako opresyjne. Nie jest tak wówczas, gdy pedagog potrafi przekonać młodzież do swojego pomysłu. Wypowiedź poniżej ilustruje jak nauczyciel, który zbudował autorytet wśród uczniów a jednocześnie szanuje ich zdanie i stara się budować partnerskie relacje, potrafi przekonać młodzież do sięgania po różne spektakle, niekoniecznie komediowe. I jakby to jest.. bardzo się interesuje teatrem, teatrologią itd. i dlatego jakby cała klasa, jakby, abstrahując od tego, że jest nauczycielem naszym i te wszystkie pytania, testy itd., to jakby widzi, że ona ma dużą wiedzę i jak on nam wybiera spektakle, to my wiemy, że on nam.. no my mu ufamy i wiemy, że on nam wybiera takie spektakle, które są warte obejrzenia, bo on by na inne nie poszedł. I generalnie później z nim rozmawiamy. Ale to też jest takie fajne, bo jak się jest w grupie odpowiednich osób, to takie rozmowy są tylko kształcące. Bo to nie są rozmowy, że ktoś patrzy na inną osobę, i że ktoś powiedział, że jej się nie podobało, to te z mówię, że się nie podobało. Tylko nawet jeśli nauczyciel mówi, że mu się nie podobało, to bardzo często było tak, że nauczyciel mówił, że mu się nie podobało, a my mówimy np. „Ale nam się podobało”. Nam się podobało to, to, to i on mówi: „No rzeczywiście, to było niezłe, ale nie, w sumie to było beznadziejne”,

Skuteczne i trwałe przełamanie barier powstrzymujących klasy szkolne przed angażowaniem się w kulturę teatralną mają raczej miejsce wtedy, gdy osoba pasjonująca się teatrem jest jednocześnie nauczycielem/nauczycielką. W takim wypadku możliwe są zupełnie inne scenariusze niż ten opisany powyżej, w którym teatr był bardzo odległym i słabo rozpoznanym zjawiskiem, któremu trudno się przebić do roli zajęcia przynoszącego pozytywną ocenę grupie rówieśniczej. W przypadku klas o profilu humanistycznym lub teatralnym w większym mieście teatr może być wręcz środkiem dystynkcyjnym i narzędziem do promowania się przed rówieśnikami.

R1: Dla mnie taniec był zawsze takim wyrażeniem siebie, był takim luksusem, bo też nie każdy potrafi tańczyć, nie każdy potrafi się w ten sposób poruszać. I dla mnie to zawsze była taka wyższa sfera, do której też chciałam dążyć. [Podobnie] aktorstwo , no to dlatego że jak ktoś potrafi grać ze znajomych, to… Jak ktoś w ogóle potrafi grać i zaprasza np. nie wiem na spektakl (...) i znajomi też patrzą na ciebie też z trochę inne strony, że jesteś kreatywna, że coś robisz, że udzielasz się, i… No właśnie, bo ja tak pokazuję siebie, rozwijam siebie i to jest dla mnie luksusowe. Bo takie taniec czy próby w teatrze to nie jest taka codzienność dla każdego. To jest po prostu taki luksus i coś wyjątkowego. (…) Bo ja się promuję przy moich znajomych pokazując, że ja coś w aktorstwie itd. (…) R3: Gra aktorska to tak jak koleżanka powiedziała, że lubi pokazać jakby swoje umiejętności przed innymi, to właśnie też lubię sobie pokazać (...) [Poznań FGI 2]

Najczęściej teatr ma jednak bardziej wieloznaczny status. Wokół niego zawiązuje sie grupa pasjonatów, czerpiących energię do angażowania się w ten rodzaj działań nie tyle z ich powszechności, co wyjątkowości. Teatr jest dla nich środkiem komunikacji między sobą, natomiast niekoniecznie w kontaktach z innymi młodymi ludźmi. Dzieje się tak wtedy, gdy istnieją różne możliwości kontaktu z teatrem, a nawet uczestniczenia w jego tworzeniu, ale jednocześnie nie jest on elementem wysoko wartościowanym przez klasowy „mainstream” lub w przypadku klas teatralnych – przez znajomych z innych kręgów niż klasowy. Wokół oglądanych spektakli i prób teatralnych tworzy się wtedy krąg wtajemniczonych, którzy wzajemnie wymieniają się doświadczeniami z teatrem, ale z ostrożnością podchodzą do ich szerszego uwspólniania ze znajomymi.

R2: (...) na przykład pisałam do znajomych, że podobała mi się sztuka i że może warto by było na nią pójść, ale nie chciałam pisać więcej, bo po prostu nie wszyscy lubią takie, takie… tematy. I żeby nie zniechęcać. R3: Tak, jeżeli właśnie chodzi o dawanie jakichś postów na ten temat, to ja raczej odpuściłam, a jeżeli chodzi o to czy pisałam do znajomych, to mówiłam, że byłam na tym i na tym, że to mi się podobało, ale… R1: Takie postowanie na Facebooku, gdzie wszyscy tak naprawdę, przy takiej ilości znajomych, olewają każdy post, to jest bezsensowne. Po prostu grupa ludzi, z którymi spotykamy się na co dzień, albo mamy z nimi bliższy kontakt… No, o tym, że byliśmy i staraliśmy się ich zainteresować. M: Czyli bardziej twarzą w twarz wymieniacie te informacje? R3: Dokładnie. Ja bym nawet dodała… Wydaje mi się, że niektórzy ludzie… R2: Niektórzy ludzie po prostu „lajkują” i nie czytają tego, co ona dodaje. R3: Mogliby pisać komentarze „co nas to obchodzi”, albo „jesteś taka i owaka”… R2: To nie jest miłe. R3: To nie jest miłe i dlatego wolę rozmawiać twarzą w twarz. (...) R1: Bo tacy zwykli ludzie, którzy w tym nie siedzą na co dzień, którzy się tym nie interesują, nie mają czegoś takiego. I może jest trudniej docenić to, że my idziemy na próbę teatralną i oni: „po co, po co?” A my z racji tego, że wiemy ile my w to wkładamy pracy, to wiemy, że taka próba teatralna to jest dla nas luksus. Bo to jest czas poświęcony na rozwijanie siebie, na rozwijanie swoich pasji. [FGI Poznań 2]

Motorem pogłębiania kontaktu z teatrem jest więc dla tych ludzi raczej przekonanie o realizowaniu w ten sposób wyjątkowej pasji, która nie jest dostępna i zrozumiała dla wszystkich, a w ten sposób może być też pozytywnie wyróżniająca. Brak możliwości jej podzielenia z innymi lub dowartościowania teatru w klasowym „mainstreamie” u niektórych osób rodzi jednocześnie frustrację. Często spotkaliśmy się też z tym, że o teatrze rozmawia się wyłącznie z rodziną i to tu próbuje się znaleźć przestrzeń, w której przeżycia towarzyszące uczestniczeniu w kulturze mogą znaleźć swoje ujście.

M: Mhm, ale powiedzcie, bo R1 powiedziała, że na fejsie to o takich rzeczach nie. R1: Nie, bo to nikogo.... [milknie] M: Znaczy.... M: No właśnie, z czego to wynika, że nie? R1: [wzdycha, pauza] Bo na Fejsie mówi się o innych rzeczach niż tak... Po prostu chodzi o to, że... Rzeczywistość jest taka trochę niefajna. Że... Ja nie mogę, na te tematy, które mnie interesują naprawdę rozmawiać z osobami np. u mnie w klasie. Tylko rozmawiam o tym z moją najbliższą przyjaciółką, z moją rodziną, ale nie z ludźmi tymi, w sensie takich, których spotykam. Po prostu chodzi o to, że ja nigdy się tego nie nauczyłam, ale trzeba umieć z każdym rozmawiać [wzdycha]... R2: ...o czym innym. R1: O czym innym. I na ten temat, który GO interesuje. M: Czyli uważasz, że to jest taki bardziej intymny temat? (...) M: te ważne tematy dla Ciebie: polityka, filozofia, teatr, to są takie intymne trochę, a nie takie, żeby zamieszczać to na Facebooku? R1: Nie, bo po prostu wiem, że... To nikogo nie zainteresuje! I to jest czasami... to czasami boli. Ale po prostu taka jest rzeczywistość. R2, a ty jak masz? R2: Tutaj z tymi... Ja w ogóle... M: Np. o teatrze byś zamieszczał jakieś rzeczy na Facebooku? R2: Jeżeli coś by mnie zainteresowało, jakaś sztuka na przykład, powiedzmy... R1: ... Ale przecież wiesz, że naszą klasę, kiedy np. zamieściłbyś... nie wiem, zamieścisz np. na Facebooku tekst w stylu „Tak cię kocham, że dla ciebie ogoliłabym nogi”, to masz 50 lajków. A jak zamieścisz tekst w stylu „Cogito ergo sum”, to nikt cię nie polajkuje! Po prostu tak masz!!! Takie jest życie! [mówi bardzo emocjonalnie] (...) M: A jeżeli chodzi o rozmowę z siostrą, bratem albo z mamą, tatą, to na jakie tematy? R1: Ja z moimi rodzicami rozmawiam o WSZYSTKIM tym, co zamieściłam tutaj. Mhm, wszystkim co ważne. R1: Wszystko co ważne. Gdybym nie miała rodziców to... pewnie bym zginęła. M: Ale jest ci łatwiej z rodzicami rozmawiać niż z rówieśnikami? R1: O wiele łatwiej. (...) M: Mhm, ale mimo tego, że jesteś w klasie teatralnej, to o tym graniu w teatrze nie można porozmawiać? R1: Nie, no mogę pogadać, nie? No o tym się rozmawia zawsze. To jest oczywiste. O nauce, o nauce też. (...) M: Aha, ale to dotyczy po prostu bardziej bieżących rzeczy? A nie o takich – nie wiem, przesłaniu, dyskusji... R1: Nie! U nas nie mówi się o takich rzeczach. U nas jak ja zaczynam to: „O Boże! Nudzisz!!!”. No to już nie mówię, bo to nie warto. [FGI Poznań 3] R4: W sumie kiedyś wstawiłem post na fejsie o teatrze, ale nikt tego nie polubił. [ogólny śmiech] A czemu wstawiłeś? R4: Nie wiem, bo chciałem żeby zobaczyli. I ostatnio … ostatni post przed moim całkowitym po prostu popsuciem się Facebooka, to był – polecałem „Kronosa” Gombrowicza. Też nikt tego nie polubił [ogólny śmiech]. [FGI Poznań 4]

DYGRESJA: Razem vs osobno Zdarza się, że spektakl teatralny zostawia widza z mieszanką różnych emocji, które kłębią się wewnątrz i długo jeszcze nie pozwalają o sobie zapomnieć. Podobnie dzieje się czasem po lekturze książki czy obejrzeniu filmu – wydaje się jednak, że w przypadku teatru emocje te są szczególnie intensywne i różniące się od tych doświadczanych na co dzień. Co więcej, zagubienie we własnych emocjach („nie wiedziałam do końca co czuć”) miesza się często z zagubieniem i niepewnością co do rozumienia („nie wiem co myśleć”). R3: Najpierw zeszły emocje a potem dopiero się o tym myślało, o czym to było, faktycznie przekaz. Potem doszło, że to się kończyło. Było mocne. R1: Trafiało do nas z taką naprawdę ogromna falą emocjonalną. I musieliśmy to przetrawić i pomyśleć tak sensownie, o co chodziło w tym teatrze, jakie przedstawiali wartości. [FGI Kalisz 1] Tym bardziej interesująca jest więc kwestia, jak można uzewnętrznić kłębiące się w środku myśli i emocje. Czy teatr przeżywa się lepiej razem czy osobno? Z kim i jak rozmawia się o teatrze? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie, bo nie tylko młodzież znacząco różni się w swoich potrzebach i oczekiwaniach, ale i często dochodzi do wewnętrznych dylematów i dysonansów. Z jednej strony, dla części osób ważne jest to, by wyrzucić z siebie to, co pojawiło się na skutek kontaktu z teatrem i podzielić się tym z bliskimi, tak jak dzieli się z nimi innymi ważnymi doświadczeniami po to, by zyskać wsparcie dla swoich przemyśleń, zrozumienie dla swoich emocji, aby uczynić nowy element częścią podzielanego z innymi świata. Rozmowa jest też potrzebna do tego, by ustalić wspólnie znaczenie spektaklu. Teatr, inaczej niż kino ale podobnie do literatury, dość często wywołuje poczucie niepewności co do „prawidłowego” odczytania przesłania. Wymiana zdań po spektaklu pomaga upewnić się, że inni zrozumieli podobnie – czasami zaś rozmowa potrzebna jest choćby do tego, by przekonać się, że i inni mieli problem z interpretacją. Taka rozmowa nie zawsze jest jednak możliwa i nie zawsze pożądana. Po pierwsze, wywołuje lęk przed oceną ze strony innych, którzy być może zrozumieli „lepiej”. Po drugie, zdarza się, że „nie wiadomo co powiedzieć” – brakuje narzędzi do nazwania i zinterpretowania tego, co się obejrzało, nawet gdy towarzyszy temu poczucie, że wydarzyło się coś ważnego. R3 Próbowałam rodzicom opowiedzieć, o czym to właściwie było i w sumie nie potrafiłam, powiedziałam, że było o chorej trochę umysłowo dziewczynie i nic więcej nie umiałam powiedzieć. O tym to tak naprawdę było. Trudno powiedzieć, o czym to było. (FGI Kalisz 2) R3: Próbowałam rodzicom opowiedzieć, o czym to właściwie było i w sumie nie potrafiłam, powiedziałam, że było o chorej trochę umysłowo dziewczynie i nic więcej nie umiałam powiedzieć. O tym to tak naprawdę było. Trudno powiedzieć, o czym to było. [FGI Kalisz 2] Tego rodzaju problemy są powiązane z ogólnymi kompetencjami kulturowymi młodych odbiorców. Niektórzy z nich rozmawiają o teatrze, kinie i muzyce z rodzicami w domu i znajomymi na co dzień w szkole. Te osoby wskazują jako problem raczej nie nieumiejętność nazwania czy lęk przed byciem ocenionym, ale częściej brak osób o podobnych kompetencjach czy wrażliwości, z którymi mogliby przedyskutować to, co ich poruszyło. Z kolei lęk przed uzewnętrznieniem się wiąże się najczęściej z poczuciem, że nie opanowało się w wystarczającym stopniu uprawomocnionych (szkolnych/akademickich) narzędzi interpretacyjnych i przeświadczeniem, że istnieje jeden, słuszny odbiór spektaklu, zaplanowany przez jego twórcę, który oczekuje od widza że zgadnie co miał on na myśli. Zupełnie innym, a również ważnym aspektem wspólnego/indywidualnego odbioru jest z kolei traktowanie teatru jako wyjątkowej sfery, w której obowiązują inne reguły: wyciszenie, skupienie, odseparowanie się od bodźców zewnętrznych, skoncentrowanie na relacji ja-aktorzy. Ta postawa występuje dość powszechnie, jeśli chodzi o zachowanie podczas samego spektaklu, kiedy to większość badanej przez nas młodzieży nie wchodzi w interakcje z kolegami obok, ale skupia się na samodzielnym odbiorze. Ta sytuacja jest często konfrontowana z koncertem, czasami też kinem, kiedy można dzielić się wrażeniami w trakcie wydarzenia. Odbiór teatru jest definiowany jako inny – skoncentrowany na przekazie, maksymalnym wczuciu się i skupieniu. Tej różnicy raczej się nie kontestuje, ale uważa za uzasadnioną. Teatr powinien być innego rodzaju przestrzenią – nie wymaga się od niego możliwości swobodnej rozmowy. R1 Ja jak chodzę do teatru to, mimo że jestem ze znajomymi to jakby nie ma między nimi żadnej interakcji. To jest jakby interakcja między aktorami a jednym widzem. To jak widz odbiera całą sztukę, nie patrzę się na boki. Skupiam się na sztuce. Potem można ewentualnie podyskutować. W kinie to jest inaczej. Rozmawiać, Szepnąć by i tak dalej. Teatr bardziej ten odbiór. [FGI Kalisz 1] na przykład podczas jakiejś imprezy czy koncertu moim zdaniem, no jest większa jakaś możliwość porozmawiać a jednak do teatru przychodzi się żeby coś zobaczyć. A nie żeby rozmawiać z kimś czy żeby plotkować. Tylko, żeby po prostu coś przeżyć. [FGI Koźmin 1] R1: Z teatrem jak to jest? Chciałbym tez przyjść do teatru i jeśli przychodzę już sam to już na pewno nie siadam koło kogoś kogo znam z kim mogę porozmawiać tylko siadam w jakimś rogu by posiedzieć sobie samemu w spokoju i oglądam. Słucham i staram się wywnioskować coś z tego co oni chcą nam przekazać. Swoją sztukę. [FGI Piła 2] Aura wyjątkowości i pewnego rodzaju intymność odbioru przekłada się też czasami na niechęć do dzielenia się swoimi przeżyciami z innymi, która nie musi wynikać ze wspomnianych wcześniej kłopotów z nazywaniem i interpretowaniem, ale wyrażać potrzebę prywatności kontaktu z przedstawieniem teatralnym. Jak można się domyślać, zwyczajność rozmów ze znajomymi mogłaby też zepsuć szczególną atmosferę tajemniczości i niecodzienności jaką wytwarza teatr. Podejście przeciwne, a więc wykorzystanie sztuki teatralnej jako pretekstu do codziennej rozmowy „na przerwie” uwidoczniło się u tych osób, których kontakt z teatrem okazał się bodźcem „wyrywającym z nudy” w miejscowości, gdzie dostęp do jakichkolwiek form spędzania wolnego czasu jest utrudniony. Teatr był wówczas nie tyle wyjątkowym elementem pośród wielu innych atrakcji (który powinien się jakoś wyróżniać na ich tle) ale jedną z niewielu dostępnych form rozrywki. W tej sytuacji zdarzało się, że stawał się natychmiast tematem rozmowy – nowym impulsem który łapie się natychmiast jako pretekst do porozmawiania o czymś innym niż szkoła i dom. (Znaczy tak, że cały czas o tym gadamy od tego czasu jak obejrzałyśmy tą sztukę, to cały czas do tego nawiązujemy. W szkole tak samo, jakieś sytuacje, FGI Koźmin 2).

vfvdvs

Przemyślenia i takie fajne pomieszanie

Duże znaczenie możliwości znalezienia klucza interpretacyjnego, o którym była mowa, absolutnie nie oznacza, że teatr dla młodych powinien być „łatwy i lekki”, a jedynie to, że do jego pełnego doświadczania potrzebna jest bezpieczna przestrzeń, w której będzie można skonfrontować z kimś swoje doświadczenia, nadać im sens, ubrać je w słowa i obrazy – z dala od ryzyka wystawienia się na pośmiewisko lub krytyczne oko nauczyciela. Teatr, w opinii wielu młodych, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać, ma dostarczać bodźców do niecodziennej refleksji oraz silnych emocji.

Na najbardziej podstawowym poziomie wymaga się tego, aby teatr nie był przewidywalny i oczywisty. Młodzi nie wypowiadali się dobrze o spektaklach, które wydawały im się zbyt proste interpretacyjnie. Z tych samych powodów krytycznie oceniali nieraz spektakle oglądane w trakcie wyjść „ze szkołą”, jeżeli były one zbyt standardowymi inscenizacjami niektórych lektur.

R2: By miał taki przekaz, żeby nas to fascynowało, żebyśmy chcieli na niego przyjść. Żeby były jakieś takie sceny, że nie wiem, co się stanie, co się wydarzy i w tym momencie może się wszystko zdarzyć. R3: Żeby to było ciekawe, a nie że jest takie przewidywalne. Że wiadomo, co się stanie i jak to się skończy R2: A nie że: pewnie on zaraz ożeni się tą, a ta tamtego zdradzi. R1: Ale większość tak jest właśnie. Jak na tych „Damach i huzarach”: i tak było wiadomo, jak to się skończy. [FGI Gniezno] R2: (...) mógłby być nagle zwrot akcji i mogłoby się zdarzyć coś innego. R1: Szokiem mogłoby być na przykład to, że pielęgniarka miałaby dziecko z tym mężczyzną w sweterku. To byłby szok. (...) R2: Tu akurat nam się udało, bo teatr był fajny, ale też nie wszystkie. Niektóre są nudne, nieciekawe, na niektórych się zasypia. Tutaj były różne ciekawe akcje. [FGI Piła 1] R1: Ja na przykład nie lubię jak tekst jest taki konkretny, że znam sztukę „Romeo i Julia”, przeczytałam ją, idę na „Romeo i Julia” i słyszę… R3: Słowo w słowo! R2: … słowo w słowo, tak, jak było w książce. M: Tysięczna inscenizacja i wsadza w usta aktorów te same słowa? R2: Ja na przykład wolę jak spektakl jest pokazany tak… R3: Nowocześnie. R1: … współcześnie. R3: Na przykład właśnie „Dom lalki”, bo przecież Ibsen napisał to troszeczkę inaczej niż przedstawiają to inni. I dla mnie na przykład teraz, jak byliśmy na „Domu lalki” to myśmy tam ryczeli ze śmiechu, płakaliśmy na samym końcu z aktorką, baliśmy się, bo wczuliśmy się po prostu w te emocje, dlatego że nie dość, że używali młodzieżowego języka – i tutaj nie mówię o przeklinaniu… M: No, określeń jakichś specyficznych, no. R3: Nie, nie określenia, tylko język był taki nam bliższy, tak jak teraz ze sobą rozmawiamy. M: Albo bardziej swobodny jak gdyby, tak? R3: Tak, chociaż są sztuki, które jak mają ten język taki jak z książę, kiedyś, czy ze sztuk starych, to też jest bardzo fajnie, bo można się w to wczuć. Ale lepiej jest nam teraz, że są nowoczesne te sztuki, że jest ten przekład nowoczesny. [FGI Poznań2]

Co bardzo istotne, nasi rozmówcy oczekują jednak od teatru czegoś więcej niż tego, by obfitował w niespodziewane wydarzenia oraz stronił od inscenizacji trącących myszką. W odczuciu wielu młodych teatr ma mianowicie zmuszać do refleksji.

I też bardzo ważna jest zastanowienie/refleksja, pod każdym względem. W sumie jeśli by do tego nie doszło, to uznałabym, że dana sztuka była płytka i pusta, skoro nie mam nad czym pomyśleć, nie mam żadnych przemyśleń po tym. [FGI Poznań 4]

Spektakle zbyt proste interpretacyjnie nieraz wywoływały więc podobne reakcje jak te, którym nie dało się nadać żadnego sensu – zniechęcenie, znużenie, obojętność. Jak opowiadają przykładowo licealistki z Koźmina:

R1: Może nie za dużo, ale po prostu tego czegoś brakowało. R3: Że nie było czegoś takiego, że musiałam pomyśleć nad tym.. R1: Bo to wszystko było takie jakby, nie było takie ciężkie do zrozumienia. R2: Takie było bardziej jasne. R3: Zrozumiałe. M: Myślicie, że powinno być w każdej sztuce coś takiego, żeby... Co nie jest takie proste, oczywiste…? R1: Tak, żeby można było pomyśleć, samemu dojść do tego. R2: No nie wiem, tak się pozastanawiać trochę. R1: Żeby nie było wszystko podane na tacy, tylko, żeby można było samemu jakoś dojść do tego o co tak naprawdę chodziło. Albo po swojemu zinterpretować, bo jak jest tak wszystko nakreślone jasno no to, później ciężko inaczej to zrozumieć [uśmiech]. M: Widzę też [na wypełnionych kartach dotyczących emocji - przyp. FS], że wszystkim wam [w dzisiejszej sztuce] wzruszenia brakowało.. R3: To znaczy nie zawsze, bo jeżeli jest coś zabawnego to tego wzruszenia... no nie, ale jeżeli... R2: Ja bym się przeszła na przykład na taką, no coś takiego, no ok filmy wzruszają... R3: Jeszcze zależy od nastroju, humorów... R2: Ale przeszłabym się właśnie na taką, takie przedstawienie, gdzie... R3: ...żebym się popłakała na końcu [uśmiech] R2: Żebym miała taką... taką... R3: Mętlik w głowie. R2: O właśnie! [FGI KOŹMIN 2]

W tym kontekście „Zbrodnia” podobała się naszym rozmówczyniom z Koźmina bardziej niż „Ferdydurke”, wywołując silne, a jednocześnie kontrastowe i niejednoznaczne emocje.

R1: Ale to było śmieszne i trochę straszne... R3: Takie pomieszane, ale fajne. R1: I to jest najlepsze chyba w tym. R3: Nie wiedziałam do końca co czuć. M: Rozumiem. Ten mętlik taki. [razem] Tak. M: Jakieś takie „odczucie czegoś”? R1: Tak, dokładnie.

Na podobnej zasadzie licealistki z Poznania wyżej oceniały „Testament psa” obejrzany w Teatrze Nowym niż „Teraz jest czas” Mikołajczyka. Wprawdzie w obydwu z nich znaleźli wyraźne punkty zaczepienia do interpretacji („konkretna sztuka, tutaj nie ma takich niedomówień”), jednak ten pierwszy zaoferował szersze pole do refleksji, zastanowienia, zadania pytań i miłe uczucie wejścia na dłużej w przestrzeń inną niż życie codzienne - taką, w której zadaje się „poważne pytania”. Spektakl Mikołajczyka został przez nasze rozmówczynie odczytane jako „miłe przedstawienie”, „w którym nie było dużo do myślenia”. Tymczasem od teatru oczekuje się, że zapewni przeżycia o niespotykanej na co dzień intensywności oraz nie pozwoli przejść obojętnie wobec poruszanych w nim problemów.

R1: (...) w zabawny sposób jest przedstawiony naprawdę poważny problem. (...) I „Testament psa” był właśnie taką sztuką, która wbiła mnie tak w fotel, bo na początku to było tak, że śmiałam się przez całą sztukę, bo to jest zabawna sztuka, ale potem jak siedziałam w domu i było takie „kurcze, to rzeczywiście jest poważne”. (...) R2: No, to były takie, no, przemyślenia. R1: No, to były takie przemyślenia, że potem musiałam się tym z kimś podzielić. I rozmawiałam ze znajomymi, z rodzicami, ze starszą siostrą, z młodszą siostrą nie, bo ona by nie zrozumiała… a nie takie codzienne problemy, jak ludzie się zachowują… R2: Mi na przykład najbardziej właśnie się podobał „Testament psa” dlatego, że ja zawsze się inaczej czuję chodząc do teatru i to jest konkretna sztuka, tutaj nie ma takich niedomówień, albo… No trzymamy się konkretnej koncepcji. A na przykład sztuka z tymi seniorami była ciekawa, owszem, było takie „zatrzymaj się na chwilę, pomyśl nad swoim życiem”, ale nie wracałam do niej później. M: Nie zostałyście do końca. Oni później jeszcze wyszli w ten tłum i wciągali ludzi na scenę, żeby z nimi tańczyli ogólnie, nie. Tam właśnie dokooptowało się ileś osób poza tymi, które występowały, też w tej grupie wiekowej i po prostu ruszyły szturmem przez Plac Wolności i wciągały ludzi na scenę jak gdyby. R1: No ale to było właśnie takie pokazanie, że nie warto marnować życia, bo potem może być za późno… R2: To było takie łatwe do odebrania. R1: To było miłe przedstawienie… R2: Ale nie było dużo do myślenia. R1: Znaczy teoretycznie temat jest do przemyślenia. R2: Jest, ale… M: Jakby sposób pokazania był bardziej oczywisty, tak? R1: Tak, właśnie, bardzo oczywisty był to sposób do przekazania. R2: Nie dawał aż tak do myślenia, jak właśnie „Testament psa”. R1: Bo właśnie, bo to były poważne problemy przedstawione w formie żartu, bo to były przecież kłamstwo, obłuda, korupcja itd. I wszyscy się z tego śmiali po prostu, zrobili z tego cyrk. R2: Bo to bardzo komicznie wyglądało, a ten drugi już nie był tak pokazany. R1: Tak się zabawnie było w teatrze i tak się w ogóle rozerwało, to potem się nad tym pomyślało i takie, kurcze, „korupcja wcale nie jest taka zabawna”. I po tym się nad tym myślało, a tutaj było bardzo oczywiste przedstawienie. To było bardzo miłe przedstawienie, bo można było odpocząć na chwilę i zając się tymi… podczas tego przedstawienia się myślało, co można zmienić w swoim życiu, a tak to… poza – nie. [FGI Poznań 2]

Zjawisko polegające na przyznawaniu teatrowi przez wiele grup młodych ludzi wręcz obowiązku wzbudzaniu w widzu głębszej refleksji nie powinien natomiast przesłonić faktu, że ten „poznawczy mętlik” wymaga – jak już wspomniano – istnienia jednocześnie przestrzeni, w której będzie go można oswoić. W przeciwnym razie napięcie, jakie wywołuje, może wywoływać pragnienie zerwania kontaktu z teatrem. Jak mówi jedna z poznańskich licealistek:

No wymiar intelektualny, ale też myślę, że zabawowy. W sensie, że żarty i te inne sprawy też są bardzo istotne. Bo ja przychodzę po całym dniu, np. po prostu ze szkoły pełna.. pełna po prostu niepokoi i jakiś takich napięć. Ja przychodzę do teatru, a tu mi, kurczę, na nowo orają dynię jakąś nową oranką. [FGI Poznań 3]

Możliwość refleksji często bywała podawana przez młodych ludzi jako istotna wartość teatru w odróżnieniu od „komercyjnych” form spędzania wolnego czasu (jak kino); ale zarazem to właśnie fakt że teatr wymaga namysłu i często nie daje się oswoić przy pomocy dostępnych ram poznawczych przerywa wielokrotnie zawiązywanie z nim trwałych relacji.

R2: Tylko chodzi mi o… jakby odbiór. Odbiór teatru. Że np. nie wiem, u mnie np. dużo łatwiej mi się odbiera kino niż teatr, o. Aha, a z czego to wynika? (...) R2: [Z czego to wynika? Być może dlatego, że… Z czego to wynika? Bo więcej rzeczy widziałem, więcej kina widziałem. R3: To jest też łatwiejsze! R2: Jakbym widział dużo, oglądałbym dużo przedstawień teatralnych, miałbym porównanie, mógłbym zobaczyć… te… mechanizmy, które występują w teatrze i dzięki temu bardziej bym go znał. A przez to, że teatr jest jakby taki… yyy… w cudzysłowie „niszowy”, w cudzysłowie! Tak samo jak, nie wiem, muzyka klasyczna… muzyka popularna i muzyka jazzowa albo klasyczna. Takie samo mniej więcej porównanie. Mniej osób się tym interesuje. Taka prawda. R4: Kino jest mniej wymagające intelektualnie.

Do tego problemu wrócimy jeszcze w dalszej części tekstu, poświęconej zróżnicowaniom wśród młodzieży.

vfvdvs

Autentyczne oderwanie. Młodzi i przeżywanie teatru

Omówione powyżej pragnienie tego, aby teatr stanowił przestrzeń do niecodziennej refleksji, jest po części związane z drugim wymiarem, na którym można umieścić opowieści młodych o teatrze i który pojawił się już powyżej: płaszczyzną przeżywania sztuki. Choć istnieje bardzo silna potrzeba rozumienia teatru, to na jego odbiór silnie wpływa także to, jakie emocje wywołał. Teatr jest dla wielu młodych wydarzeniem o szczególnej randze, któremu daje się prawo do szczególnie silnego oddziaływania na siebie, albo wręcz oczekuje się, że teatr wzbudzi silne emocje. Próbując nazwać to, o czym najczęściej mówili nam młodzi ludzie, chcielibyśmy wskazać na dwa aspekty przeżywania teatru. ● Po pierwsze, teatr jest zwykle tym lepiej oceniany im bardziej pozwalał na „oderwanie się od świata”. Choć powinien dać się włożyć w znajome ramy interpretacyjne, to jednak nie przypominać codzienności, nudy, obojętności pojawiającej się często w życiu młodych. ● Po drugie, wielu młodych oczekuje od teatru mocnych wrażeń, silnych emocji. Jednocześnie, ważne jest dla nich to, aby wzbudzając takie odczucia pozostał „autentyczny” – aby zastosowane środki wyrazu mające wywołać u widza szok czy wzburzenie nie były pustym trikiem scenicznym. Ponownie uwidacznia się tu zatem siła dążenia młodych do poznawczego oswajania teatru.

Oderwać się od świata

Chęć zrozumienia, o co chodzi w sztuce i znajomość przedstawianych problemów jest dla młodych bardzo ważna, nie oznacza to jednak, że teatr nie ma zaskakiwać, posługiwać się środkami wyrazu znanymi z codziennego życia lub też upodabniać do tych form wyrazu, z którymi młodzi mają częstszy kontakt, takich jak kino. Przeciwnie, potencjał przyciągający teatru polega na tym, aby stworzyć aurę wyjątkowości i przenieść widza w zupełnie inny świat. Licealiści i licealistki wielokrotnie mówili o chęci „oderwania się” lub „odcięcia”.

M: "Odcięcie od świata" (...) - wszystkie chciałybyście, żeby [takie emocje] były w teatrze. R1: Żeby zapomnieć... R3: Od tej matematyki i tego co nas jutro czeka... R1: Tak jakby się było... R3: W zupełnie innym świecie. Tak jak się czyta książki i się wczuwam i... M: Takie poczucie dobrej książki jest podobne, jak się siedzi…? R1: Tak. R3: Lubię właśnie te momenty, tak. (...) R1: W pewnych momentach to całkowicie jakbym tam była... R3: Za szybko się skończyło moim zdaniem, ale to by mogło trwać i trwać. [FGI Koźmin 2] R2: [Ważne są] zapomnienie, odcięcie od świata. No bo w końcu chodzimy do tego teatru, żeby trochę się odciąć i zapomnieć i skupić się na tym co jest na scenie, a nie na tym, co jest w naszym życiu. [FGI Poznań 2] W przypadku spektakli, które nie wywołały takiego uczucia, pojawiały się one w kategorii tych, których zabrakło [Bo] zapomnienie, odcięcie od świata to trudno u mnie wywołać, ale fajnie gdyby to było [FGI Kalisz 2]

Tego rodzaju oderwanie od świata i zaangażowanie w przeżywanie jest tym, co wielu młodych podoba się w teatrze i czego oczekuje się od teatru. Intensywność emocjonalna i większe zaangażowanie w odbiór wyróżniają dla wielu młodych teatr od kina, a właściwie tego typu filmów, który najczęściej w kinie oglądają oraz atmosfery towarzyszącej wyjściu do kina czy również oglądaniu filmów w domu polegającej na nastawieniu na rozrywkę, zapełnieniu czasu, „zabiciu nudy”, zwolnieniu się z obowiązku wysiłku poznawczego. Niektórzy licealiści wskazywali w tym kontekście na różnice między teatrem a codziennym „pochłanianiem” kolejnych filmów.

M: A jest coś takiego na przykład w imprezach czy koncertach… albo filmach fajniejszego niż w teatrze? Takiego, czego brakuje w teatrze, że... nie przeżywa się tego tak dobrze? R1: To w tych innych rzeczach brakuje właśnie tego, co w teatrze. Takiego… R2: Takiego przeżycia, że normalnie, ogólnie, nie, że siedzę sobie patrzę przed telewizorem... R1: W kinie jest inaczej, w teatrze to tak się przeżywa to… R2: Właśnie. Razem z nimi. R1: Takie są większe emocje. M: To znaczy, że byłyście bardziej wciągnięte niż na filmie? R1: Tak, na pewno. R2: Tak. R3: Yhm. R1: To na pewno. R2: No, na filmie to ja czasem potrafię... R1: Zasnąć [śmiech] . R1: Później [po obejrzeniu „Zbrodni” - przyp. FS] myślałam o tym... czemu to tak wszystko wyglądało. R3: Czemu była taka właśnie... a nie inna? R1: No ogólnie cały ten temat ostatni już nie był taki, że trzeba było o tym pomyśleć, bo... tak trudne moim zdaniem to było. M: Po filmach masz takie samo uczucie jak miałaś? Czy czymś się różni? R1: Nie po wszystkich filmach. M: Zależy od filmu? R1: To zależy... od całokształtu, ale... tutaj tak całkiem inaczej. R2: Tak mi się wydaje, że to się przeżywa razem z nimi [aktorami – przyp. aut.], bo tutaj oddają to nam po prostu. R1: I ta atmosfera w ogóle. (...) tutaj to trzeba było pomyśleć tak intensywnie... M: To się bierze z tego, że ma się ten kontakt taki? [wszystkie razem]: Tak. R1: Tak mi się wydaje. R3: Bo oni grają tak... dla nas . [FGI KOŹMIN2]

Odróżnienie teatru od kina wskazuje też ponownie na stosowany przez młodych podział na kulturę wysoką i niską oraz traktowanie wyjścia do teatru jako święta. Teatr bywa w tym kontekście odróżniany od kina nawet przez tych spośród spotkanych przez nas młodych, dla których kino też nie jest czymś należącym do porządku dnia codziennego, ponieważ mieszkają w małym mieście i co najwyżej wyjeżdżają co jakiś czas do kina do większego miasta. Ten wyjątkowy i niecodzienny charakter teatru jest podkreślany przez odświętne praktyki i specjalne reguły, których przestrzega się w jego wypadku w szczególnym stopniu.

M: Czy wyjście do teatru albo do kina to jest coś takiego niezwykłego dla was? Czy jest to jakiegoś rodzaju przeżycie? Czy jakoś się przygotowujecie do tego (...) R3: W przypadku kina raczej nie. A w przypadku teatru tak. Na pewno się a... nawet jeśli się nie przygotowuję przed to na pewno to co tam zobaczyłam ciągnie się tam za mną. Myślę o tym. Ale o tym też jak się ubrać do teatru… (...) R1: no ludzie, którzy idą do teatru powinni być świadomi jak wyglądać. (…) R1: na przykład podczas jakiejś imprezy czy koncertu moim zdaniem, no jest większa jakaś możliwość porozmawiać, a do teatru przychodzi się żeby coś zobaczyć. A nie żeby rozmawiać z kimś czy żeby plotkować. Tylko, żeby po prostu coś przeżyć. M: A podczas spektaklu zdarzyło kiedyś Wam się, że coś nie wiem.. szeptałyście do siebie, albo miałyście się ochotę podzielić czymś w trakcie? R3: Tak. M: Co to było pamiętacie? R1: Ja się staram tego unikać tak w ogóle nawet w kinie, bo.. drażni mnie. M: Nie lubisz tego? R1: Nie. R3: Ja też się staram, ale słowo zamieniłyśmy, ale tylko słowo. R1: No, ale słowo to tak. Ale jakbyśmy... jakby ktoś rozmawiał w czasie spektaklu tym bardziej to jest dla mnie, po prostu brak szacunku. [FGI Koźmin 1]

Nadawanie kontaktowi z teatrem rangi odświętnego wydarzenia, wymagającego od uczestników rytualnego skupienia i całkowitej koncentracji, pojawiało się także u młodych mających intensywny kontakt z teatrem, a nawet samemu tworzących spektakle. To te osoby, które – jak było to już opisane – czerpią z teatru poczucie swojej wyjątkowości, elitarności swoich zainteresowań.

R1: Owszem, jak się idzie do teatru i się przyciemniają te światła, to się czuje, ze jest atmosfera… R2: Atmosfera! R1: … podniosła i wtedy się człowiek bardziej skupia na sztuce. R2: A jak nie ma tych świateł zgaszonych, to po prostu niektóre rzeczy rozpraszają. Na przykład… nie wiem, ptak przeleci czy coś i wszyscy nagle patrzą i się nie skupiają. Ktoś odejdzie kawałek dalej i np. zaczyna rozmawiać, zadzwoni telefon, bo logiczne jest to… R1: Idąc do teatru też się każdy wycisza, a nie… bo mnie bardzo denerwowało to, że ludzie z tyłu gadali na Placu Wolności. Bardzo mnie to denerwowało, bo przecież przyszli oglądać czyjąś sztukę… R3: Przynieśli piwo z kawiarni… „Zrób mi zdjęcia” i gadali o tej sztuce, „a ten występuje”, „a ten jest taki, a taki”. A w teatrze tego nie ma. R1: W teatrze jest cicho i dopiero jak się skończy spektakl, to komentują. M: I tak powinno być waszym zdaniem? R1: I tak powinno być. Z szacunku. R2: Bo ktoś robiąc tą sztukę po prostu męczy się nad tym. A inni tego nie szanują. R3: Przecież na dyplomatorium mnie bardzo zdenerwowało, jak po prostu telefon zadzwonił komuś, mnie to tak zdenerwowało, że… wyłącz ten telefon! [FGI Poznań 2]

Omówiony powyżej aspekt odbioru teatru wskazuje na to, że niebezpieczne mogą być próby upodabniania teatru do innych form spędzania czasu wolnego. W szczególności teatr różni się dla młodych ludzi od filmów i kina, które traktowane są jako łatwiejsza forma rozrywki, od której się tak wiele nie wymaga. Atrakcyjność teatru polega właśnie na jego wymagającym charakterze, zmuszaniu do refleksji oraz elitarności.

R1: (...) bo jednak teatr to jest wyższy poziom kultury jakby na to nie patrzeć… M: A dlaczego Wam się tak wydaje? Ja nie mówię, że tak nie jest tylko ciekawi mnie dlaczego. R1: Bo.. sztuka... sztuki teatralne zazwyczaj poruszają poważniejsze tematy. Ja nie mówię, że filmy nie, ale... no jeżeli za przykład porównamy tutaj jak na przykład była „Zbrodnia” a taki film „American Pie” no to widać tą różnicę poziomu. No... filmy są bardzo różne tak samo jak są sztuki różne, ale jednak zawsze sztuka stara się uwydatnić jakiś problem moim zdaniem. M: Ale co Wy sądzicie dziewczyny? Zgadacie się czy... R2: Tak. R3: Tak, zgadzamy się. M: Czyli jakby to co odróżnia teatr od kina to jest jakbyś to mogła podsumować? R1: No... że właśnie teatr stara się jakiś.... jakiś problem przedstawić w sposób bardziej poruszający niż film. M: Ok, ok. R3: Teatr jest bardziej niezwykły. Też nie jest tak dostępny teatr jak kino. No, bo film można ściągnąć a spektaklu mniej.. to jest takie bardziej, może bardziej się przeżywa. M: Ok. R1: Też się bardziej trafia do odbiorcy moim zdaniem, bo jeżeli jest ten kontakt aktora z odbiorcą czego nie ma w filmie, no bo... film jest nagrany i to się po prostu ogląda, można kilka razy, a spektakl... można i te emocje będą za każdym razem inne. R3: Mhm, tak. [FGI Koźmin 1]

Sytuacja skupienia się na odbiorze tylko jednego medium, fizyczne odseparowanie od świata, ograniczenie interakcji z innymi, a nawet ich widzialności, wykluczenie innych czynności – wszystkie elementy obecne w klasycznym budynku teatralnym – okazują się niejednokrotnie czymś atrakcyjnym dzięki swojej egzotyce, niecodzienności.W sytuacji silnego przenikania się mediów elektronicznych i życia codziennego oraz upowszechniania się „multitaskingu” teatr jawi się jako magiczna enklawa, odrębna rzeczywistość.

no jest tak jakoś inaczej niż w domu. Jest jednak jakiś taki klimat, wszystko zaciemnione, mama nie gotuje w kuchni, nie słychać tych garnków i wszystkiego, mogę się tak tylko skoncentrować (…) I właśnie lubię teatr… znaczy się no nieczęsto bywam, ale fajne jest to, że ci ludzie są tacy prawdziwi, i po prostu jak oni przekazują jakieś emocje, to to bardziej czuć niż na filmie. Dlatego, że jednak jest… oni tam są, w 3D to jest i oni tam stoją i się ruszają, i oni czują, i słyszą, i widzą i to jest takie inne. [FGI Konin 2]

To czy ta „inność” teatru stanie się przyczyną jego odrzucenia czy też właśnie zachętą do zagłębiania się w tę rzeczywistość zależy od wielu omówionych wcześniej czynników, ale i od tego, jak zostaną przetworzone silne emocje wzbudzane przez spektakl.

Problem silnych emocji i kwestia autentyczności

Oczekiwanie, że teatr zaskoczy, wzbudzi refleksję i oderwie na moment od rzeczywistości dnia codziennego rodzi pytanie o to, jakie emocje ma wzbudzać i jakimi środkami tego dokonywać. Tu nasi badani nie tylko różnią się między sobą, ale i mają często rozliczne dylematy. Według części z nich zadaniem teatru jest „kłucie każdego naszego czułego punktu”.

R3: Możemy nagle odciąć się od wszystkiego i nagle „o, co się dzieje, nie wiadomo”. Można się zawstydzić czymś i zażenować, nie? M: Pytanie czy to źle, czy to dobrze, że coś cię zawstydzi, czy zażenuje? R3: No to jest właśnie takie kłucie po kolei. Każdego naszego czułego punktu. M: Wy też tak uważacie, że to dobrze? Ta filozofia tego nakłuwania. Dobrze? R3: Ja na przykład lubię tak ten. M: Iza, Alicja? R3: O Jezu, wyobraź sobie, że twoja mama idzie na sztukę i masz sztukę, nie wiem, o młodzieży, trochę młodzieży z rodzicami i tak kłujesz po kolei, bo masz akurat kwestie, które mówisz konkretnie do niej. I to jest wtedy pokazanie „mamo nie zawsze masz rację”. Także ja bym akurat coś takiego chciała wystawić. (…) R3: Irytacja, złość. Nie lubię tych emocji, bo kto je lubi? Ale to jest właśnie takie nakłuwanie, ja się trochę muszę nad tym zastanowić. Nie lubię tych emocji, ale wiem, że są potrzebne. (…) R3: Lubię jak mnie tak teatr zezłości, bo wtedy jeszcze bardziej na ten temat myślę. (…) R3: Teatr ma właśnie wzbudzać takie silne emocje i jeśli to przekazuje, to znaczy, że jest naprawdę dobry i ci aktorzy, którzy to zrobili odwalili kawał dobrej roboty. Dlatego lubię bardzo dużo czuć w teatrze. M: I nie musza to być emocje pozytywne? R3: Nie muszą. Ja jestem zresztą bardzo emocjonalną osobą i odbieram właśnie świat poprzez emocje, więc jeśli teatr mi dodatkowo czegoś takiego przysporzy, to w ogóle – wow! [FGI Poznań 2]

Jednak w niejednej grupie, z którą mieliśmy okazję uczestniczyć w spektaklach, młodzi krytykowali niektóre ze sposobów takie stosowanego przez teatr nakłuwania. Po pierwsze, działo się to wówczas, gdy definiowali pewne elementy spektaklu jako nieautentyczne, sztuczne, niepotrzebne, sprawiające wrażenie, jak gdyby pochodziły z innego porządku niż reszta sztuki. Do takiej kategorii zaliczana bywała nagość na scenie, przez niektórych uważana za coś, co nie mieści się już w granicy odcięcia od codzienności i środka do wciągnięcia widza w spektakl.

M: Kiedy czułyście się przytłoczone? R2: Ja jak mi [aktor] pokazał tyłek [śmiech] R1: Obrzydliwy, przytłaczający tyłek [śmiech] (...) M: Jak to jest z tymi uczuciami? To jest ta różnica między tym wzruszeniem i smutkiem takim fajnym, a takim przytłaczającym zawstydzeniem? R1: To jest moim zdaniem czasami niekonieczne, takie... R2: No... zbędne... R3: Można się było źle poczuć. R2: To może wywołać trochę bardziej negatywną opinię, przynajmniej u mnie... Że jednak mogłoby się obyć bez tego. Mogłabym nie oglądać na przykład tego tyłka, nie? (...) R3: No fajnie jak jest szok, bo to jakoś zaciekawi też i... wyjdzie zupełnie inaczej niż się spodziewało itd. M: Szok, ale taki nie przytłaczający? R3: Tak, właśnie. R2: Coś takiego co mnie po prostu zaskoczy, zszokuje... R1: Ale pozytywnie, nie tak, żeby się czuć zniesmaczonym. [FGI Koźmin 2]

Po drugie, co widoczne jest już w powyższym cytacie, „nakłuwanie” widza było krytykowane przez część licealistów wówczas, gdy przekraczało granice ich estetycznej wrażliwości, naruszało kreśloną przez nich granicę między pozytywnie waloryzowanym wzbudzaniem u widza refleksji a naruszaniem jego integralności i wrażliwości.

Tam był fragment taki, że on zdjął spodnie, zrzucił jej tę suknię i zaczął ją wykorzystywać, nie? Czyli już jakby poniżenie do granic potęgi n. Chociaż wierzę, że tak się dzieje. (...) R3: To było... Ja bym powiedziała tak. Można to by było pokazać i wszyscy by wiedzieli o co chodzi, ale dlaczego zrobiono to w sposób tak... [dłuższa pauza, cmoka]. Skoro teatr ma być metaforą, jakąś ideą rzeczywistości, to przecież czy tego też nie można by jakoś zmetaforyzować? Po prostu dać na to metaforę? R2: Czyli zbyt dobitne to było, zbyt dosłowne? R3: Zbyt dosłowne. Czy trzeba było, aby ten aktor zdjął majtki czy spodnie i udawał, że...robi dobrze tej pani? [FGI Poznań 3]

Dla niektórych uzasadnieniem słuszności odczuwanego przez siebie zniesmaczenia i zdegustowania była sytuacja, w której nie potrafili powiązać wzbudzanych w nich przez spektakl silnych emocji z żadnym uzasadnieniem na płaszczyźnie interpretacyjnej i w żaden sposób nadać tym emocjom sensu, a w szczególności takiego, który związany byłby z przekazaniem widzowi jakiegoś przesłania.

R3: (...) to mnie boli... Mnie to naprawdę boli, wie Pani? Że... ja idę do teatru po to, żeby się jakoś tam rozluźnić, żeby jakoś tak przeżyć to wszystko. Przecież w ogóle geneza teatru, to było to katharsis, nie? Czyli oczyszczenie! A teraz teatr mnie nie oczyszcza. Tylko jeszcze mnie... R2: ... dołuje. R3: ... Jeszcze oczy mi smaruje, przepraszam że tak ładnie powiem, gównem na scenie. To przepraszam, gdzie ja tu mam teatr??? Albo że Balladyna zaczyna się w burdelu, tak? [cały ten wywód mówi bardzo emocjonalnie] R2: (śmiech) R3: Albo że nie wiem, babki są zamknięte ze sobą w domu i nie wiem, dotykają się wzajemnie, żeby im było dobrze, tak? R2: ojej... R3: No! M: To ci nie przynosi tego oczyszczenia po prostu? R3: Nie! Nie! Dla mnie nie. I na to idzie hajs. Po co idzie ten hajs, jak oni nie potrafią robić sztuki? To po co? Po co idzie ten hajs? M: Mhm, czyli to dla ciebie nie jest sztuka? R3: Nie. (...) A nie kurczę, że wie Pani, to co nazywamy sztuką teraz – w moim odczuciu, a mówię – trochę chodzę, trochę patrzę i tak dalej – to mówię, wchodzimy w takie dewiacje już powoli... i to wszystko się robi mega chamskie! Mega wulgarne, mega obsceniczne... M: .. no trochę tak. R3: ... Ja nie mówię o wszystkim. Nie o wszystkim. Bo „Firma” – genialny spektakl. „Dom lalki” – genialny spektakl, naprawdę, polecam z całego serca. Ale niektóre sztuki po prostu w moim mniemaniu są yyy... są po prostu zerwaniem z jakimkolwiek normami... normalnie przyzwoitości. R2: [wzdycha głośno] R3: A rozmawiałam z aktorką i mówi do mnie: „Ale chodzi o to, że teatr ma cię wstrząsnąć i ma sprawić, że... R2: ... zaczniesz myśleć. R3: ... że ma cię dotknąć. I o to chodzi! Nie?” A jak tak mówię: „Proszę pani, ja wszystko rozumiem, ale czy w teatrze chodzi.... ja się pytam o granice sztuki pani, jako aktorki. Gdzie według pani jest granica tej sztuki? M: Mhm. I dla Ciebie te granice są, powinny być jasne i wyraźne? R3: Oczywiście! Powinny być jasne i wyraźne! Bo co to jest za sztuka, gdzie ćpun sika do wózka dziecka? Co, co, co to ma mi dać? Czego to ma mnie nauczyć? Ja dużo na ten temat też rozmawiałam... M: A teatr musi czegoś uczyć? [cisza] R2: No, powinno według mnie coś przekazywać, bo... R3: Tak! Teatr musi przekazywać. Powinien uświadamiać o pewnych uczuciach, emocjach (...) [FGI Poznań 3]

Mówiąc jeszcze inaczej, silne emocje, choć zazwyczaj traktowane jako to, czego oczekuje się od teatru tracą swoją prawomocność wtedy, gdy nie potrafi się ich umieścić w szerszej ramie interpretacyjnej, gdy nie są „po coś” lub gdy ocenia się je jako cel sam w sobie („prowokacja”). Wiąże się to także z tym, że bezpośredni kontakt z aktorem i jego cielesnością jest nieraz dużą nowością, czymś jakościowo odmiennym od kontaktu zapośredniczonego przez ekran telewizora, laptopa lub kinowy.

R3: Nie chcę czuć irytacji i złości. Nie chcę tego czuć, ponieważ to nie jest fajne. Chyba że to jest potrzebne, do rozumienia spektaklu – to jest już wtedy inaczej. M: Mhm, czyli zależy od kontekstu, tak? R3: Od kontekstu, tak. To w takim razie to też zależy od kontekstu. M: Aha, czyli te tak warunkowo dopuszczasz: smutek, przygnębienie, irytacja, złość? R3: Kontekst. M: Mhm, jeżeli to prowadzi do tego katharsis, tak? R3: Tak. [FGI Poznań 3] R4: Miałam obrzydzenie. Jak się rozbierali to było to takie dziwne. M: Ale, że dziady się rozbierały, a nie fajne laski i przystojni mężczyźni? R4: Może nie, ale w teatrze tak dziwnie jak się ludzie rozbierają. W filmie to jakoś inaczej jak się rozbierają, bardziej normalnie. M: A tobie też się nie podobało, że te dziady się rozbierały? R1: Po teatrze spodziewam się wszystkiego, naprawdę (śmiech). M: Ale uważacie że to jest nie na miejscu, że ktoś się rozbiera w teatrze? R4: No dla mnie to jest dziwne. R1: Może inaczej, to byłoby ok gdyby miało widoczny sens, a go nie widać. R4: Noo. R1: On się bez sensu rozebrał. R4: No dokładnie, to było bez sensu bo postawił ten krzyż na stole, a później zaczął się rozbierać no to dziwne było. Takie nie powiązane ze sobą. Tu stawia krzyż a tu się rozbiera. M: Czyli to było dziwne bo było bez sensu a nie dlatego że po prostu się rozebrał? Klaudia: Dokładnie. Gdyby się nie rozebrał to też nic by nie było. [FGI PIła 1] K: Nie ma być miło! Ale nie ma być przeginki! Mówię, nie ma być tak, że mi to zryje czachę, że ja będę musiała... [FGi Poznań 3]

Problematyczną kwestią w kontekście pragnienia autentyczności jest też przełamywanie w teatrze granicy między artystami a publicznością. Z jednej strony, bezpośredniość kontaktu pogłębia poczucie autentyczności, z drugiej – wzbudza lęk, co obserwowaliśmy też w trakcie prób uczestniczenia z młodzieżą w performansach i instalacjach w Starej Rzeźni. Motyw autentyczności pojawiał się w narracji młodych odbiorców teatru bardzo często – to on przede wszystkim odróżnia teatr od kina. Autentyczność polega między innymi na tym, że gra aktorska obserwowana jest „na żywo” – bez przeróbek montażowych, powtórek, poprawek – z bliska, tak, że widoczny jest każdy ruch i gest. Interaktywność jeszcze tę autentyczność pogłębia, zbliżając maksymalnie aktora i widza, czy nawet zrównując ich role na jakiś czas. Pozwala bardziej „wciągnąć” się w tok przedstawienia, poprzez wrażenie że jest się jego częścią. Interakcja pozwala też widzowi poczuć się wyjątkowym – dostrzeżonym, wyróżnionym, wybranym – i doświadczyć emocji związanych z występem.

Ale czy wam się to podoba czy to jest takie „O jezu, zaraz ktoś po mnie przyjdzie i mnie wyciągnie!” N: Ja właśnie lubię takie rzeczy. W: Nie, właśnie fajne, fajne! O: Taka adrenalinka jest! N: Nawet bym chciała, żeby mnie wyciągnęli. [FGI Konin 2] K: Takie coś inne. Takie… W: Ja bym się czuła… tak wyjątkowo. K: No, też, tak. B: Wybrana, tak? Przez aktorów. K: Tak, zauważona (śmiech). W: Nowe doświadczenie… [pauza] To dla mnie ciekawe. K: Takie coś ciekawego, takie coś… fajne. [FGI Wągrowiec]

Ambiwalencja ujawnia się właśnie w elemencie bycia zauważonym, który może oczywiście wywołać tremę, a nawet na tyle silną obawę przed byciem ocenionym/wyśmianym, by wzbudzić niechęć wobec spektakli przełamujących barierę aktor-widz. Niektórzy, opowiadając o swoich obawach związanych z wyjściem na scenę, pokrywali zakłopotanie śmiechem, co uwidaczniało jeszcze napięcie rodzące się wokół tego tematu. Lęk przed „wyciągnięciem na scenę” podzielały nawet osoby występujące w kole teatralnym, a więc mające za sobą występy przed publicznością. Sytuacja zaangażowania ich przez aktora różni się jednak znacząco od przygotowywanego długo występu – jest niespodziewana, nie można jej wcześniej przećwiczyć, daje poczucie nieprzewidywalności i braku kontroli nad sytuacją.

R1 Proszę niech pani wejdzie na scenę... R2 Ja się zawsze tego boję. Ze mnie o coś poproszą a ja nie chcę [FGI Kalisz 1] M: Bałybyście się jakby do was podszedł aktor? R3: No... dobrze, że siedziałyśmy trochę dalej... [śmiech] [FGI Koźmin 2] R1: Znaczy ja ogólnie nie lubię jak coś mnie zaskakuje a ten pierwszy spektakl podobał mi się ogólnie aczkolwiek właśnie te momenty, w których był ten kontakt z publicznością no to już było dla mnie trochę.. nie, że przegięcie, ale po prostu były dla mnie stresujące, że tak powiem. (…) R1: ..ale to rozmawiałyśmy później na ten temat i powiedziałam coś w stylu, że właśnie takie coś jest fajne pod warunkiem, że się nie siedzi w pierwszych rzędach. [śmiech] R1: Bo ogląda się to fajnie, ale jakby do mnie ktoś miał podejść to wolę nie. [FGI Koźmin1] jak zaczynają, to np. ja się od razu boję, że do mnie podejdą, że będę musiała wstać, będę musiała coś zrobić i po prostu najlepiej schować się, żeby mnie nie było widać. [FGI Wągrowiec]

vfvdvs

Młodzież i teatr – typologia

Najważniejszym wnioskiem płynącym z przeprowadzonych badań jest ten podkreślający, iż młodzież znacząco różni się pod względem postrzegania teatru – ma w stosunku do niego odmienne oczekiwania i przypisuje mu zróżnicowany status. Różnice te mają wiele przyczyn, wśród których istotną rolę odgrywają „twarde” czynniki takie jak: wielkość miejscowości zamieszkania (a co się z tym zazwyczaj wiąże – dostępność oferty kulturalnej czy nawet tak prozaiczne, ale dramatyczne w skutkach kwestie jak problemy z dojazdem do większych ośrodków) czy kapitał kulturowy i materialny rodziny. Te tradycyjne wymiary zróżnicowań także w przypadku młodzieży i ich relacji z teatrem odgrywały niebagatelną rolę. Wydaje się, że rodzinne „dziedziczenie” nastawienia w stosunku do teatru jest nadal bardzo częste – dzieci osób pracujących w instytucjach kultury, nauczycieli czy inteligencji miały często kontakt z teatrem już od najmłodszych lat.

R1: Potem teatr, granie w teatrze. Zostało mi to zaszczepione w młodości, kiedy chodziłem na zajęcia teatralne do MDK-u. [FGI Poznań 3] R5: Rodzice mnie zabierali bardzo często do teatru na wszystkie takie rzeczy. Moja mama pracuje w kulturze [śmiech], można tak powiedzieć. Także lubię takie rzeczy, bardzo mi się to podoba. Podziwiam aktorów… no. [FGI Konin 1]

Niemniej ważne było środowisko szkolne – zwłaszcza obecność charyzmatycznego nauczyciela czy instruktora teatralnego mogła zmieniać zupełnie sposób w jaki młodzi postrzegali teatr, nawet jeżeli wcześniej nie miała ona kontaktu ze spektaklami.

R1: A teatr to teraz przez panią X [nauczycielka] zacząłem chodzić do teatru, tak samemu, bo tak to było tylko… właściwie to tylko z mamą albo babcią. [FGI Piła 1]

Ogromną rolę odgrywały wreszcie determinanty osobowościowe i indywidualne: talenty młodzieży, zainteresowania, uznawane wartości, pozycja w grupie rówieśniczej, odczuwane potrzeby i aspiracje. Te ostatnie bardzo mocno odbijały się także na kwestii wyboru przyszłego zawodu. Silnie zarysował się tu wpływ pragmatyzmu. Mimo zainteresowania teatrem czy szerzej, kulturą, wielu uczniów decydowało się jednak poświęcać więcej czasu na naukę (zwłaszcza „praktycznych” przedmiotów), w czym upatrywali szansę dostania się na studia gwarantujące dobry zawód, przez co rozumiano zwykle prawo czy medycynę.

R3: No z reguły jest tak, że po części nie mamy czasu. Na pierwszym miejscu zawsze jest nauka i ona zawsze będzie. No, jakby nie patrzeć, jeżeli będziemy się uczyli to mamy lepszy start w przyszłość, możemy znaleźć lepszą pracę, a teatr, to jeśli mamy czas. Tu akurat nam się udało, bo teatr był fajny, ale też nie wszystkie. Niektóre są nudne, nieciekawe, na niektórych się zasypia. [FGI Piła 1] R1: Tworzę filmy, bo miałam taki okres i nadal mam, że chciałabym pójść na reżyserię filmową. Zdecydowałam jednak, że nie, bo nie miałabym oparcia, jeżeli chodzi o kwestię finansową. Bo albo zostaje się - tak słyszałam ogólną opinię – bezrobotnym, albo trzeba poszukiwać sponsorów, żeby zrobić ten swój film oczywiście. (…) Są bardziej poboczne rzeczy, jestem zmuszana czas wolny spędzać czytając książki o historii powszechnej, więc przygotowuję się na prawo. [FGI KALISZ 1]

Skoro zatem zróżnicowana jest sama młodzież, nie ma też jednego uniwersalnego sposobu, za pomocą którego można by dotrzeć do całej omawianej kategorii wiekowej, a wszelkie programy edukacji teatralnej kierowane do młodzieży muszą spotkać się ze różnym przyjęciem. Nie jest jednak tak, że młodzi widzowie są do siebie całkowicie niepodobni. Nieco upraszczając, można powiedzieć, iż wśród młodzieży rysują się cztery główne typy nastawień wobec teatru, a co za tym idzie cztery segmenty młodzieży, które w niniejszym opracowaniu określamy jako: „młodych bywalców”, „aspirujących poszukujących”, „znudzonych rutyną codzienności” oraz tych uznających się za „antyteatralnych”. „Młodzi bywalcy” to nastolatki mocno zainteresowane teatrem, mające pewne doświadczenia teatralne (często aktorskie) i znające już pewne jego konwencje. Do grona „aspirujących poszukujących” należą licealiści, którzy uważają teatr za interesującą i pociągającą formę kultury (cenią go zwłaszcza za podejmowania ważnych tematów w niebanalny sposób i możliwość refleksji), jednak - z różnych powodów - na spektakle chodzą stosunkowo rzadko. „Znudzeni rutyną codzienności” to przede wszystkim ci, dla których przedstawienie jest odskocznią od szarej rzeczywistości. Teatr jest przez nich oceniany pozytywnie przede wszystkim wówczas, gdy daje możliwość doświadczenia niecodziennych emocji, oderwania się od tego co zwykłe i dobrze znane - czy to przez śmiech i komizm, czy zaangażowanie w rozwój akcji. „Antyteatralni” to wreszcie ci uczniowie, którym wyjście do teatru kojarzy się z czymś nudnym, nienowoczesnym, przeznaczonym dla osób starszych. Wielu z nich nigdy nie obejrzało współczesnego spektaklu, a swoją opinię o teatrze wyrobili sobie na podstawie scenicznych adaptacji lektur szkolnych czy dawno widzianych teatrów dziecięcych oraz obiegowych opinii krążących w ich środowisku.

Choć linia oddzielająca poszczególne segmenty od siebie bywa płynna, warto omówić je nieco dokładniej, ponieważ dzięki temu możliwe jest lepsze dostosowanie form edukacji teatralnej do różnorodnych oczekiwań młodzieży.

MŁODZI BYWALCY

„Młodzi bywalcy” - to osoby, które mimo młodego wieku miały do tej pory stosunkowo częsty i dość zróżnicowany kontakt z teatrem oraz deklarują żywe nim zainteresowanie. Nasi respondenci należący do tej grupy zwykle byli członkami amatorskich zespołów teatralnych (szkolnych lub przy domach kultury) i/lub pochodzili z rodzin, w których interesowano się i dyskutowano o oglądanych spektaklach. Co charakterystyczne i dające do myślenia, z tego typu młodzieżą spotykaliśmy się niemal wyłącznie w dużych miastach. Choć trudno na podstawie badań jakościowych precyzyjnie określić jak liczne jest grono „młodych bywalców”, to wydaje się ono stosunkowo nieduże (uczniowie i nauczyciele przyznawali, że nawet do specjalnie sprofilowanych klas teatralnych część osób trafia przypadkowo).

R3: W pierwszej klasie było tak, że większość osób przyszło do naszej klasy [teatralnej], bo np. mieli bliżej do tej szkoły… R2: Nie dostali się do jakiejś innej i mieli inny wybór. [FGI Poznań 2]

„Młodzi bywalcy” - w przeciwieństwie do omówionych poniżej typów młodzieży - zazwyczaj wykazują sporą aktywność w poszukiwaniu informacji o wydarzeniach kulturalnych, warsztatów czy okazji do kontaktu z teatrem w różnych jego formach. Znają repertuar lokalnego teatru, wiedzą, że na lokalnych stronach internetowych czy w czasopismach pojawiają się informacje o darmowych wejściówkach czy promocyjnych zniżkach (np. bilety do wygrania na Facebookowym profilu teatru).

A tak to szukałam recenzji, starałam się spojrzeć na Youtube’ie, bo oni też czasami tam mają takie filmowe spoty reklamowe i szukałam czy nie ma „Testamentu psa” i niestety, nie było, ale tak recenzje czytałam sobie, i na stronie Teatru Nowego czytałam sobie. No staram się szukać, staram się dociec dlaczego tak, a nie inaczej. [FGI Poznań 2]

Wśród „młodych bywalców” istnieje zarówno grupa zainteresowana przede wszystkim teatrem, jak i pozostała część, dla których teatr jest tylko jedną (niekoniecznie najważniejszą) z poszukiwanych ofert kulturalnych (obok kina, koncertów, flashmobów, tańca czy nawet interaktywnych form zwiedzania zabytków itd.). Ten drugi podtyp „młodych bywalców”, można by wręcz określić jako „kulturalnych łowców okazji” (by nawiązać do „sieciowych łowców okazji’, określenia używanego przez Annę Nacher z zespołem [2013]), czy „kulturowych wszystkożerców” (inspirując się tekstem Richarda Petersona [1992]) - z ogromną otwartością, a wręcz zachłannością podchodzących do wydarzeń artystycznych.

Stosunkowo bogate doświadczenia kulturalne (w tym te pochodzące z udziału w amatorskim zespole), znajomość pewnych konwencji teatralnych i obycie kulturalne powoduje, iż zwykle podchodzą oni do teatru bez lęku, który często towarzyszy „aspirującym poszukującym”. Wspomniana swoboda i znacznie większa pewność siebie objawia się m.in. tym, że uczniowie należący do tej kategorii nie obawiają się przyznać, iż czegoś nie zrozumieli; nie winią automatycznie siebie i swoich niskich kompetencji, jeśli spektakl jest dla nich niejasny. Podczas gdy reakcją „aspirujących poszukujących” na trudne do interpretacji przedstawienie jest zazwyczaj wycofanie („to nie dla mnie”, „to nie moja estetyka”, „to za trudne”) lub nawet obawa przed wyśmianiem przez innych, „młodzi bywalcy” zazwyczaj nie ukrywają swoich uczuć i opinii. Zamiast postawy „za mało wiem, żeby to pojąć” przyjmują bardziej aktywne podejście - znaki zapytania starają się wyjaśnić w rozmowie z innymi czy szukając dodatkowych kontekstów i materiałów dotyczących danego spektaklu. Bez żadnego skrępowania wyrażają także swoje rozczarowanie konkretnym spektaklem czy krytykują konkretnych (często uznanych przez krytyków) artystów.

R2: Mnie to naprawdę boli, wie Pani? Że... ja idę do teatru po to, żeby się jakoś tam rozluźnić, żeby jakoś tak przeżyć to wszystko. Przecież w ogóle geneza teatru, to było to katharsis, nie? Czyli oczyszczenie! A teraz teatr mnie nie oczyszcza. (...) Jeszcze oczy mi smaruje, przepraszam że tak ładnie powiem, gównem na scenie. To przepraszam, gdzie ja tu mam teatr??? (...) A nie kurczę, że wie Pani, to co nazywamy sztuką teraz – w moim odczuciu, a mówię – trochę chodzę, trochę patrzę i tak dalej – to mówię, wchodzimy w takie dewiacje już powoli... i to wszystko się robi mega chamskie! Mega wulgarne, mega obsceniczne. [FGI Poznań 3]

Ponadto, „młodzi bywalcy” swobodniej podchodzą do wielości interpretacji, nie zakładają oni zwykle, iż wyłącznie szkolne, „prawidłowe” odczytanie „co autor miał na myśli” jest warunkiem koniecznym odbioru sztuki. Charakterystyczne wydaje się zestawienie dwóch typów wypowiedzi - podczas gdy młodzi, ale już bardziej doświadczeni widzowie deklarowali: że to jest tak jak ze sztuką. Że ten, który podejdzie do obrazu, to zauważa to, tą plamkę, tamtą plamkę... (…) I teraz, tak naprawdę, tylko ten aktor chyba wie, a może on sam nie wie, czy te wszystkie plamki są ważne. Tymczasem „aspirujący poszukujący” twierdzili: Że właśnie my przez to, że mało się znaliśmy to różnie to interpretowaliśmy. Różnice tych postaw szczególnie mocno uwidoczniły się podczas wywiadów, w których brali udział zarówno uczniowie, których moglibyśmy zakwalifikować do grona „młodych bywalców” jak i ci raczej „aspirujący poszukujący”.

R1: Ja w 90% przypadków mam wątpliwości czy dobrze zrozumiałam, ale zawsze... no nawet jeżeli spektakl wszystko super rozumiem, to tak sobie myślę, że no, to mi się podobało bardzo, kurczę, no to może tam jednak o coś innego chodziło jak wszyscy tacy zmieszani wyszli? (…) Ale... jeżeli ja coś w tym dostrzegam i jakby nie mam poczucia zmarnowanego czasu, tylko jakby gdzieś tam czuję, że się rozwinęłam czy tam otworzyłam kolejną klapkę w mózgu, to wtedy to jakby i tak... nawet jeśli nie do końca zrozumiałam, to to i tak ma sens. M: A ty jak? R2: (...) są takie spektakle, nawet ten jeden, który obejrzałyśmy w ciągu tych teraz trzech dni, że ja np. oglądam i tak „O jeny, o co wy w tym chodzi? Ja wyjdę i wszyscy będą się ze mnie śmiali, bo ja chyba nic z tego nie zrozumiałam!” (śmiech) [FGI Poznań 1]

Brak lęku odczuwanego w stosunku do teatru wynika też z faktu, iż „młodzi bywalcy” - dzięki częstszym kontaktom z profesjonalnym i amatorskim teatrem - znacznie sprawniej artykułują swoje odczucia po spektaklu i swobodniej operują pojęciami związanymi ze sceną (dostrzegają i doceniają pewne teatralne triki).

R3: Nawet po tym czwartkowym spektaklu wyszłyśmy to nawet rozmawiałam z S. czy M. i wymieniłyśmy parę zdań to się okazało na ile sposobów można to widzieć i ile rzeczy można odnaleźć. M: A to ciekawe. Pamiętacie tę rozmowę, by ją odtworzyć? R1: Chodzi głównie o kreację aktorów. Zgodziłyśmy się akurat z tym, że główni bohaterowie zagrali najlepiej. Jest to logiczne, bo reszta nie miała się okazji wykazać tak bardziej. Próbowałyśmy rozszyfrować niektóre postaci. R2: Dziewczyny ze szmatą. Która tam sprzątała podczas spektaklu. R2: Czasem zamieniała się jakby może bardziej w Boga? R1: Może sumienie, coś takiego. R3: Mówiłyśmy o tym co było zawarte w sztuce, o tych różnych rodzajach miłości. R2: O scenografii, o wprowadzeniu tej ziemi, wody i tak dalej. Urealnienie takie bardziej. M: A co sądzicie o wprowadzeniu elementów ziemia, woda? Podobało wam się? (...) R2: Wprowadzenie widza, w to jakby to on był elementem tego wszystkiego co zachodzi. Był w tym wszystkim. Tak samo odczuwał. [FGI Kalisz 1]

„Poszukujący aspirujący” zdani są natomiast przede wszystkim na swoją intuicję. Jak zauważa animatorka kultury, z którą rozmawialiśmy, takie podejście wcale nie oznacza, iż ich recepcja sztuki jest w jakiś sposób gorsza czy mniej uprawniona. Rzeczywiście, podczas dyskusji z młodymi niejednokrotnie osoby rzadko mające kontakt z teatrem miały ciekawe przemyślenia na temat obejrzanego spektaklu. Zaobserwowaliśmy jednak również, iż w wielu przypadkach nieumiejętność nazwania pewnych odczuć i swoich reakcji odbiera mniej doświadczonym widzom chęć i możliwość wymiany opinii z innymi o właśnie przeżytym doświadczeniu teatralnym.

M: To powiedz, co w tobie wzbudziło ten smutek? R1: No takie przygnębienie, że w ogóle, że… no…. Yyy…. (śmiech). No nie wiem jak to powiedzieć. Że po prostu to jest dla mnie smutne, że no… yyy. Np. w tym pierwszym spektaklu, no to raczej to nie jest radosne, nie było radosnego zakończenia i…. Takie przygnębiające to było trochę. M: Ale to przesłanie cię tak przygnębiało? R1: Trochę wyszłam taka przygnębiona. Yyy… nie wiem jak to powiedzieć. [FGI Poznań 4]

Kolejna różnica między „młodymi bywalcami” a „aspirującymi poszukującymi” ujawnia się w oczekiwaniach kierowanych pod adresem współczesnego teatru. Szczególną uwagę zwraca fakt, iż bardziej doświadczeni widzowie w znacznie większym stopniu (choć czasem warunkowo) dopuszczają emocje trudne, nieprzyjemne, ale jednak potrzebne, takie jak np. szok, obrzydzenie, zawstydzenie, irytacja czy przytłoczenie. Ich lista uczuć, których nie chcieliby odczuwać w teatrze jest zazwyczaj bardzo krótka, podkreśla się, iż w gruncie rzeczy najmniej pożądane odczucia w kontakcie ze sztuką to obojętność i nuda, choć i ta ostatnia nie zawsze jest zła (Chociaż z tą nudą, to tak średnio, bo niektóre spektakle właśnie mają na celu pokazanie tej nudy. [FGI Poznań 2]). Takie podejście wynika zapewne z faktu, iż widzowie ci już kilkukrotne mieli okazję zetknąć się z kontrowersyjnymi elementami przedstawienia i zazwyczaj (choć nie zawsze) znacznie spokojniej na nie reagowali.

R3: Obojętność to byłaby taka negatywna. Jakby się czuło jakieś inne, negatywne odczucia to jest zawsze lepiej niż przejść obojętnie. [FGI Kalisz 1] R5: [W kategorii emocji, których nie lubię w teatrze] ja mam tylko to: nuda i obojętność. To jest najgorsze co może być. I nic więcej. M: To jest najgorsze co może być – w ogóle w teatrze? R5: W teatrze, tak. M: Nawet gorsze niż to zażenowanie, obrzydzenie….? R5: Czasem trzeba obrzydzić człowieka w teatrze. [FGI Poznań 4] M: Aha, warto poczuć obrzydzenie, żeby potem...? R1: Tak, żeby móc to krytykować. [FGI Poznań 3]

Wreszcie ostatnim elementem dość charakterystycznym dla „młodych bywalców” jest empatia w stosunku do aktorów. Tak silne wczuwanie się w ich sytuację wynika zazwyczaj z faktu, iż nasi respondenci sami grają w amatorskich teatrach, dlatego potrafią sobie wyobrazić jak trudne czy uciążliwe mogą być niektóre reakcje publiczności czy zadania do zrealizowania stawiane przez reżysera.

R2: Trzeba mieć po prostu szacunek do tych, którzy tam występują, no bo to wszystko słychać tam na tej scenie. My grając po prostu na scenie, my to wiemy. R3: Mieć szacunek do innych, nie, właśnie w takich miejscach. I do siebie, bo ludzie mogli by na nas popatrzeć… R1: Nas na przykład na naszym własnym przedstawieniu rozpraszało… R3: Bo byśmy z dobrych intencji, jakbyśmy filmowały czy robiły zdjęcia, my mówimy sobie, że zrobimy, żeby pokazać, gdzie byłyśmy, ale ludziom to mogłoby się nie podobać. [FGI Poznań 2] [dyskusja dotyczy nagości w teatrze] R2: (...) I ten reżyser, który stoi po drugiej stronie, on się nie liczy z tym, że ten aktor nie czułby się w tym, że on nie chciałby tego zagrać, że on się.. że po prostu wydaje mu się to nieprzyzwoite. On się z tym nie liczy! Bo przecież ja mogę wziąć innego! [FGI Poznań 4]

ASPIRUJĄCY POSZUKUJĄCY

Cechą charakterystyczną „aspirujących poszukujących” jest nastawienie na rozumienie spektaklu oraz oczekiwanie, że rolą teatru jest przede wszystkim wzbudzanie refleksji. Do tego segmentu należy, jak się wydaje, dość liczne grono młodych widzów, którzy choć rzadko mają kontakt z teatrem, to jednak nie jest trudno namówić ich do wyjścia na przedstawienie. Sami z siebie zwykle nie wykazują jednak takiej aktywności - nie mają nawyku śledzenia wydarzeń teatralnych w swoim mieście, nie zdają sobie sprawy jak wiele rzeczy mogliby znaleźć w internecie. Paradoksalnie zatem, ich „poszukiwanie” ma bardziej charakter metaforyczny czy egzystencjalny (dążenia do tego, co rozwija i wzbogaca duchowo), a niekoniecznie przyziemny i materialny (poszukiwania rozumianego jako wynajdywanie informacji). Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest stosowanie przez wielu młodych z tej grupy wyraźnego podziału na „kulturę wyższą” i „kulturę masową”, gdzie teatr jest jednoznacznie kwalifikowany do tej pierwszej, a internet – drugiej. Innym powodem może być brak dążenia do kontaktu ze sztuką w rodzinach młodych osób czy po prostu duże zaangażowanie w inne formy spędzania wolnego czasu (np. treningi sportowe, muzyka itd.). Badania pokazały, że respondenci z tej kategorii często jako przyczyny rzadkiego chodzenia na spektakle, wskazują czynniki obiektywne, leżące poza swoją sprawczością: np. zbyt wysoką cenę biletów, słabą promocję informacji o przedstawieniach, brak czasu czy problemy transportowo-organizacyjne (np. trudności z powrotem do domu po spektaklu w późnych godzinach wieczornych). Choć każdy z wymienionych czynników jest oczywiście istotną przeszkodą, wydaje się jednak, iż w wielu przypadkach są one wyolbrzymione, służą bardziej jako racjonalizacje niż bariery nie do pokonania.

R1: To jest też kwestia tego, że już teatr wysokiego poziomu to jest naprawdę wysoki koszt. M: Ten kosztował 20 zł. R1: No tak, ale jedzie się powiedzmy do opery czy teatru do Bydgoszczy – 30 zł cztery razy w miesiącu powiedzmy – póki się nie pracuje to jest sporo. R3: To już jest naprawdę duży wydatek. M: No, ale przecież nikt wam nie każe jeździć co tydzień! R1: Też racja (uśmiech). R3: No, ale jakby się chciało naprawdę ukulturalnić to wydatek jednak jest. [FGI Piła 2] R2: W sumie to jest często tak: w pobliżu teatru nie mamy, w sumie tylko jak przyjedzie więc nie jesteśmy nauczeni żeby chodzić do teatru. Czasami w podstawówce się gdzieś tam było, na jakimś malutkim spektaklu. Ale generalnie nie ma takiego zainteresowania żeby nas zachęcić do chodzenia do teatru. Na przykład dzisiaj przyjechał teatr z Bydgoszczy. Gdyby zapytać młodych ludzi kto wiedział że dziś przyjechał teatr z Bydgoszczy, no zrobić taką sondę, przejść się po ulicy. Podejrzewam, że 95% osób by się zdziwiło. [FGI PIŁA 2]

O słuszności tego wniosku świadczy fakt, jak łatwo często jest przezwyciężyć pojawiające się trudności: zwykle wystarcza zachęta bardziej zaangażowanych teatralnie rówieśników, rodziny czy cenionego nauczyciela lub obdarzonego charyzmą instruktora teatralnego, który organizował wspólne, nieobowiązkowe, wyjście na spektakl (podobną rolę pełniły też organizowane przez nas sytuacje badawcze). Co ważne, z punktu widzenia edukacji teatralnej, grono „aspirujących poszukujących” - przy odpowiednich i systematycznych działaniach - może stopniowo przekształcić się w grupę „młodych bywalców”. Bliższa analiza pokazuje, iż można wyróżnić kilka głównych motywacji „aspirujących poszukujących”, swoistych „magnesów” przyciągających ich do teatru. Choć dla niektórych respondentów jedne z nich były silniejsze od innych, to jednak warto podkreślić, iż nie dzielą one sztywno „aspirujących poszukujących” na trzy rozłączne podgrupy.

(a) „ZDRADŹ MI TAJEMNICĘ” - czynnikiem, którym w tym przypadku najsilniej przyciąga młodych do teatru jest jego refleksyjność, zdolność nakłaniania do przemyśleń nad sprawami trudnymi, zwykle nieporuszanymi lub podejmowanymi w bardziej przewidywalny czy banalny sposób przez inne formy kultury. Taka rola przypisywana teatrowi nader często wpisuje się w ogólniej rozumianą filozofię życiową wielu młodych ludzi i ich dążenie do samorealizacji, poszerzania swoich horyzontów i ciągłego rozwijania się (te elementy były szczególnie widoczne przy okazji wykonywania jednego z zadań podczas dyskusji grupowej z badaczem - tego typu respondenci często wśród ulubionych aktywności dopisywali takie jak: „refleksja nad światem”, „samotne spacery z możliwością przemyśleń” itd.). Tego typu oczekiwania sprawiają, iż młodzi ci mają skłonność do przypisywania sztuce niebywałej mocy wyjaśniania świata, pragną, by teatr w pewnym sensie wzbogacił ich duchowo.

R1: Ale no takie… no, że na przykład coś, nie wiem, coś takiego ukrytego, mówiącego mi sens mojego istnienia. [śmiech] R2: Ja nie wiem jak to powiedzieć no… no coś takiego jak być albo nie być. Nie wiem. Nie potrafię tego określić. [FGI Konin 1] R1: Jaką powinien pełnić funkcję? Pokazywać życie od innej strony. Pokazywać codzienne sprawy z czymś więcej. Z czymś co jest zabawne albo z czymś co jest straszne. Nie wiem, pokazywać różne sprawy w innym świetle niż te które widzimy na co dzień. Nie wiem jak to ubrać … M: Jak wy myślicie? R2: R1 powiedział, że jakby z innej strony pokazać, rzeczy dziejące się w realiach tej gry dzieją się też w naszym życiu i my tego doświadczamy. Żeby spojrzeć z innej strony, czyjeś strony. Byśmy dobrali, jak komuś się to przytrafiło. Żeby wybrać sytuację i rozwiązanie. [FGI Piła 2] R1: Można się doedukować po części, może tak filozoficznie to zabrzmi – wypełnić jakby siebie taką energią niewpajaną na co dzień. [FGI Piła 1] R2: Żeby to jakoś … zaakcentować i zostawić, żeby ta sztuka lub film lub cokolwiek… zostawiło trwały ślad w mojej duszy. [FGI Poznań 4] R1: Właśnie ja bym wolała coś zrozumieć i przemyśleć. Żeby to coś dało, taki spektakl. [FGI Wągrowiec]

Tak wysokie wymagania sprawiają, iż widzowie ci czują się rozczarowani, gdy spektakl okazuje się „za prosty”, zbyt banalny, oczywisty, nie daje materiału do dłuższych przemyśleń. Z drugiej strony, biorąc jednak pod uwagę stosunkowo słabe obycie z konwencjami teatralnymi, brak nawyku do poszukiwania dalszych informacji i kontekstów dotyczących przedstawienia oraz często nieumiejętność artykułowania własnych odczuć (o czym była mowa wcześniej), spektakl nie może się również okazać zbyt trudny. Wypowiedzi badanych z tej grupy pokazują, iż w ich przypadku kluczowy jest odpowiedni dobór przedstawienia - mają bowiem oni tendencję do traktowania spektaklu niczym szarady, która wymaga myślenia i zaangażowania, ale z drugiej strony, jeśli brak jej rozwiązania, to może to zniechęcić do podejmowania dalszych wysiłków. Mówiąc jeszcze inaczej, cenią oferowaną przez teatr możliwość refleksji, ale wyniesiony ze szkoły schemat analizy i interpretacji, poszukiwania tego „co autor miał na myśli”, powoduje jednocześnie nadmierne przywiązywanie uwagi do precyzyjnego rozumienia wszystkich znaków teatralnych. Niemożność ich odczytania z powodu zbyt małej wiedzy i brak nawyku szukania podpowiedzi (np. materiałów zarysowujących kontekst spektaklu - takie jak wywiady z reżyserami, aktorami, recenzje itd.), wywołują w tej grupie frustrację i wycofanie.

R4: To najbardziej zrozumiałem. M: Aha, czyli dla Ciebie kluczem jest „jak rozumiem, to już jest dobrze”. R4: No. Jak coś do mnie mówi, jak nie czuję się przytłoczony. Bo nie wiem… no ja nie lubię jeżeli… jeżeli się czuję słabym wobec czegoś. Jakby automatycznie to jest… to jakby uderza we mnie, tak? I mi mówi, że jesteś słaby i czegoś nie rozumiesz. No to ja… mi się to nie podoba. [FGI Poznań 4]

(b) „MŁODZI KULTURALNI” - inną - wciąż aktualną i odczuwaną przez niektórych nastolatków - motywacją pójścia do teatru jest pewnego rodzaju „obowiązek kulturowy” uczestniczenia w instytucjonalnie rozumianej kulturze. Wydaje się, że to grono młodzieży dość silnie zinternalizowało tradycyjne wyobrażenie człowieka kulturalnego, który od czasu do czasu „powinien” bywać w teatrze i innych przybytkach tzw. kultury wyższej. Szczególnie często stosowany przez nich podział na sztukę wyższą i jej przeciwieństwo - kulturę masową - tyleż motywował do wyjścia do teatru (co nazywano „ukulturalnianiem się”), co zniechęcał do bardziej regularnych z nim kontaktów.

Znaczy kino dlatego, że chyba najczęściej i najłatwiejszy dostęp i wymaga tak naprawdę no... chwili wolnej i ochoty, ale... jest najprościej. Teatr? No generalnie staram się, żeby kilka razy w roku jednak z teatrem mieć jakiś kontakt. No ale to też wiadomo, że wymaga większego czasu i wcześniej rezerwacji biletów, tak, że... dlatego. [w dalszej części dyskusji (...)] wiadomo, że teatr jest jakąś rozrywką, gdzie no trzeba iść, nie wiem, jakoś ubrać, trzeba się zachować, trzeba się umieć zachować, bo to... No też niekiedy mi się zdarzało, że byłam w teatrze i były takie osoby, że w ogóle, no nie wiem, aż w wstyd było, bo telefony włączone albo coś… No to wiadomo, że tak nie przystoi, tak? (uśmiech) Albo... no... po prostu wydaje mi się, że to jest taka rozrywka, gdzie trzeba jakoś umieć się zachować i jak się już idzie, no to trzeba wiedzieć właśnie, nie? Żeby jakoś wyglądać, jakoś... bardziej tu mi chodzi o taki właśnie savoire-vivre (...) [FGI Poznań 1] Tak naprawdę, takie chodzenie do teatru i tego wszystkiego to mi się kojarzy ze starością. Z takim czasem jak jest się takim wykształconym, fajnym człowiekiem. [FGI Konin 1]

(c) „MAGIA TEATRU” - to kolejny, choć nieco zbliżony do poprzedniego – typ motywacji dla „aspirujących poszukujących” widzów. W tym przypadku również pobrzmiewa stosowanie przez młodzież podziału na „kulturę wyższą” i „masową”. Tym jednak, co najsilniej przyciąga do teatru młodych widzów, jest wyjątkowość sytuacji uczestniczenia w spektaklu, jej odmienność wobec form takich jak oglądanie filmu w kinie lub w domu, korzystanie z internetu itd. Wśród zalet „niecodzienności” tego rodzaju sytuacji wymienia się bezpośredni, żywy kontakt z aktorami, pewien rytuał towarzyszący wyjściu (np. wcześniejsza rezerwacja biletów, elegancki ubiór itd.), czy atmosferę skupienia (brak rozmów z innymi, jedzenia podczas oglądania, wykonywania innych czynności itp.). Ten ostatni czynnik jest szczególnie ciekawy, gdyż pośrednio podkreśla w jak dystrakcyjny sposób młodzi doświadczają kultury na co dzień. Powoduje on, iż nie zawsze pozytywnie traktuje się wystawianie przedstawień w przestrzeni miejskiej - podkreśla się, iż ruch uliczny czy gwar przeszkadzają w skoncentrowaniu uwagi na aktorach, a co za tym idzie - utrudniają zrozumienie sztuki.

Teatr to jest coś takiego, bardzo wyjątkowego, coś, co…, na co dzień nie masz takiej sztuki w telewizorze, takiej, że na żywo grają ludzie… mają z tobą jakiś kontakt. Tak… to jest interesujące. [FGI Konin 1] R1: Źle, bo jak ktoś szeleści albo coś, to nie można się skupić. (w innej części dyskusji) R1: No na rynku był duży chaos. Ciężko było się w ogóle skupić na tym spektaklu. (w innej części dyskusji) R2: Gdy jest jeden wątek – łatwiej się skupić, zrozumieć. R1: Ja też tak uważam. R3: [szeptem] Ja też. A chcecie się skupiać w teatrze, tak? [chórem wszystkie]: Tak. [FGI Wągrowiec]

Z podobną kategorią widzów często spotyka się w swojej pracy także jedna z animatorek prowadzących warsztaty teatralne z młodzieżą, co nazywa ona „konserwatywnym nurtem młodej publiczności”. Zalicza ona do niej widzów, których fascynuje właśnie „niecodzienność”, a wręcz „staroświeckość” teatru - to, że używa się tam poprawnej polszczyzny (bez przekleństw i wulgaryzmów) i tradycyjnych form komunikowania.

Warto jednak podkreślić rysujący się tutaj paradoks: pojmowanie teatru jako czegoś niecodziennego, swoistej „świątyni sztuki” - nie zachęca bowiem do częstego jego odwiedzania. Choć według artystów, z którymi rozmawialiśmy, teatr powinien być czymś „normalnym”, a więc codziennym, to jednak dla tego grona widzów ważne wydaje się dbanie o to, by zachował on pewną odrębność w stosunku do innych form sztuki, a także w stosunku do tego, co stanowi element ich potocznego doświadczenia. Nadmierne upodabnianie środków wyrazu (np. użycie multimediów), jak i sposobu uczestniczenia (publiczność ma zachowywać się cicho), raczej zniechęci, niż zachęci tę grupę widzów do częstszego oglądania spektakli.

ZNUDZENI RUTYNĄ CODZINNOŚCI

„Znudzeni rutyną codzienności” – podobnie jak opisani wcześniej „aspirujący poszukujący” – nie mają nawyku wyszukiwania informacji o wydarzeniach kulturalnych w swoim mieście, są – często mylnie – przekonani, że „nic się tu nie dzieje”. Przez to jednak, że nie śledzą informacji kulturalnych umacniają się jeszcze silniej w tym przekonaniu. Ich kontakt z teatrem jest jeszcze rzadszy niż w przypadku poprzedniego segmentu młodzieży (niektórzy respondenci biorący udział w badaniach oglądali przedstawienie po raz pierwszy w życiu, inni nie znali teatru współczesnego, brali jedynie udział w szkolnych wyjściach na adaptacje lektur lub farsy). Wydaje się, że nieco większą rolę niż w przypadku „aspirujących poszukujących” odgrywają tu czynniki obiektywne, w szczególności miejsce zamieszkania i środowisko społeczne, w którym przeważają osoby uważające się za „antyteatralne”. Mimo pewnych podobieństw do „aspirujących poszukujących” (linia między tymi dwoma segmentami jest dość płynna), „znudzeni rutyną codzienności” różnią się od nich mniejszym akcentem kładzionym na rozumienie i refleksję, za to większym na swoiste kolekcjonowanie przeżyć, emocjonalnych doświadczeń. Wśród tej grupy widzów przeważa nastawienie, iż teatr ma ich przede wszystkim oderwać od szarej rzeczywistości, której doświadczają każdego dnia. Spektakl traktuje się tu jako nowy bodziec, który pozwala zwalczyć monotonię codzienności. Jako elementy mające największy potencjał do tego, by zostać uznane za coś niezwykłego, niecodziennego, wskazywano:

„Im bardziej niezwykłe, rzadziej spotykane – tym lepiej!” „Ale fajnie. Takie coś innego” - wielokrotnie powtarzały nasze respondentki z Gniezna, które obserwowaliśmy podczas Malta Festival Poznań. „Coś nowego” było dla nich synonimem czegoś wartościowego, na co warto poświęcić swój czas, co daje dostęp do nowych wrażeń. Również komentując doświadczenia z performansu „Feed” Kurta Hentschlägera podkreślały one innowacyjność tego typu doświadczenia, co stawiały jeszcze wyżej niż - również nowy dla nich - teatr tańca i „Alphard” Mikiko Kawamury. Zapytane, który spektakl by wybrały, gdyby przeczytały tylko ich opisy odpowiedziały: „Jakby napisali, że jakieś przeżycia takie… dymy coś… to pewnie na drugi”, „Bo taniec to jeszcze sobie można zobaczyć gdzieś indziej, a takie coś to rzadko kiedy można”. Tłumacząc swoje podejście i tak duży nacisk kładziony na nowe doznania, podkreślały: „Za mało się dzieje w Gnieźnie (śmiech)”, „Szukamy nowości! (śmiech)” [Obserwacja, Gniezno 2].

(a) zastosowanie nowatorskich form i środków wyrazu teatru współczesnego (takich jak interaktywność, zastosowanie muzyki, tańca itd.), nieznanych odbiorcom, którzy do tej pory mieli głównie okazję widzieć tylko adaptacje lektur. Nawet jeśli sztuka okazuje się niezrozumiała lub przytłaczająca, to często młodzi widzowie z tej grupy odbierają ją pozytywnie tylko z tego powodu, że nie mieli do czynienia z taką formą wcześniej.

(b) możliwość kontaktu ze znanymi aktorami i celebrytami - w tym przypadku teatr traktuje się jako dający możliwość doświadczenia bezpośredniego, żywego kontaktu (a więc zupełnie niecodziennego) z postaciami znanymi do tej pory tylko ze szklanego ekranu czy z gazet. Podkreśla się również, że tego rodzaju bezpośrednie spotkanie ze sławnymi aktorami może stanowić coś nobilitującego, czym warto się pochwalić przed znajomymi.

R1: Jeżeli chodzi… znaczy ja tak… no ten teatr nie jest jednak tak dostępny… I to jest taki jednak przywilej właśnie, jeżeli są jacyś aktorzy znani i można ich obejrzeć. W teatrze to już jest takie WOW! A jeżeli obejrzeć ich tak w filmie, no to tam – co mnie obchodzi, że widziałam, nie wiem, Sandrę Bullock w filmie. Jeżeli byś ją zobaczyła na żywo, to już jest takie WOW! R3: No!!! (w innej części dyskusji) M: A wyobrażacie sobie, że zamieszczacie jakiś komentarz [na Facebooku] o przedstawieniu teatralnym, na którym byłyście? Czy to jest dziwne? R1: Tak, jeżeli byłbym na jakimś takim przedstawieniu, w którym byłyby właśnie takie gwiazdy, widziane z telewizji. R2: O, to tak. [FGI Konin 2]

(c) komizm, śmiech – również traktowano jako element, który umożliwia oderwanie się od rzeczywistości, ale rozumiane jako przyjemny, niezobowiązujący relaks i odprężenie. Oczywiście nie znaczy to, iż widzowie, których można by zakwalifikować do innych segmentów nie doceniali roli humoru. Dla „znudzonych rutyną codzienności” był to jednak zwykle element znacznie bardziej istotny. Szczególnie wyraźnie widać to podczas dyskusji grupowej w Wągrowcu, gdzie dwie z dziewczyn, z klas humanistycznych - R1 i R2 - reprezentowały raczej grono „aspirujących poszukujących”, a pozostałe - opisywane tu grono „znudzonych rutyną codzienności”.

R4: Ja też nie. Ja bym zobaczyła sobie właśnie taki spektakl, taki właśnie zabawny, śmieszny, mogłabym się pośmiać. R5: Ja również. R4: Tak tak wesoło. R5: Taki spektakl, który poruszałby problemy, moim zdaniem to jest takie… R1: …Ale jak je rozwiązywać. R5: Aha, coś takiego. Ale nie, jednak nie chciałabym się zastanawiać. Bo moim zdaniem, pójście do teatru ma być takie odprężające, a nie później zastanawiać się nad tym… co było, coś… R2: Ale takie przemyślenia są piękne! R4: To zależy jakie kogo. R5: Zależy jak kto na to patrzy. R2: Ale można je przełożyć na swoje życie, iść dalej i tego się tak nie zapomni po jednym razie. Ale.. no po prostu można to zastosować. R5: No może to czegoś nauczyć, oczywiście, ale …. Nie wiem, nie wiem. R3: (szeptem) Nie, dziękuję. M: R3 mówi nie dziękuję, tak? (uśmiech) R4: Nie wiem, czy by jednak jakoś to do mnie dotarło. Czy jednak bym powiedziała, że to był tylko spektakl i że tylko jakieś przemyślenie podczas tego i raczej wychodząc z tego spektaklu nie zostałoby we mnie to. [FGI Wągrowiec]

(d) zaangażowanie w fabułę - odpowiednio skonstruowana fabuła, posiadająca dynamiczną akcję i poruszająca problemy bliskie nastolatkom (np. związki miłosne, relacje rodzinne) - również wywoływała u wielu widzów z grona „znudzonych rutyną codzienności” tak poszukiwane poczucie oderwania od świata. Co charakterystyczne, dla tej kategorii odbiorców ważne było, by sztuka zaciekawiała ich, wywoływała napięcie i podekscytowanie, a zarazem szereg emocji, które dobrze znają również z innych form kultury, np. oglądania filmów, seriali, czytania powieści. Do tego typu oczekiwanych emocji należą, m.in.: wzruszenie, smutek, radość, strach, ale już nie takie uznawane za zbyt nieprzyjemne (np. obrzydzenie, zażenowanie czy przytłoczenie). Ze względu na niewielkie doświadczenia teatralne i trudności z dekodowaniem znaków teatralnych, oczekiwali przede wszystkim interesujących historii, które można śledzić z zaciekawieniem i odnieść do własnego życia codziennego - a więc odczytać „poprzez siebie”. Często odrzucano natomiast te spektakle, gdzie akcja była zbyt skomplikowana lub nie było jej w ogóle (np. w przypadku współczesnego teatru tańca).

[rozmowa dotyczy spektaklu „Diffraction” Cindy van Acker] R2: Ten pierwszy. To było takie nudne. M: Nuda była? R2: My z R1 najchętniej przeszłybyśmy się po Poznaniu w tym czasie. R1: Do Maca. [McDonald’s] R2: No, do Maca. M: Taki był nużący ten dźwięk? R1: No, ta melodia. R2: Ten dźwięk to był w ogóle. R1: Jakby się zmienił chociaż co jakiś czas. Jak by był bardziej żywy. A on był taki monotonny strasznie I jeszcze było ciemno i tak… [FGI Gniezno] No na tym ostatnim spektaklu [„...i my wszyscy. Odcinek 0” Teatru 21], śmieszne były niektóre momenty, zabawne. Ale mam też „refleksja” [respondentka pokazuje jedną z karteczek z emocjami, które chciałaby poczuć w teatrze]. Bo to daje właśnie taka refleksję nad tym, że człowiek w sumie powinien się cieszyć, że jest zdrowy i że może sobie tak w życiu radzić. Bo właśnie takie osoby mają problemy z zespołem Downa czy inne niepełnosprawne, na wózkach, mają problemy w życiu codziennym a my powinniśmy się cieszyć tym, co mamy. [FGI Gniezno] Smutek według mnie tak trochę łączy się ze wzruszeniem. Lubię sobie czasami popłakać czy coś, bo wtedy znaczy, że naprawdę się wczułam w te osoby i tak to co one przekazują. I że to było takie autentyczne. Takie prawdziwe. I zapomnienie, odcięcie od świata dlatego, że no… lubię tak po prostu. Jestem wtedy w takim innym świecie i czasami potem jak już się skończy film, o niczym podczas niego nie myślałam i tak potem się zastanawiam co ja bym zrobiła, gdyby mnie to spotkało. Czy ja też bym tak postąpiła, czy miałabym osoby, które by mi pomogły w takiej sytuacji. No i podekscytowanie to… Fajnie było tak wynieść ze sztuki. Zwłaszcza że ja to tak mam przy serialach. [FGI Konin 2]

Choć widzowie należący do grona „znudzonych rutyną codzienności” mieli podobne początkowe nastawienie do teatru, to jednak - zazwyczaj pierwszy w ich życiu - kontakt ze współczesnymi spektaklami podczas prowadzonych przez nas badań, wywierał na nich różne wrażenie. Niektórzy respondenci upewniali się w swoim - nieco konsumpcyjnym - podejściu, oczekując, iż teatr ich zabawi lub dostarczy określonych, niezbyt trudnych do samodzielnego przepracowania emocji. Po spektaklach, które uznali za bardzo wymagające - przyznawali, że następnym razem będą jednak szukać „takich łatwiejszych trochę”, „mniej zagmatwanych”, bardziej „poukładanych”, „zabawnych” widowisk/przedstawień/inscenizacji. Wybierali zatem ten model teatru, którzy w przeprowadzonych wywiadach artyści określali jako „teatr do kotleta”.

R1: Nie lubię [gdy teatr wymaga refleksji/zastanowienia], bo ja chcę mieć wszystko tak… R2: ... poukładane. R1: Tak. Że tutaj nie wiem, nie zrozumiem jakiegoś jednego wątku, a to leci dalej i ja nie mam czasu tego tam ogarniać, no bo to się toczy dalej i ja się w tym po prostu wszystkim gubię. Kiedy muszę się nad tym wszystkim zastanawiać – co z czego wyszło, to już tam… [FGI Konin 2]

Spora jednak część młodych respondentów, w wyniku (zazwyczaj pierwszego) kontaktu z teatrem współczesnym była nim wyraźnie zafascynowana. Respondentki z Koźmina, po spektaklu „Zbrodnia”, odszukały profil teatru na Facebooku, znalazły wywiady z aktorami i reżyserką, a nawet na przerwach w szkole cytowały sobie fragmenty spektaklu.

R3: Ja polubiłam ten teatr właśnie [na Facebooku] M: Polubiłaś ten teatr? R1: A ja zobaczyłam, że polubiłaś i też polubiłam. M: Mają swoją stronę? R1: To było chyba ogólnie... w tym teatrze.. na stronie.. teatr z Bielska-Białej... to, to właśnie tam polubiłam i później tam były zdjęcia jak oni jeździli po całej tam Polsce z tą sztuką. Polajkowałam te zdjęcia.. [w dalszej części dyskusji] R3: Znaczy tak, że cały czas o tym gadamy od tego czasu jak obejrzałyśmy tą sztukę, to cały czas do tego nawiązujemy. W szkole tak samo, jakieś sytuacje (śmiech) [FGI Koźmin 2] R3: Najbardziej mnie przekonało to.. ten spektakl o zbrodni. Taki bardzo.. dla mnie osobiście.. strasznie mi się to podobało. I żałuję, że tego nigdzie nie ma ani nagranego, ani nie będę miała możliwości już tego nigdy zobaczyć, no, bo raczej wątpię. M: Nie wiadomo. A patrzyłaś na to czy, nie wiem, w Internecie, czy coś? R3: Patrzyłam właśnie. M: Patrzyłaś! I? R3: I wszędzie... ale jest wywiad z tą aktorką Jaśminą i.. ciekawa na pewno osoba i.. z panią reżyser. M: Aha, i czytałaś? R3: Słuchałam. M: O! Fajnie, mhm. R3: A tak ogólnie to też szukałam i nic nie mogłam.. niczego więcej znaleźć na ten temat. I żałuję. [FGI Koźmin 1]

Przykłady te pokazują, iż podziały między wyróżnionymi tutaj segmentami młodzieży nie są dane raz na zawsze, a zapewnianie młodzieży okazji do kontaktu i zachęcanie ich do udziału w spektaklach, a także inne formy edukacji teatralnej mogą dawać efekty w postaci coraz większego zaangażowania nastolatków w tę formę sztuki.

ANTYTEATRALNI?

W przeprowadzonych przez nas badaniach, nie znalazł się nikt, kogo można by zakwalifikować jako należącego do segmentu „antyteatralnych”. Jednak zarówno z wypowiedzi nauczycieli, jak i uczniów wynikało, iż grupa taka istnieje i jest bardzo liczna, a nawet przeważa w ich otoczeniu. Co warte podkreślenia, do grona tego należą nie tylko rówieśnicy, ale bardzo często również ich rodzice czy nauczyciele (zwłaszcza innych przedmiotów niż język polski czy wiedza o kulturze). Pedagodzy i osoby związane z instytucjami kulturalnymi zwracały uwagę, że dość rozpowszechnione wśród części młodzieży jest przekonanie, że teatr jest nudny, archaiczny, zbyt elitarny, nie dla nich, bezsensowny, a wręcz „obciachowy”. Co więcej, ten stereotyp bywa przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jedna z nauczycielek przytaczała wyniki ankiety, którą przeprowadziła w swojej klasie: wśród 32 uczniów 9 uwielbiało teatr, natomiast reszta bardzo rożnie. Niektórzy bezpośrednio: nie lubię teatru, nie interesuje mnie to, teatr jest nudny itd. [N - średnie miasto]. Przypuszczenia te potwierdzali nasi młodzi respondenci, którzy przyznawali, iż nie zawsze łatwo znaleźć im kogoś, z kim mogliby się wybrać na spektakl.

R3: Teatr... no do teatru trochę rzadziej, ale... ale też lubię się przejść. Za bardzo nie mam z kim chodzić. Oprócz – z R2 i A. głównie, a z klasy to.. trudno kogoś znaleźć, kto chodzi do teatru. [FGI Poznań 1] R2: Dużo młodych osób nie lubi teatru. M: Tak? R2: To znaczy dużo moich przyjaciół na przykład nie lubi (śmiech). M: A co ich zniechęca, bo to mnie bardzo interesuje… R4: Cena niektórych. R3: Też, też. R1: Zwłaszcza jak ma się określone kieszonkowe. R3: Albo też niektórzy mają określone niektóre godziny czasowe. R4: O właśnie! R3: No bo jak np. teatr jest o 19, to się kończy np. o 21. Dojdzie się przypuśćmy do tego domu i coś w tym stylu. M: Czyli to są te formalne, powiedzmy te. A coś jeszcze waszych rówieśników zniechęca do teatru? R3: Ogólnie może, że tak się im teatr kojarzy, że teatr to taka wyższa sztuka… R2: No właśnie! R4: Raczej dla starszych. R1: Właśnie, i że to tak dawniej było, a teraz się chodzi na filmy z efektami. R3: …specjalnymi, 3D. R2: 5D! (śmiech) R4: Wybuchy i tak dalej! M: Że takie za mało są widowiskowe? R4 i R3: Tak, tak. [FGI Konin 2]

Opowiadali oni także, że „antyteatralni” rujnują czasem atmosferę podczas organizowanych przez szkołę wyjść do teatru czy protestują już wówczas, gdy tylko pojawia się taka inicjatywa. Z drugiej strony jednak, nie brakowało przykładów, gdy presja rówieśników i urok wycieczki do innego miasta sprawiają, że „antyteatralnych” udaje się namówić na obejrzenie spektaklu.

R1: Myślę, że jeśli się idzie z klasa to.. do kina to może mniej.. ale właśnie do teatru czy Opery to są osoby, które się na to wyjście cieszą i są takie, które no.. idą, bo muszą. I dla mnie to jest bez sensu z tej racji, że te osoby, które są tam z przymusu po prostu rozwalają cały nastrój i mogą się zachowywać nieodpowiednio.. Na przykład spotkałam się z sytuacją, że ktoś potrafił w teatrze otwierać paczkę chipsów, którą jakoś wnieśli także to po prostu jest strasznie denerwujące, bo.. im nie zależy na tym spektaklu i nie szanują po prostu tego. [FGI Koźmin 1] R4: Właśnie nasza klasa raczej jest taka bardziej, że… R5: … raczej by nie pojechali do teatru (śmiech). R4: Na 100% by nie pojechali do teatru (uśmiech). M: Ale to w sensie, że jacyś koledzy i koleżanki czy nauczyciele by mieli z tym problem? [R4, R5 i R3] Nie. Koledzy i koleżanki. R4: Nasza wychowawczyni raczej by pojechała, bo ona jest taka, że… R3: Pojechałaby. M: Mhm, tylko ludzie by nie chcieli? (śmiech) R4: Tylko oni by nie chcieli, tak. Na pewno jakby usłyszeli „teatr”, to nie, nie, nie. M: Ale już na sam dźwięk? A czym byście ich mogły przekonać, że byście znalazły jaki spektakl, że by powiedzieli: No dobra. [mówią jednocześnie] M: Jaką by to musiało mieć tematykę na przykład, żeby ich ściągnąć? [mówię jednocześnie] R4: Właśnie taką, która by ich interesowała, myślę, że… R5: Ale oni by usłyszeli „teatr” i to od razu tutaj jest zamknięty temat. Nie i koniec, nie jedziemy nigdzie (uśmiech). [FGI Wągrowiec] R2: Nie, właśnie na balet bym chciała iść, na to „Jezioro Łabędzie”. I tak właściwie mieliśmy klasą jechać do jakiegoś teatru, i wydrukowałam pani specjalnie repertuar z tym „Jeziorem Łabędzim” i pani pokazuje, ale pani powiedziała, że nie. No i że... R1: Ale możemy coś jeszcze pokombinować, żeby jechać. (...) M: A reszta klasy też się zgodziła…. Żeby jechać na balet? Tak? Wszyscy byli chętni? R2: To znaczy… żeby jechać. (wszystkie mówią jednocześnie coś w stylu: „żeby tylko gdzieś jechać”) R3: Do teatru pierwsze było. Bo ogólnie można coś zwiedzić, troszeczkę pochodzić po mieście i potem do teatru. Żeby nie tylko zwiedzać, i w ogóle, ale też żeby jeszcze coś zobaczyć. Tak po drodze ten teatr jakby. M: Nie, bo jestem ciekawa właśnie jak chłopacy na to? Bo to… może tak stereotypowo myślę, ale chłopacy często… R1: Nasi chłopacy…. R4: Mamy tylko ośmiu. R3: Dziewczyny dominują (uśmiech). R1: No właśnie! Oni tam nie mają nic do gadania. R2: Oni i tak się na wszystko zgadzają (uśmiech) – powiedzieliśmy do teatru? Pasuje im tam. R1: Może być. (śmiech) [FGI Konin 2]

Jeszcze bardziej optymistycznie możliwość zmiany nastawienia „antyteatralnych” oceniają niektórzy nauczyciele, zwłaszcza ci bardziej zaangażowani w pracę z młodzieżą. Przyznawali oni, że w ich klasach nigdy nie brakuje chętnych na wyjście do teatru, a tylko poszczególni uczniowie otwarcie protestują.

Prezentowany tutaj podział młodzieży na poszczególne segmenty ma za zadanie ułatwić docieranie z różnorodnymi formami edukacji teatralnej do nastolatków, którzy różnią się między sobą sposobami patrzenia i oczekiwaniami w stosunku do współczesnego teatru. Co ważne, przeprowadzone przez nas badania pokazują, że pod wpływem doświadczeń teatralnych młodzi ludzie mogą zmienić swoje nastawienie wobec teatru, jeśli tylko powstanie sprzyjający temu kontekst. Warto więc adresować działania teatralne nie tylko do tych najbardziej zaangażowanych, których nazywamy tutaj „młodymi bywalcami” i którzy często samodzielnie twórczo się rozwijają, ale podejmować edukację teatralną także wśród osób, które bliskie są nastawieniu „antyteatralnemu”.